Opisywany miesiąc temu przypadek bezrobotnego, który, choć nigdy nie prowadził własnej firmy, dysponował wekslem o nominale 970.000,- zł * ciągle bulwersuje, albowiem coraz bardziej staje się widoczny cel tej „akcji”.  Przypomnijmy, jak do tego doszło.

7 lipca 2000 roku Sąd Rejonowy Wrocław Fabryczna wydaje nakaz zapłaty (sgn IV Ng 4292/00) przeciwko Józefowi Gąsiorowi i Mirosławowi Ewiak, wspólnikom  spółki cywilnej CARBOTECH w Gliwicach (jej następcą prawnym jest widniejąca tylko w sądowych zapiskach spółka jawna Multibest – Józef Gąsior wraz z małżonką). Mirosław Ewiak w chwili wydania nakazu przebywał na Mauritiusie, gdzie zaginął. W kraju pozostał Józef Gąsior, ale, mimo doręczenia nakazu, nie złożył żadnego sprzeciwu.

Po kilki miesiącach dwaj radcowie prawni z Wrocławia, Skiba i Wojciechowski, którzy byli powodami w powyższej sprawie, scedowali wyrok na nikomu jeszcze nieznanego referenta Grzegorza Kaziewicza.

Ten wszczął postępowanie egzekucyjne, w wyniku którego stał się posiadaczem wszystkich udziałów Ewiaka, a także jego mieszkania w Zabrzu (70 m kw., ul. Janika).

Mimo posiadania tytułu także na Józefa Gąsiora, Kaziewicz nie rusza go. Co więcej, Józef Gąsior raz dwa sprzedaje swoje udziały (liczbowo równe należącym do Ewiaka) żonie Kaziewicza, Annie.

Po latach, gdy rodzinny układ posypał się, Józef Gąsior pozwał Annę do  sądu.

W złożonym pozwie domagał się uznania za pozorną umowy kupna – sprzedaży udziałów zawartą 26 lipca 2000 roku dlatego, że była ona zawarta w celu… zrobienia w przysłowiowe bambuko  jego wierzycieli!

Dokładnie pisał tak:

W momencie składania oświadczeń na umowie, wola stron nakierowana była na upozorowanie sprzedaży udziałów w celu uniemożliwienia wykonania czynności egzekucyjnych. Zarówno pozwana, jak i ja, działaliśmy w celu wprowadzenia w błąd i przedstawienia umowy zawierającej skwitowanie zapłaty i datę pewną potwierdzoną przez urząd skarbowy. Wszystkie te działania miały na celu upozorowanie przed innymi osobami sprzedaży udziałów w celu niedopuszczenia do ich wyegzekwowania należności na rzecz moich wierzycieli. W wyniku nieformalnego, tajnego porozumienia pozwana mała przepisać zwrotnie na mnie udziały objęte umową pozorną. Pozwana jednak chce mnie oszukać i zatrzymać udziały.

Anna Kaziewicz stanowczo odrzuciła te zarzuty. Jako że Gąsior nie przedstawił żadnych dowodów poza swoim oświadczeniem, sąd pozew oddalił. http://3obieg.pl/jozef-gasior-pozywa

Nasi informatorzy twierdzą jednak, że Anna Kaziewicz w tym czasie nie dysponowała takimi pieniędzmi. I że Gąsior nie kłamie.

Czy była to więc operacja mająca na celu szybkie „zabezpieczenie” majątku przed wierzycielami obu wspólników?

Dzisiaj widać to wyraźnie – biznesmen Gąsior wraz z biznesmenem Ewiakiem prowadzili działalność polegającą na przedstawianiu bankom do wykupu nieistniejących weksli!

Niepozorny oddział PROSPER – BANKU, dzisiaj wchodzący w skład Banku Zachodniego WBK SA w końcu lat 1990 spółce cywilnej Józefa Gąsiora i Mirosława Ewiaka, szumnie nazywającej się Biuro Brokera Finansowego „CARBOTECH POLAND” s.c. udzielił kredytu dyskontowego. Broker przedstawił weksle własne firmy MIKAMA SA.
W sumie było ich pięć, każdy po 100.000- zł!

