Jeszcze nikt się nie dorobił na chorych i cierpiących. – Jeśli możecie udostępniajcie! Rzecz o tym, jak Straż Miejska Pragi Południe łupie rodziców chorych dzieci pod Szpitalem Dziecięcym na Niekłańskiej!!! – apeluje na jednym z portali społecznościowych Anna Mentlewicz.

To nie rodzice chorych dzieci są winni! Czy można inaczej? – Rodzice z chorym dzieckiem jadą pod główne wejście do szpitala skręcając z Niekłańskiej w prawo w Holenderską. Na parkingu szpitalnym nie ma miejsca. Znajdują miejsce na Holenderskiej po lewej stronie między Peszteńską, a Londyńską. Ostatnie wolne. Uradowani pędzą do szpitala – informuje zbulwersowana kobieta.

Początek stresu i drenowanie kasy przez Straż Miejską Pragi Południe. – Po godzinie wychodzą i widzą jak ich samochód jest odholowywany. A za chwilę kolejny i kolejny. Łzy bezsilności rodziców!!!! – kasa potrzebna na ratowanie dziecka znika.

A jak jest oznakowane? – Znak o zakazie parkowania w tym miejscu jest, ale jak się wjeżdża od Londyńskiej. Jednak straż miejska nie zakłada blokad, tylko od razy odholowuje. Kręcą się koło szpitala jak sępy!!!! Blokada dawałaby kilka mandatów, a tak jest 600 złotych za samochód. Istna maszynka do zarabiania pieniędzy przez firmę holującą i Straż Miejską – pisze dziennikarka TVP.

Czas przerwać ten spektakl. – Nagłaśniam to, bo serce mi się kraje. Oczywiście wszystko jest zgodne z prawem, ale czy trzeba je egzekwować w ten sposób???? Chętnie bym sprawdziła dochody jakie ma za swoją gorliwość Straż Miejska oraz firma holująca – zastanawia się Warszawianka.

Komu służy Straż Miejska? – Samochody Straży Miejskiej krążą wokół szpitala jak sępy!!!! Widziałam to dzisiaj. W jednym rzucie poszło pięć samochodów. Niedługo później kolejne kilka. Wykroczenie za złe parkowanie to 100 złotych, ale to przecież za mało. Trzeba się „nachapać” na ludziach przeżywających choroby swoich dzieci – pisze oburzona kobieta.

Warto również podkreślic, że jest jeszcze inny aspekt tej sprawy. Najpierw część ludzi myśli, że im ukradli samochód. Jak Straż Miejska zniknie, nie ma taki człowiek żadnej informacji. Za to pojawiają się kolejni parkujacy, skręcający w Holenderską od Niekłańskiej. Przecież trzeba też wiedzieć, że od Niekłańskiej jest tylko wjazd dla karetek.

Warto by Straż Miejska wzięła się do pracy, a nie urządzała polowania na kierowców! – Sprawa jest naprawdę okropna. Normalna zasadzka na ludzi. Mowi nam taksówkarz, który często w tamtym rejonie ma kursy i twierdzi, że to tam jest normalne. Jednocześnie przytocza fakt z centrum, spod agencji towarzyskiej. Otóż ta agencja wywalczyła z dwóch stron znaki, żeby klienci byli dobrze poinformowani – informuje nas wściekły rodzic chorego dziecka.

To nie jedyny taki głos. – Udostępniam w ten sposób – inaczej nie mogę? – bo mam skojarzenie Kilkanaście lat temu jeżdżąc często do szpitala na Działdowską dowiadywałem się, że zaparkowane pod nim samochody rodziców chorych na raka dzieci obrabiają miejscowi złodzieje – pisze Paweł Tomczyk.

Bolesna refleksja. – Mieszkając od zawsze w Warszawie nigdy nie miałem poczucia, że tzw. służby miejskie są by służyć mi – obywatelowi płacącemu tu podatki. Zawsze miałem – i mam nadal wrażenie – że istnieją po to by zedrzeć ze mnie skórę… – peuntuje mieszkaniec stolicy. – I sto lat nie wystarczyło im na wyjście z carskiego zaboru…. – dosadnie podsumowuje całą sytuację Paweł Tomczyk.

A teraz zapytajmy: kim są ci strażnicy? Jak się czują z tą swoją nadgorliwością. To śmierdzi dilem z firmą holowniczą. A jaki to świetny interes dla holującej firmy. Ewidentnie tam jest zasadzka na dotkniętych przez los ludzi. A co na to władze Warszawy i dzielnicy Praga Południe? Samorządowcy bedą dalej przymykać oko? Idą wybory, to my mamy głos!
Fot. Straż Miejska Warszawy