Jestem jednego pewien, nawet gdy moje otoczenie na siłę usiłuje mi wmówić, że jestem z Matrixa. Nie, jestem z Polski, tu się urodziłem, tu się uczyłem mą Ojczyznę kochać i tu położę kiedyś moje kości nawet gdy teraz się tułają po świecie. Otoczenie, czyli rzeczywistość polska, która na szczęście powoli ale skutecznie odsuwana jest przez PiS w otchłań niebytu za wszelką cenę, nawet za cenę śmieszności usiłuje mi wmówić, że ja jestem z jakiejś obcej galaktyki, że nie posiadam pamięci i tej Polski, dla której bije moje serce zupełnie nie rozumiem. Według tego co słyszę nawet nie jestem jej godzien bo nie wspieram obecnej opozycji. Ja jednak nie tylko ich nie wspieram, ja ich, od Platformy po Nowoczesną i KOD pytam – skąd żeście do Polski przyjechali?

Skąd żeście do Polski przyjechali pytam ponieważ pamiętam ostatnie osiem lat rządów Platformy, jak też wcześniejsze rządy Sojuszu Lewicy…jak napiszę, że Demokratycznej to chyba wyjdę na idiotę bo oni, podobnie zresztą jak i później Platforma więcej mieli wspólnego z kacykami z wioski Kembi Bolongo niż z prawdziwą demokracją. Pamiętam nawet chaos AWSu i czasy kiedy naiwnie wierzyłem, że ten na którego oddawałem swój głos da mi pomimo swego braku w wykształceniu obiecane sto milionów i jako polski Prezydent komunę przepędzi na cztery wiatry. A więc skoro aż tyle pamiętam to chyba jednak jestem ja z Polski i żaden mi Kijowski, Schetyna, Budka czy Kopacz nie wmówią, że jestem z Matrixa.

I tym bardziej żadna pani prezes sądu przekonując mnie, że nie da się wyżyć za dziesięć tysięcy w dużym mieście. Moja mama w miasteczku małym otrzymywała …uwaga, sześćset złotych miesięcznie renty po mężu wychowując pięcioro dzieci. I dała radę. Więc niech się lepiej ta pani prezes nie wypowiada w ogóle niż miałaby tak bredzić ponieważ takich jak rodzina moja w Polsce było i jest setki tysięcy. I prowokowanie takimi zdaniami, co ja piszę, obrażanie takimi zdaniami może wywołać niezadowolenia taką wśród tych ludzi falę, że rewolucja francuska będzie przy niej tylko dziecinną igraszką. Ale niech się pani prezes Gersdorf nie martwi, ludzie ci chadzają obiema nogami po ziemi i życie ich nauczyło w cywilizowany sposób radzić sobie z takimi jak pani Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf problemami.

Ostatnie wydarzenia związane z wypadkiem pani Premier również pokazują, że istnieje w Polsce pewna grupa ludzi, która zupełnie Polski nie rozumiejąc usiłuje nam wmówić, że Polacy zamiast pamięci mają jedynie wymienne dyski. I nie wiedzą ile wypadków się zdarzyło w czasach rządów Platformy. Ci naiwni politycy wciąż naprawdę wierzą, że różne TVNy Polakom rzeczywiście dyski pamięci powymieniały wypełniając nadaną im przez nienawidzących Polskę jakąś misję. My, urodzeni i od dziada pradziada mieszkający w Polsce to wiemy, rozumiemy, dysków pamięci nie powymienialiśmy i w żaden sposób nie zaakceptujemy sposobu myślenia tych, którzy się kiedyś w Polsce pojawili wraz z Armią Czerwoną.