Blisko pół miliona złotych prawie dwadzieścia lat temu stanowiło olbrzymią fortunę. Jednak, gdy nadszedł termin wykupu weksli przez MIKAMĘ, okazało się, że nici z tego. Firma nie uznała weksli za swoje, w związku z czym bank zwrócił się do wspólników o zwrot wypłaconych wcześniej pieniędzy.

9 czerwca 2000 r., a więc znowu tuż przed wyjazdem w ostatnią podróż przez Mirosława Ewiaka, została zawarta umowa o restrukturyzację spłaty zadłużenia powstałego z tego właśnie tytułu.

Ewiak i Gąsior do spłacenia mieli, bagatela, „tylko” 516.671,34 zł!

Kto stał, po stronie banku, za tą transakcją?

Jaskółki, które przesiadują za oknami niejednej firmy i niejednego mieszkania mówią, że ta sama osoba, która praktycznie w tym samym czasie uruchamiała kredyty dla mafii paliwowej, reprezentowanej również przez mieszkańca Gliwic, Wiesława S., a po wyjściu z więzienia udzielała porad na jednym z finansowych forów (opłacanych, rzecz jasna, przez tego samego Wiesława), czerpiąc z tego tytułu pokaźne tantiemy. (…)

To jednak nie jedyne wyłudzenie, przybierające pozór „dyskonta weksli”. Kolejny poszkodowany bank to BPH w Mysłowicach. Dnia 13 marca 2001 roku Sąd Okręgowy w Katowicach nadał nakazowi zapłaty z dnia 19 stycznia 2001 r. (sgn XIV Ng 1173/00/14) klauzulę wykonalności. Tym razem kwota uzyskana z „dyskonta” weksli wynosiła 2.103.360,- zł!

Ponad dwa miliony złotych!!

(…)

14 lutego 2000 roku Sąd Okręgowy w Katowicach, XIV Wydział Gospodarczy, orzekł, że pozwani Józef Gąsior i Mirosław Ewiak powinni solidarnie uiścić na rzecz Polskich Kolei Państwowych kwotę 724.736,06 zł (sgn XIV GC 2059/99/4). http://3obieg.pl/sedzia-wojciech-glowacki-ochranial-gliwickiego-lichwiarza-2  

Do powyższych kwot należy dołożyć 3.450.000,- zł, jakie zostały wyłudzone z rybnickiego oddziału PKO SA jeszcze w 2000 roku.

Faktycznie, powód do usunięcia majątku sprzed oczu wierzycieli był nader istotny i wynosił co najmniej 6.794.767,40 zł.

Co jednak stało się z tymi pieniędzmi?

Już w lipcu 2000 roku, a więc zaraz po zaginięciu Mirosława Ewiaka na Mauritiusie, po Gliwicach krążyła opowieść o wspólniku, który uciekł z Polski zabierając z kasy firmy 6 mln zł, zostawiając drugiego i firmę na lodzie.

Opowieść ta była rozpowszechniana m.in. przez Grzegorza Kaziewicza, co piszący te słowa słyszał od jego ówczesnego kompana, Franciszka C. (również zmarł nagle – za dużo wiedział?).

Jednak osoba pracująca w CARBOTECHU wspomina, że część pieniędzy rzeczywiście zniknęła po zaginięciu Ewiaka, ale była to kwota ok. 20 razy mniejsza (300.000,- zł).

Tymczasem w październiku 2012 roku, po blisko rocznym postępowaniu, sąd uznał Mirosława Ewiaka za zmarłego dnia 16 czerwca 2000 roku. O północy.

To zmieniło do tej pory obowiązującą narrację.

Przede wszystkim nakaz zapłaty, w wyniku którego Grzegorz Kaziewicz wszedł w posiadanie udziałów SILESIA sp. z o.o. utracił swoją moc, co sąd stwierdził postanowieniem z dnia 11 marca 2014 r.

