Zrozumiałe jest, że następca Janusza Kurtyki miał wysoko podniesioną poprzeczkę i niewielkie szanse sprostania stawianym mu wymaganiom. Jednak wiele działań udało się kontynuować, pojawiły się także nowe.

Ale na przełomie lat 2015/2016 nastąpił spadek pozytywnej oceny pracy IPN. Pojawia się przy tej okazji pytanie: czy ten spadek oceny działalności IPN-u jest skutkiem tylko odmiennej sytuacji politycznej?

W moim przekonaniu twierdząca odpowiedź na to pytanie jest tylko częściowo prawdziwa. Faktem jest, że nowa sytuacja polityczna pozwoliła rzetelniej ocenić funkcjonowanie IPN-u. A także zarzuty wobec niego stały się bardziej słyszalne.

Sprawozdanie w ewidentny sposób pokazuje, że w działalności IPN-u w ostatnim roku, ale też wcześniej,  widać przewartościowanie priorytetów: z archiwalnego, lustracyjnego, naukowego, śledczego na rzecz szeroko pojętego edukacyjno-popularyzacyjnego.

W tym przypadku osiągnięcia Instytutu są rzeczywiście imponujące – przynajmniej w skali ilościowej, a pewnie też z nielicznymi wyjątkami, stanowiącymi przysłowiową łyżkę dziegciu w beczce miodu, w skali jakościowej.

Sam mam bardzo dobre doświadczenia ze współpracy z IPN w zakresie edukacyjnym, warsztatowym i naukowym, choćby przez realizację grantu MEN „Żołnierze Niezłomni Ziemi Olkuskiej” w ramach tzw. Uniwersytetu Młodych Wynalazców. Grant ten był realizowany przy wielkiej i merytorycznie poprawnej współpracy z Krakowskim Oddziałem IPN-u. Pozytywnie oceniam także działalność tzw. szkół historycznych IPN-u, do których wysyłam swoich studentów i doktorantów.

Niewątpliwie coraz lepsza jest też oferta Instytutu dla najmłodszych pokoleń, gry, dobre wydawnictwa komiksowe itp. Czas pomyśleć o podniesieniu standardu i nowych formach oferty dla młodzieży starszej oraz dorosłych, chcących skorzystać z opracowań i wydawnictw IPN.

Ale tak jak zaznaczyłem, w działalności edukacyjno-popularyzacyjnej jest też sporo nieprawidłowości.

Pierwsza kwestia to złej sławy wystawa „Majdan”, co prawda zrealizowana w 2014 roku, ale jej pokłosie widać też w sprawozdaniu Prezesa IPN-u za 2015 rok. Jak wynikało z oficjalnej strony IPN-u wystawa ta powstała przy wsparciu finansowym tej instytucji, a na plakacie reklamującym ją, promowano banderowską symbolikę. Ponadto dodawano, że konsultował ją merytorycznie dr hab. Igor Hałagida z gdańskiego Oddziału IPN-u. Po krytyce ze strony środowisk kresowych, BEP IPN w Warszawie i w Katowicach odcięły się od niej.

Szef katowickiego Oddziału IPN-u co prawda za to wyleciał, choć nie było oficjalnie takiego wytłumaczenia jego dymisji, a szkoda. Bo to podniosłoby wartość centrali IPN-u jako ośrodka decyzyjnego, a jednocześnie pokazało stanowczy jej sprzeciw wobec takiego merytorycznego usytuowania problematyki wystawy. Paradoks polega też na tym, że konsultant wystawy „Majdan” Igor Hałagida dostał w 2015 roku Złoty Krzyż Zasługi za upamiętnianie historii Polski. Rozumiem, że były inne uzasadnienia tej nagrody dla niego.

