Spłachetek to słowo dawniej częstokroć używane w sposób co nieco pogardliwy na określenie pewnej stosunkowo niewielkiej części ziemskiego obszaru.
Zapewne nawet tubylcom TENKRAJU niezwykle trudno ogarnąć bogactwo lingwistyczne jakim charakteryzuje się język polski. Potwierdzeniem tegoż zasadnego spostrzeżenia jest właśnie ujęty tytułem felietonu prozaiczny spłacheć, równoważnie traktowany z spłachetkiem. Zbiór synonimów tegoż słowa obejmuje aż ponad 70 pozycji, z których wymienimy tylko kilka – kapinka, krztyna, ociupinka, odrobinka, skrawek, szczypta, zdziebełko.
Ubogacenie liczby tychże synonimów wynika z prostego faktu, że częstokroć podstawowy rzeczownik jak np. źdźbło ulega poprzez jego tzw. zdrobnienie dalszym mutacjom semantycznym. W każdym razie jak zwał tak zwał, bowiem pewne synonimiczne określenia czy też definicje cieszą się „większym wzięciem” i pozostają w tradycyjnym częstszym użyciu niż inne pełniące wobec nich jedynie służebną rolę językowych archetypów.
W kontekście naszej wiedzy historycznej wyniesionej z poziomu szkoły podstawowej stwierdzić zasadnie możemy, że tytułowy spłacheć vulgo spłachetek kojarzy się nam nieodmiennie z czasami pańszczyzny, a konkretnie z losem chłopa pańszczyźnianego gospodarującego na li tylko skrawku ziemi ornej powszechnie od drzewiej tymże spłachetkiem nazwanym. Konotacja tegoż spłachetka (spłachcia??) z losem chłopa pańszczyźnianego i jego rodziny pozostawała jednoznaczna i wielce wymowna. Trudno wymagać, aby ktokolwiek zazdrościł temuż chłopu posiadającego jako jedyny majątek tenże spłachetek ziemi, który stanowił warunek sine qua non jako takiej wymownie zwanej, a konkretnie nędznej egzystencji chłopskiej rodziny.
Takaż tradycyjna percepcja spłachetka (spłachcia) w konsekwencji wykreowała zdecydowaną pejoratywność tego rzeczownika. Po prostu właściciel spłachetka ziemi był przez swoje otoczenie chłopskie, ale legitymujące się własnością dużo większej połaci ziemi traktowany jako parias i człowiek pośledniejszego gatunku.
W dzisiejszych uwarunkowaniach wykreowanych przez fanatyczne lefactwo zaliczalne byłoby to zjawisko jako stricte rasistowskie. Takowe zbitki pojęciowe w naszym niezwykle jak to już wyżej wspomniano ubogaconym języku ojczystym nie stanowią wyjątku, a wręcz przeciwnie.
Nie jest jednak zamiarem felietonisty doprowadzenie P.T. Czytelników do stanu znudzenia, a tym samym w konsekwencji do wykazania stanowczej dezaprobaty.
Tytułowy spłacheć winien być po prostu paralelnie i co nieco prowokacyjnie skorelowany z różnymi elementami aktualnego życia społeczno-politycznego. Wielce celowym zabiegiem było zaakcentowanie pejoratywności „spłachetkowej”, albowiem analizując zachowania na scenie politycznej, a także artystycznej w wykonaniu wielu cwelebrytów w pełni uprawnioną pozostaje konkluzja, że dobrotliwy Ponbóczek do wobec co poniektórych człeków (człeczek) dokonując przydziału rozumu nie potraktował to gremium w sposób należycie równomierny. W pewnym sensie weryfikując „organoleptycznie” poziom ubogacenia intelektualnego możemy zauważyć w naszym bliższym i dalszym otoczeniu zdumiewający fakt, że tenże Ponbóczek co poniektórym człekom (człeczkom) włożył w ich czerepy jedynie zwój szarych komórek zwanych mózgiem. Powyżej wspomniano już o synonimiczności wielekroć występującej w języku polskim. W tymże kontekście koniecznego podkreślenia wymaga fakt, że rzeczownik mózg absolutnie nie stanowi synonimu rozumu!!! Oczywistą oczywistością pozostaje zatem konkluzja, że sam fakt posiadania mózgowia absolutnie nie oznacza, że mamy do czynienia z elementem sapientii czyli rozumnym posiadaczem umysłu. Odwołując się do rustykalnych wywodów możemy niezwykle trafnie skonstatować, że wielu cwelebrytom wiodącym prym na scenie politycznej przydzielony został li tylko spłacheć rozumku i to w skali mikro!!
Niedawna wizyta prezydenta USA J. Bidena w TENKRAJU wywołała co oczywiste daleko idące zainteresowanie całego świata. Stosowne, a przy okazji wielce wymowne przeniesienie ciężaru zainteresowania tejże wizyty nastąpiło także w jego wewnętrznym, krajowym wymiarze. Bez jakiejkolwiek wątpliwości należy stwierdzić zawsze pojawiającą się notoryjną chęć co poniektórych uczestników z politycznego nadania, a w szczególności z jego opozycyjnego wobec rządu sortymentu do skutecznej możliwości „ogrzania” się w jak najbliższej odległości wobec takowego znamienitego gościa.