Trudno również mówić o udziale Mirosława Ewiaka w „aferze Krokodyla” (wyłudzenie ok. 3,5 mln zł pod hipotekę zajazdu) – operat szacunkowy, umożliwiający wyłudzenie, został sporządzony przeszło miesiąc po jego śmierci – 24 lipca 2000 r.! http://3obieg.pl/pod-krokodylem-hula-tylko-wiatr

W czyje ręce trafiły te pieniądze?

Bo przecież nawet przy największej niechęci do Gąsiora i Kaziewicza trudno wyobrazić sobie, że zasiliły ich konta.

Podobnie jak z pochodzącymi z dyskonta bezwartościowych weksli. Pamiętać również trzeba, że pod koniec lat 1990-tych CARBOTECH, jako jeden z niewielu, oferował tzw. długi PKP, na czym zarabiał całkiem spore kwoty.

Skąd miał do nich dostęp?

Przecież, bywało, że jednorazowo była to kwota sięgająca nawet 12.000.000,- zł!

Przynajmniej część z nich to były weksle własne tej instytucji (por. afera wekslowa PKP- ok. 500 mln zł!).

Czy tylko przez przypadek właściciele CARBOTECHU odsyłali część klientów do warszawskiej firmy RODENT sp. z o.o.?

Tej samej, która wprowadziła na rynek nieistniejące „długi POFAMU”?

Czy to może oznaczać, że obie firmy swój stan posiadania czerpały z tego samego źródła?

Wątpię, by do takich „wierzytelności” miała dostęp jakakolwiek grupa przestępcza, nazywana wtedy „mafią”.  Źródło, jeśli istniało, musiało być zdecydowanie wyżej.

Jednak rok 2000 stanowi istotny przełom. W połowie czerwca (16-go) ginie Ewiak. Jeszcze przed jego śmiercią dwaj radcy prawni z Wrocławia składają p-ko niemu (i Gąsiorowi) pozew. Niedługo po cesji wyroku na Kaziewicza jeden umiera na serce, a drugi ginie w wypadku samochodowym.

Jednocześnie capo di tutti capi gliwickiego miasta trafia do więzienia, i to jako tzw. niebezpieczny.

Gąsior i coraz bardziej wysuwający się na pierwszy plan Kaziewicz (znany już pod nickiem Spaślak) mogli działać praktycznie niekontrolowani. Majątek Ewiaka trafił w całości do Kaziewicza.

Mimo to jego rodzina nie dostała nawet złotówki.

Radcowie prawni, którzy obsługiwali rozmaite „dile” Carbotechu (a potem i Kaziewicza) nie żyją. Po latach okazuje się, że przedstawiany jako jedyny sprawca wszystkich szwindli, Ewiak, utonął na Mauritiusie.

Czy to przypadek, czy też likwidacja potencjalnych świadków?

Zaprzyjaźnione wiewiórki wspominają także o powiązaniu Gąsiora i Kaziewicza z aferą zabrzańskiego oddziału PKO, z którego w latach 2002-2004 wyprowadzono ponad 6.000.000,- zł.

Niestety, Prokuratura Okręgowa w Gliwicach ograniczyła zainteresowanie do pojedynczych płotek, w ogóle odstępując od ustalenia, gdzie trafiła przynajmniej część wyłudzonych pieniędzy, choć ustalenie tego faktu było proste (nieruchomość w Zabrzu), a dowody można było zdobyć w Wydziale Ksiąg Wieczystych zabrzańskiego sądu.

Kolejny przełom nastąpił dopiero w 2011 roku.

Anna i Grzegorz Kaziewiczowie po burzliwym pożyciu zaczęli się rozstawać. W efekcie doszło do odwołania Grzegorza z funkcji prezesa SILESIA sp. z o.o., co trwało ponad pół roku, w czasie którego spółkę nagle masowo zaczęli pozywać do sądu wierzyciele wekslowi. Grzegorz Kaziewicz nie reagował na nakazy, nawet tak absurdalne i nieprawdopodobne, jak ten zasądzający na rzecz Tomasza Gąsiora blisko 200.000 zł, jakie to spółka była winna rzekomo bezrobotnej córce żyjącego w niedostatku (tak twierdzi, występując o zwolnienie od kosztów sądowych) Józefa Gąsiora!