W żaden sposób pan Budka nie wmówi nam, że aparat sprawiedliwości w celu oszukania społeczeństwa tak właśnie nazywany pracuje dla naszego dobra i jego aparatczycy są z nadania narodu. Nie, nie są ani z nadania narodu, ani nawet nie do końca są Polakami o czym sporo mówi już same nazwisko pani Prezes Sądu Najwyższego – Gersdorf. Nie czepiam się nazwisk ponieważ znam mnóstwo wspaniałych Polaków o nie polskich nazwiskach ale faktem jest przecież, że pani Gersdorf po polsku nie myśli i Polaków nie rozumie.

W sytuacji gdy do niej się zwróci wyrzucana wbrew prawu lokatorka z mieszkania w Centrum Warszawy, w którym to mieszkała od wieków dla pani Gersdorf oczywistym będzie żeby sprawie ukręcić łeb bo przecież wyrzucona lokatorka zawsze będzie mogła sobie kupić mieszkanie w innej części Warszawy. Przecież pani Gersdorf jest przekonana, że w tym mieście wszyscy bez wyjątku zarabiają ponad dziesięć tysięcy miesięcznie więc jaki to problem zmienić mieszkanie? Przecież jeśliby tyle nie zarabiali to by już dawno wylądowali gdzieś na prowincji gdzie za dziesięć tysięcy przeżyć jest już łatwiej. A przecież warszawiacy na prowincję nie wyjeżdżają. Wniosek jest więc prosty. Warszawiacy te dziesięć tysięcy miesięcznie zarabiają. Kto więc żyje w Matrixie, ja czy pani Gersdorf?

Rano widząc program Anity Gargas o wznowieniu śledztwa w sprawie zamordowanej młodej dziewczyny ze Szczucina i po chwili paplającego coś o ochronie niezawisłości sędziów pana Schetynę i niedawnego ministra sprawiedliwości pana Budkę upewniłem się jeszcze bardziej, że w Polsce ta cała zgraja KODziarstwa to tylko niechciani goście, goście którym marzy się podobnie jak muzułmanom w Szwecji czy Francji opanowanie naszego kraju tak aby Polskę i wszystko co się z nią wiąże zniszczyć doszczętnie tylko po to aby na jej gruzach wybudować swoje, mafijne państwo.

I ani prokuratura w Szczucinie ani w Krakowie nic nie wyjaśnią ponieważ wszędzie tam pracują ludzie tego samego, nie polskiego pana. A że ktoś traci życie, co tam. Traci życie młody policjant, który nie załapał, kim są jego pracodawcy? Po co wciskał nos w nie swoje sprawy? Tak to działało, niestety i każde polskie dziecko wie, że tak swego czasu było w każdym polskim mieście. Pamiętam jak baliśmy się kiedyś cokolwiek zgłaszać na policję rozumiejąc, że w ten sposób moglibyśmy sobie tylko przysporzyć kłopotów.

To nie są moje zmyślenia, to nie jest Matrix. To była nasza rzeczywistość. Całe fabryki upadały tylko po to aby po roku czy dwóch dalej prowadzić swą produkcję z tą różnicą, że po zmianach zakład nie był już państwowy lecz prywatny a zyski kierowane były nie do państwa lecz gdzieś tam, gdzie? tego nie wie nikt. A kto się stawał nowym właścicielem? Oczywiście stary dyrektor i jego polityczne otoczenie. Całe miasto to widziało i co? Mógł ktoś to zgłosić na policji? W Prokuraturze? Dobre żarty.

Dlatego gdy wreszcie w Polsce wygrała dobra zmiana świętym obowiązkiem każdego kto Polskę rozumie i kocha jest tę zmianę wspierać. Temu rządowi pomagać i nie dawać się znów ogłupiać przez żadnego Schetynę, Petru, Budkę czy inne KODziarstwo, które walczy właśnie o to aby pewna grupa ludzi w Polsce żyła w przeświadczeniu, że za dziesięć tysięcy to można żyć tylko na prowincji, a za dwa tysiące miesięcznie przeżyć się już nie da wcale.

Zadziwiające jest jednak jak wielu młodych ludzi jeszcze tego nie zrozumiało.