Już podczas poprzedniej wizyty J. Bidena Hyrzy Ruj dostał tzw. prztyczka w nos, albowiem jego skomlenie o możność przeprowadzenia dysputy z prezydentem USA zostało całkowicie zignorowane i wymownie zlekceważone, a w konsekwencji musiał się on obejść smakiem, albo i absmakiem nawet.
Koniecznym w tymże miejscu będzie przywołanie wielce znamiennego faktu i stwierdzenie, że znany wszem i wobec jurgieltnik, sołtys z Chobielina, obyty w lakierki z wystającą słomą RADEK ZDRADEK z typową dla niego kretyńską bufonadą i niesamowitym nadęciem; w triumfalistyczno-ekstatycznym stylu oznajmił orbi et urbi że: „rozpoczęły się rozmowy byłego przewodniczącego Rady Europejskiej oraz prezydenta Warszawy z prezydentem USA”. Rozedrgane z emocji polactwo takową informację przyjęło niezwykle entuzjastycznie; oczekując jej z dawien dawna niczym kania dżdżu.
W trybie jednak odwrotnym sprawa się totalnie rypła, albowiem ledwoć te rozmowy się zaczęły, a już w niecałą minutę się zakończyły!!! W takowej „minutnikowej” rozmowie swój udział także zaznaczył szambolan Rafcio Czaskowski oraz cwany koperciarz, senatmarschal Tomuś Grodzki. Wyraz bezradnych w swojej wściekłości facjat tychże skundlonych obwiesi (bowiem tak ich potraktował J. Biden) odebrać należało jako wyłącznie bezcenny, unikatowy obraz godny uwiecznienia. Przebrani w szatki „światowców” klauni łasząc się, skomląc i żebrząc o możliwość przeprowadzenia dialogu z najpotężniejszym człowiekiem świata zostali premedytacyjnie; w ośmieszający sposób sprowadzeni do parteru, stosując wobec nich przy okazji wymowną metodę „z buta”. Innymi słowy można skonstatować, że: J. Biden potraktował tę „przezacną” trójkę niczym wodę w klozecie spuszczając ich po prostu do kanału. Tychże notorycznych łgarzy z lubością zrównał z klientelą spod budki (nomen omen) z piwem, wyraziście ukazując im należne miejsce w szeregu. Posługując się niedawnoć wykreowanym neologizmem można zasadnie skonstatować, że wspomnianą trójkę kabaretowych błaznów względnie pajacy dosłownie znitrasował !!! Przywołując recepturę lemparciej lesby powyższe zdeifikowane przez swoich wyznawców bufoniaste kreatury zostały w szybkim abzugu po prostu w……….e!!! w Kosmos.
Faktem jest (aczkolwiek już w temporalnie przeszłym czasie), że ww. polityczne szarogęsiące się ćwoki doznały autentycznego, dyskredytującego ich afrontu i publicznego bezprecedensowego wybatożenia, a tym samym komplementarnego spostponowania!!!
Gdy jednak dokonamy nawet pobieżnej analizy tegoż faktu to okazuje się, przynajmniej w wypowiedzi QNIA (kauzyperdy Giertycha) i inszych członów sekty PEŁO, że rzekomo absolutnie …. nic złego się nie stało. To jedynie wredni co poniektórzy żurnaliści usiłują Hyrzego Ruja ewidentnie i dokumentnie w oczach opinii publicznej zohydzić i zdyskredytować.
Absolutnie nie może dziwić takowe zachowanie tychże pełowskich sekciarzy, albowiem właśnie m.in. tego typu postawa w wielce wymowny i uprawniony sposób pozwala na stwierdzenie, że w ich czerepach zainstalowany został jedynie spłacheć rozumku!!!
To długoletnia propagandowa tresura wszelkiej maści beneficjantów bywszego ustrojstwa w postaci „wadzy ludowej” wicie rozumicie poprzez fanzin political fictiom nadredaktora Adasia Szechtera, der ONET–em i TEFAŁEN –em zaskutkowała tymże rozumkowym spłachciem.
To antenaci odbiorców dzisiejszych takowych mediów przywiezieni na sowieckich tankach z dalekowschodniej cywilizacyjnej dziczy zaczipowali swoim funkcjonującym aktualnie sukcesorom swoiste zdewiantowane lewackie DNA. W warunkach zaimplementowanego siermiężnego socjalizmu jakże łatwo było łamać moralne kręgosłupy podatnym na tego rodzaju manipulację człekom (człeczkom). Wystarczył talonik na samochód, przydział mieszkania spółdzielczego, a nawet możliwość stałego zaopatrywania się w tzw. sklepach „za żółtymi firankami” i już wpadało się w łapska społecznych manipulatorów. Reszta hołoty mogła z śliną na języku oczekiwać wyładunku „luksusowych” kubańskich cytrusów ze statku, który cumował od miesiąca na redzie… No i oczywiście realizować kartkowe przydziały na mięso i cukier.
Czy jakikolwiek już uprzednio z felietonowo wymienianych Lechów, Adasiów, Jasiów czy Piotrusiów jest w stanie zaprzeczyć tejże relacji, alboć cuś-niecuś dodać???
Ech, to se ne vrati, Pane Havranek! …jaka szkoda. ;)
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
25.02 2023
fot. pixabay
Zostaw komentarz