Oczywiście nie był to jedyny nakaz – w sumie, bez odsetek i kosztów sądowych, taksy komorniczej itp. z majątku SILESII sp. z o.o. „wyjęto” 432.291,42 zł.

Jednak to tylko uwertura.

W grze, w której, jak im się wydaje, występują z jednej strony Anna Kaziewicz, z drugiej zaś Grzegorz tego samego nazwiska, pula jest o wiele większa.

SILESIA sp. z o.o. sprzedała w końcu nieruchomość, którą nowy nabywca obciążył hipoteką dwukrotnie przekraczającą cenę sprzedaży.

To oznacza, że na koncie firmy pojawiły się pieniądze.

9 września 2014 roku Sąd Okręgowy w Opolu wydał nakaz zapłaty z weksla p-ko Annie i Grzegorzowi Kaziewicz. Remitentem (osobą, na rzecz której miała być dokonana płatność sumy wekslowej), był bezrobotny ze Strzelec Opolskich, który musiał za pracą wyjechać do Niemiec (2014).

Rzecz jasna przed wyjazdem weksel sprzedał 30-letniej pani z Wrocławia, która stawiała wówczas pierwsze kroki na rynku ubezpieczeń.

Sąd Okręgowy w Opolu, orzeczenie z dnia 9 września 2014 roku:
Przewodniczący SSO Magdalena Domińczyk-Trzciańska po rozpoznaniu na posiedzeniu niejawnym (…) na skutek pozwu wniesionego w dniu 21 lipca 2014 roku przez Karolinę Rakowską – Dobrowolską nakazuje pozwanym Grzegorzowi KaziewiczowiAnnie Kaziewicz,
aby zapłacili solidarnie na rzecz Karoliny Rakowskiej-Dobrowolskiej kwotę: 970.000,- zł (…) z odsetkami ustawowymi od dnia 22 lipca 2014 r. do dnia zapłaty oraz 19.342 zł tytułem zwrotu kosztów procesu (…).

29 marca 2015 roku pisałem:

Przyjrzyjmy się wartemu fortunę wekslowi.

Na awersie widać wyraźnie datę wystawienia weksla. Z oświadczenia Macieja Piotra D. wiemy jednak, że weksel in blanco (niewypełniony, jedynie z podpisem Kaziewicza i poręczeniem jego ówczesnej żony) był wręczony jako zabezpieczenie szeregu pożyczek udzielanych w latach 2006-2008.

Jak więc wytłumaczyć, że na rewersie widnieje  adnotacja z 3 sierpnia 1999 roku I Urzędu Skarbowego w Gliwicach?

Jakoś tak dziwnie umieszczona po pochodzącym z przyszłości wpisie Anny Kaziewicz.
Czy to przypadek, czy też przesłanka wskazująca na faktyczną datę powstania weksla – nie w 2006, ale 7 (siedem) lat wcześniej, w 1999 r.?

Wróble, a nawet jaskółki gnieżdżące się pod okapami domu na Barlickiego 13 ćwierkają, że tak naprawdę weksel był wystawiony w ramach zupełnie innej operacji finansowej – jako zabezpieczenie zakupu na raty w czasach, kiedy Kaziewicz był tylko nic nieznaczącym referentem w firmie Gąsiora i Ewiaka, a jego żona jeszcze nie zdążyła stać się największym udziałowcem SILESIA sp. z o.o., ale tak jak inni posiadała tylko 1 (jeden) udział.

Zwrócony po spłacie ostatniej raty zamiast trafić do niszczarki znalazł schronienie w sejfie Grzegorza Kaziewicza, bo a nuż kiedyś się przyda.

I faktycznie przydał się.