Równie skandalicznie, a może jeszcze bardziej, wyglądało promowanie wydanej w 2015 roku książki dra Mariusza Zajączkowskiego z lubelskiego Oddziału IPN-u: „Ukraińskie podziemie na Lubelszczyźnie w okresie okupacji niemieckiej 1939 – 1944”. Jedno ze spotkań autorskich odbyło się w Tomaszowie Lubelskim.

To co zaprezentował na nim Zajączkowski nie było  żadną nowością w jego poglądach – a nic nie wiemy o tym, by na nie reagował lubelski IPN. Zajączkowski w niewybredny sposób prowokując dyskusję, uznał, że żołnierze Armii Krajowej to byli tacy sami zbrodniarze, jak banderowcy. Zajączkowski we współpracy z innym pracownikiem lubelskiego IPN-u, Mariuszem Sawą, pełniącym rolę sterowanego interlokutora, stwierdzał, tym razem już nie prowokacyjnie, ale całkiem na serio, że UPA powinno się umieścić w „Atlasie podziemia niepodległościowego” a zabitych upowców traktować jako ofiary stalinizmu.

Warto w tym miejscu zapytać, czy takie podejście do problematyki banderyzmu i ludobójstwa ukraińskiego uprawnia Zajączkowskiego do zasiadania w polsko-ukraińskim forum historyków? Zresztą książka i publiczne wystąpienia Zajączkowskiego każą wątpić w jego warsztat historyczny, co godzi w dobre imię innych historyków Instytutu. Nie rozumie on bowiem choćby okoliczności reakcji polskich oddziałów Samoobrony Kresowej na ukraińskie ludobójstwo.

Sprawozdanie nie pokazuje uzależnienia IPN-u od czynników politycznych. O tym świadczą pozornie pozytywne dla Prezesa Instytutu Łukasza Kamińskiego opinie, że udało się mu uratować Instytut przed marginalizacją, a może nawet przed całkowitą likwidacją. Pytanie tylko za jaką cenę? – Za brak wyrazistości i jednoznaczności w wielu przypadkach, choćby w zakresie działalności naukowej i lustracyjnej. Pośrednio widać to w sprawozdaniu, gdy Prezes pisze, iż lustracja jest uzależniona od wyroku TK. Ale była ona też skutkiem ewidentnej ostrożności IPN-u wynikającej z stosowania tegoż wyroku.

Generalnie procedura lustracyjna w Polsce jest błędna. Powinna być oparta na drodze cywilnej, a prokuratorzy IPN powinni jedynie weryfikować i interpretować dokumenty archiwalne i bronić interesu państwa w sądzie. Udowodnienie, że ktoś nie był współpracownikiem UB/SB czy WSW powinno ciążyć na osobie ubiegającej się o lustrację. Czy władze IPN zwracały się do ustawodawców o wypracowanie nowej ustawy lustracyjnej, zdejmującej z IPN, czyli z Państwa Polskiego obowiązek udowadniania komuś jego win, skoro dużo prostsza i dla państwa mniej kosztowna byłaby procedura na wniosek osoby zainteresowanej?

Stan Instytutu Pamięci Narodowej i jego działalności w 2015 roku był też efektem oddziaływań ze strony Rady Instytutu, wyznaczającej mu choćby preferowane kierunki badawcze. W wielu przypadkach IPN i jego władze nie potrafiły obronić swojej działalności, jak choćby działalności prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Zrobiły to dopiero wtedy, gdy temat stał się publicznie nośny i atrakcyjny.

IPN powinien być najważniejszą placówką polityki historycznej – przede wszystkim polskiej, a nie poprawnej politycznie, czy ograniczanej względami polityki doraźnej. Tymczasem daje się zepchnąć do defensywy w sprawach takich, jak, np. Zbrodnia Wołyńska. Nie mówi się o zbrodniach na Polakach na Białorusi. Muzeum w Markowej oraz pomnik Polaków ratujących Żydów w Warszawie powinny być priorytetami, ale nie jedynymi inicjatywami dotyczącymi kwestii polsko-żydowskich.

