Od lat słucham i czytam artykuły pani Jadwigi Staniszkis, która pozuje na obiektywnego recenzenta sceny politycznej. Generalnie jej analizy i oceny nigdy się nie sprawdzają, chociaż są ciekawe. Gdy sytuacja polityczna w Polsce uległa gwałtownej zmianie i wybory wygrało PiS, coraz trudniej jest jej ukryć, że zawsze było jej bliżej do PO, a teraz, gdy znalazła się ona w opozycji również pana R. Petru i jego „Niezależnej”. Po przeczytaniu jej felietonu „Kompromis jest możliwy” („Do Rzeczy”, 14.12.2015, nr 51), w którym jednoznacznie opowiedziała się po stronie opozycji nie jestem tą postawą zaskoczona.

Już komentując expose Beaty Szydło wyraziła swoje stanowisko w kwestii prawdopodobnych zmian w telewizji publicznej. Według niej, nie powinno być żadnych zmian, mimo tego, że jak sama przyznała, często ją ona irytuje, to jednak jest demokracja i dla sprawnego funkcjonowania rządu powinna działać w niezmienionym składzie, patrząc władzy na ręce. Nigdy nie słyszałam, by przez lata rządów PO krytykowała telewizję za to, że nie patrzyła, co robiła rządząca koalicja PO-PSL, która wykorzystując wszystkie posiadane siły i środki całą uwagę skupiła na Jarosławie Kaczyńskim i PiS-ie.

W swoim felietonie pani Staniszkis pisze: „Nie jestem prawnikiem, ale mam poczucie, że obecny kryzys konstytucyjny niszczący autorytet wszystkich stron”.

Z tych słów wynika, że to PiS „niszczy autorytet wszystkich stron” i jest przyczyną wszelkiego zła. Oczywiście PO jest czysta jak kryształ i nie ma najmniejszego znaczenia, kto pierwszy popełnił „grzech pierworodny” uruchamiając lawinę działań związanych z wyborem sędziów do Trybunału Konstytucyjnego.

Jakoś pani Staniszkis umyka fakt, że PO nie posłuchała gorącej prośby prezydenta Andrzej Dudy, który na początku swojej prezydentury apelował do rządu, Sejmu i Bronisława Komorowskiego, aby nie podejmowali ważnych decyzji o charakterze państwowym w końcówce urzędowania i pozostawili je kolejnej władzy. Niestety, nie oglądając się na jego apel, koalicja PO-PSL swoimi nieodpowiedzialnymi decyzjami zrobiła zamach na TK, doprowadzając do trwającego od tygodni kryzysu. No, ale pani redaktor nie chce o tym pamiętać i nie piętnuje za to PO. Swoich się nie krytykuje, im się wszystko wybacza.

Dalej pisze: „(…) kryzys konstytucyjny byłby łatwiejszy do rozwiązania, gdyby Sejm (większość PiS) posłuchał TK i wstrzymał się z wyborem kolejnych pięciu sędziów do rozstrzygnięć (3 i 9 grudnia)”. A może odwrócimy sytuację i uznamy, że w ogóle nie doszłoby do kryzysu, gdyby po wyborze nowych sędziów przez koalicję PO-PSL, TK od razu zareagował uznając ich wybór za niekonstytucyjny? Dlaczego za wszystko pani J. Staniszkis wini PiS i prezydenta A. Dudę, a nie widzi źródła konfliktu?.

W swoim felietonie J. Staniszkis pisze „Gdyby wreszcie niezaskakujący (i moim zdaniem – nieuzasadniony) wniosek ministra Ziobry, (którego przedtem zawsze broniłam) o zdymisjonowanie prezesa TK. Gdyby nie w końcu – kompromitująca dla prawnika – postawa prezydenta Dudy i pospieszne zaprzysiężenie. Bez czekania na wyjaśnienie – zgodnie z procedurą – wątpliwości prawnych”.

Tak, więc prezes TK A. Rzepiński może chodzić po telewizjach i w wywiadach sugerować sędziom TK wynik wyroku, a za takie zachowanie domaganie się przez ministra Z. Ziobry dymisji prezesa TK jest nieuzasadnione.

Przecież pani J. Staniszkis doskonale wie, o co toczy się gra. Chodzi o to by Trybunał Konstytucyjny blokował rządy Prawa i Sprawiedliwości. Gdyby prezydent A. Duda nie zaprzysiągł wybranych sędziów przez Sejm, dawno było by już po sprawie.

Pisze: kompromis – wskazany w art. 190 konstytucji – jest wciąż jednak możliwy. Punkt 4, mówią¬cy o orzeczeniu TK kwestionującym m.in. „decyzje administracyj¬ne lub rozstrzygnięcia w innych sprawach” (tak, tak PiS-iaki – TK może rozstrzygać też: o legalności działań, o decyzjach, a nie tylko, o jakości prawa),

Na jakiej podstawie J. Staniszkis twierdzi, że TK może rozstrzygać też: o legalności działań, o decyzjach, a nie tylko, o jakości prawa skoro jak twierdzą eksperci m.in. senator P. Andrzejewski, który był współautorem obecnej konstytucji czy prof. Krystyna Pawłowicz, TK może jedynie orzekać o konstytucyjności ustaw i nic poza tym.

I dalej: (…) Nie do przyjęcia jest dla mnie choćby pomysł nowej ustawy o TK. Czy to prezydent miałby wyznaczać „apolitycznych” sędziów? Do tego trzeba mieć autorytet! Sejm go traci, ale wciąż ma szanse odbudować. Prezydent taką okazję zmarnował”.

Nie, prezydent nie musi wyznaczać „apolitycznych” sędziów. Uważam, że ci wszyscy, którzy naprawdę myślą o kompromisie powinni zabiegać o to, by wszyscy sędziowie TK w imię odpowiedzialności i dobra Polski, podali się do dymisji, a posłowie podczas debat w Sejmie oraz spotkań klubowych, opracowują kompromisowe nowe zasady funkcjonowania TK i wyboru sędziów. Na tej podstawie Sejm wybierze nowy skład Trybunału. Nie będzie wówczas przegranych i zwycięzców. Kryzys zostanie zakończony i każdy wyjdzie z twarzą.

Zgadzam się z panią Staniszkis, Sejm traci autorytet, ale jest to skutek skandalicznego zachowania opozycji. Nie oznacza to, że istniejąca większość Sejmowa nie ma prawa naprawiać państwa poprzez uchwalanie ustaw, które temu służą.

Wmawia się obywatelom, że Prezydent stracił autorytet, bo przyjął ślubowanie od wybranych przez Sejm sędziów. Wielu ekspertów i znawców Konstytucji uważa, że znajdujące się w niej przepisy nic na temat takiej decyzji pana Prezydenta nie mówią. A przecież jedną z podstaw prawa jest zasada, że to, co nie jest zakazane jest dozwolone. Ponadto swoim działaniem starał się przywrócić pluralizm w TK. Nie może być tak, że po przeprowadzonych działaniach PO w TK liczącym 15 sędziów zasiadałoby 14 z nadania Platformy. Ale pani Staniszkis tego nie widzi, bo taki stan rzeczy jej odpowiada.

Cały jej felieton świadczy o tym, że jest ona nie tylko ukrytym sympatykiem opozycji, ale teraz już i jawnym.

Liliana Borodziuk