Za pomocą osób trzecich hipoteka wspólnego do niedawna mieszkania Kaziewiczów została obciążona kwotą ponad dwukrotnie przekraczającą jego rynkową wartość.

Anna Kaziewicz jest zatem załatwiona. http://3obieg.pl/milion-za-weksel

Okazuje się, że pani z Wrocławia nie ustanowiła jedynie hipoteki na mieszkaniu. Również zajęła udziały Anny i Grzegorza, jakie oboje mieli w SILESII.

Nieprzewidzianym przez Kaziewicza problemem stał się jednak syn Mirosława Ewiaka, który jest jego jedynym spadkobiercą. Na razie doprowadził do tego, że nakaz zapłaty, na podstawie którego Kaziewicz wszedł w posiadanie majątku Mirosława Ewiaka, w tym 2453 udziałów w spółce SILESIA stał się nieprawomocny (postanowienie z 11 marca 2014 r.).

A to oznacza, że Kaziewicz nie jest udziałowcem Silesii.

Niestety, „Spaślak” dobrowolnie nie zamierza zwrócić cudzego majątku.

Michał, syn Ewiaka, pozwał Kaziewicza już w październiku 2014 roku. Niestety, okazało się, że zdaniem operatora pocztowego (PGP), odpowiedzialnego za dostarczanie sądowej korespondencji, nie odebrał w terminie kierowanego do niego wezwania o zapłatę. W efekcie pozew został odrzucony (Sąd Okręgowy w Gliwicach, sgn akt I C 288/14).

Kolejne podejście Michała Ewiaka miało miejsce już w 2015 roku. Do pozwu dołączył oświadczenie majątkowe tak, aby nie być zaskoczonym po raz kolejny.

Jednak Sąd Okręgowy w Gliwicach postanowił wyjaśnić bliżej część złożonego oświadczenia.

Po raz kolejny okazało się, że pismo, w którym sąd zwrócił się o rozszerzenie oświadczenia, nie zostało „odebrane” przez adresata, a więc wniosek o zwolnienie od kosztów został oddalony. Uczeń, nie pracujący, został wezwany o zapłatę przeszło 20.000,- zł.

Oczywiście późniejsze pismo wzywające o opłacenie pozwu dotarło bez przeszkód.

Czy to fatum, ciążące nad Ewiakiem, czy raczej w grę może wchodzić skorumpowanie doręczyciela (inaczej: listonosza z InPostu)?

Wygląda na to, że rozpoczął się wielki wyścig o udziały w Silesii. Czy Kaziewicz zdaje sobie sprawę z tego, że nie udowodni roszczeń wobec Ewiaka i dlatego udziały zostały zajęte?

Jeśli tak, to zabawa w doręczenie ma sens – daje Kaziewiczowi, czy raczej rzekomej wierzycielce, czas potrzebny do przewłaszczenia udziałów na swoje konto.

Powtórzyć należy więc pytanie, zadane miesiąc temu:

Co robi prokuratura i inne służby, odpowiedzialne za bezpieczeństwo obywateli?
Mające walczyć z korupcją i praniem brudnych pieniędzy?

Praktycznie bezrobotny uruchamia weksel na sumę, której na oczy nie widziała cała jego rodzina, bajdurząc przy tym o pożyczkach idących w dziesiątki tysięcy, panienka z Wrocławia udaje, że kupuje, młody adwokat wyznacza absurdalny termin zapłaty – wszystko to na milę cuchnie oszustwem.

Kaziewicz jednak jest bezkarny, a ludzie, którzy próbują powiadamiać o jego działalności, sami trafiają na ławę oskarżonych pod zupełnie wydumanymi zarzutami lub też są nękani w inny sposób – znany jest przypadek próby wymeldowania jednej z  ofiar z zajmowanego mieszkania pod pretekstem, że w nim nie przebywa, co na szczęście zakończyło się oddaleniem wniosku.

Tak to wygląda w Gliwicach pod koniec 8 roku rządów PO-PSL, niespełna dwa tygodnie przed wyborami prezydenckimi.