Musi być dokończone śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem – w tym przypadku konieczna jest pełna ekshumacja, o co zabiega wiele środowisk naukowych, a nie opieranie się tylko na enuncjacjach Grossa.

Powinno być przeprowadzone rzetelne śledztwo w sprawie tzw. pogromu kieleckiego.

Wokół tych problemów powinna być realizowana dynamiczna i międzynarodowa kampania informacyjna. Podobnie kampania informacyjna na temat niemieckich obozów śmierci – kto je utworzył, w jakich okolicznościach, dla kogo były przeznaczone?

W polskiej polityce historycznej jest wiele innych wątków, które wymagają uczciwej, a nie politycznie poprawnej oceny i relacji, np.

– elementy sporne w stosunkach polsko-litewskich (sprawa Wilna i tzw. Litwy Środkowej, postawa Litwinów wobec AK),

– polsko-czeskich (konflikt o Zaolzie wywołany najazdem czeskim i złamaniem wcześniejszej umowy),

– czy polsko-słowackich (współuczestnictwo w hitlerowskiej agresji na Polskę w 1939 r., wydawanie Niemcom Polaków przedzierających się do armii polskiej na Zachodzie, współpraca w zwalczaniu AK). O tym, że jest to konieczne świadczy wystąpienie Juraja Bernataka burmistrza Trsteny na Orawie podczas 450-lecia lokacji Jabłonki. Stwierdził on, że dzięki temu, iż Jabłonka dostała się pod słowacką okupację, to się rozwijała.

We wszystkich tych zakresach najważniejsza powinna być racja stanu polskiej historii, a dopiero później bieżąca polityka i poprawność.

Niewątpliwą słabością w działalności IPN-u jest jego wpływ na akademickie środowisko naukowe. Wielu historyków z tzw. zakonu historycznego korzysta z archiwów IPN-u, opiera na nich swoje prace, ale lekceważy samych historyków IPN-u. Po prostu IPN kisi się we własnym sosie. Jego  produktywność kadry naukowej jest dość ograniczona.

Ponadto dlaczego nadal nie zrealizowano niegdysiejszego postulatu Kolegium IPN i śp. Prezesa Janusza Kurtyki, aby każda osoba korzystająca z zasobów IPN miała dostęp do tzw. pomocy archiwalnych, czyli inwentarzy i kartotek. Skoro prawie każdy czytelnik ma odpowiednie konto, najczęściej z indywidualnym hasłem, to co stoi na przeszkodzie, aby mógł mieć także dostęp do kartotek, które są w większości zdigitalizowane i według których sprawdzeń dla niego dokonują pracownicy IPN? Odciążyłoby to tych ostatnich od pracy, którą mogą wykonać sami badacze.

Czy Instytut będzie lepiej działał pod nową ustawą, pewnie tak. Ale tylko częściowo, ponieważ większość parlamentarna nie zechciała wprowadzić do nowelizacji ustawy o IPN-ie pewnych usprawniających działalność Instytutu zmian. Przedstawialiśmy je – Kukiz’15 – w dyskusjach na komisjach, ale także kuluarowych. Nie uwzględniono naszych propozycji, np.

  1. W nowelizacji ustawy utrzymana została wadliwa forma udostępniania akt zgromadzonych w Archiwach IPN, dająca większe ułatwienia funkcjonariuszom organów komunistycznej represji, niż krewnym osób rozpracowywanych.

Ci ostatni muszą składać dowody i oświadczenia, że są jedynymi najbliższymi osoby prześladowanej czy rozpracowywanej. W dodatku w ustawie użyto wadliwego pojęcia „krewnego bocznego”, podczas kiedy prawo zna jedynie pojęcie krewnego w linii bocznej.

Miejmy nadzieję, że nowe władze Instytutu wystąpią do ustawodawców o zniesienie tego zbędnego utrudnienia w dostępie rodziny pokrzywdzonych do ich akt?

