Z rzeczy niemieckich najbardziej lubiłem zawsze piwo i samochody. Czas przeszły, bo z piwem musiałem się pożegnać z racji zdrowotności (wywar z ziemniaków okazał się mniej szkodliwy), ale samochody kocham z 25 letnim golfem na czele, którym jeżdżę. Najmniej za to lubię ichnich wodzów i polityków. Z wyjątkiem może tego z czasów Zjazdu Gnieźnieńskiego. Bo każdy z nich zawsze pozował na intelektualistę swych czasów. Jeden zapuścił rudą brodę by mądrzej wyglądać, inny zapragnął być malarzem, co gestem wyciągniętej ręki podkreślał „dotąd na olejno, resztę na klejowo. I choć słowo kanclerz się nieco źle kojarzyło to błyskawicznie powrócono do tego nazewnictwa – bo Europa i świat mają kurzą pamięć nie tylko wzrok. I jakże wkrótce okazało się, że każdy, kto się kancelarii sprzeciwia może dostać po łapach. I nawet kobieta stojąca na tym stanowisku przyjęła pozycję surowego ojca, (choć zatroskanego) rozglądającego się za rózgą. A że ta rózga ma kształt rury podmorskiej to nikt nie zauważył. Reakcje dotychczasowych polityków były, no powiedzmy, nieoczekiwane. Eksponowani się wystraszyli i zaczęli przekonywać wszem i wobec, że winniśmy realizować politykę niemiecką, bo inaczej gotowi nas nie zaprosić na oktoberfest choćby. O granicach nie wspomnę, czy o sprawdzaniu czy słowo Breslau na drogowskazach nie piszemy czasem przez O z kreską. Więc informuję, nikomu nie zabraniamy być dzieckiem, kogo chce – nawet Merkel i Schulza. Ani kim być chce (casus Grodzkiej jest dowodem). Wytrzymaliśmy już różnych synów – z synem piaskarza znad Wisły w czołówce. Współfinansowaliśmy dobrobyt dzieci oprawców z MBP i działaczy KPP. I chyba wystarczy, w momencie, gdy oni narzucają nam swe racje, jako jedynie słuszne.

I byłoby nie od rzeczy, gdyby czytelnicy i odbiorcy tych opinii zostali poinformowani, kto te opinie finansuje. Które to rządy, które partie, które zagraniczne fundacje wspierają ten „spontan”. I skąd pochodzą te maliny do herbaty, dodawane sobie przez polityków by się nie przeziębili na owych zimowo jesiennych demonstracjach. Bo inaczej znowu wyjdziemy na frajerów, którzy starali się polubić nie zawsze nam przyjazne nacje, by wkrótce się dowiedzieć się, że jesteśmy ich ciemiężycielami i eks –terminatorami.

autor: Ryszard Jan Czarnowski