  1. Coraz większy zasięg przybiera akcja identyfikacji miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, ale także niemieckiego z okresu okupacji, a w ślad za tym prace ekshumacyjne i identyfikacyjne.

To dobrze, ale wydaje się konieczne położenia jeszcze większego nacisku na te działania. W tym kontekście dziwne wydaje się, że nowelizacja pozostawiła sprawę środków na ekshumacje w gestii wojewodów, zamiast władz IPN.

Jak układa się współpraca z wojewodami? Czy np. w przypadku ekshumacji w krakowskim Gliniku przeprowadzono prace na wszystkich działkach, na których mogę być dokonane pochówki? Jeżeli nie, dlaczego, i czy zamierza się naprawić ten błąd?

  1. Procedury ustawy o działaczach opozycji i osobach represjonowanych są niepotrzebnie skomplikowane.

W skrajnym przypadku osoba ubiegająca się o status działacza czy represjonowanego powinna wystąpić po kolei z czterema wnioskami:

– najpierw do IPN o wydanie dowodów, czyli informacji z akt,

– następnie do tegoż IPN o wydanie zaświadczenia, że nie była TW lub funkcjonariuszem organów bezpieczeństwa,

– później z kolei do szefa Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych o wydanie decyzji o uzyskaniu statusu,

– a w przypadku starań o zapomogę jeszcze z dodatkowym wnioskiem.

Instytut powinien przejąć całość załatwienia od razu procedury wynikającej z wniosków pierwszego oraz drugiego i kierować przygotowane dokumenty bezpośrednio do UdsKiOR. Podobnie miejmy nadzieję, że nowy Prezes wystąpi do ustawodawców o odpowiednie uproszczenie przepisów ustawy?

Dr hab. Józef Brynkus w studio Pułkownik Kukliński zwycięska misjaAutor: dr hab. prof. UP Kraków Józef Brynkus
Poseł na Sejm VIII kadencji, wybrany z Ruchu Kukiz’15 w okręgu 12 (małopolska zachodnia, powiaty: myślenicki, wadowicki, suski, chrzanowski, oświęcimski). Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Doktorat otrzymał za rozprawę: Bohaterowie dziejów ojczystych w podręcznikach szkolnych XIX wieku. Habilitację uzyskał w 2014 roku za całokształt dorobku, w którym wyróżniają się prace poświęcone tożsamości i świadomości historycznej Polaków i historii komunistycznej Polski. Wygłosił kilkadziesiąt referatów na polskich i międzynarodowych konferencjach naukowych (m. in. w Berlinie, Ostrawie i Preszowie). Wydał ponad 80 publikacji naukowych (niektóre jako współautor) w języku polskim, angielskim, niemieckim i francuskim. Spośród  nich najcenniejszą jest książka wydana w 2013 r.: Komunistyczna ideologizacja a szkolna edukacja historyczna. Praca ta stawia w zupełnie nowym świetle edukację historyczną w Polsce Ludowej i same dzieje tego państwa, co spowodowane jest przywołaniem w niej dotąd nieudostępnianych źródeł historycznych. W Katedrze Edukacji historycznej zajmuje się  przygotowaniem nauczycieli do pracy w szkole. Prowadzi liczne prelekcje dla młodzieży szkolnej i różnych środowisk, w których odsłania mechanizmy funkcjonowania Polski Ludowej. Tematyka publikacji dra hab. Józefa Brynkusa m. in. dotyczy: roli jednostki w dziejach, wizji bohaterów dziejów polskich i powszechnych w edukacji historycznej oraz popularyzacji dziejów, kształtowania tożsamości i świadomości narodowej, historycznej oraz społecznej Polaków przez edukację historyczną i inne procedury upowszechniania wiedzy o przeszłości w okresie od XIX do XXI wieku, doskonalenia procesu nauczania historii, metodologii historii i historiografii oraz dziejów komunizmu w Polsce Ludowej.