Tak wiele dzieje się wokół, że wprost trudno zorientować się w sytuacji! Wydarzenia nabierają tempa. Najpierw (wczoraj) okazało się, że w naszym kraju jest jednak, nie tylko w teorii, ktoś taki jak Rzecznik Praw Obywatelskich. Jak również, że działa i orzeka zgodnie z prawem Sąd Najwyższy. Otóż ten ostatni – w odpowiedzi na trzy kasacje wspomnianego rzecznika – orzekł, że – ! uwaga uwaga ! – zeszłoroczny zakaz wychodzenia Polaków z domu był nielegalny, bo niezgodny z naszą konstytucją. Łamał podstawowe prawa i wolności człowieka, a kary grzywny nałożone na obywateli były bezprawne.
Jak czytamy w Dzienniku Gazecie Prawnej, ”obowiązujący od 25 marca do 19 kwietnia 2020 r. zakaz wychodzenia z domu (poza wyjściem do pracy czy zaspokajaniem najpilniejszych potrzeb) był jednym z najbardziej ingerujących w prawa i wolności elementem tzw. twardego lockdownu. Przy tym nie dość, że został wprowadzony bez ogłoszenia stanu klęski żywiołowej, to jeszcze nie w drodze ustawy, lecz za pomocą rozporządzeń”. W związku z tym SN uznał kasacje rzecznika za zasadne.
Cóż. Środowisko „antykowidziarzy” / „foliarzy” / domorosłych prawników „bez wykształcenia” i w ogóle „specjalistów bez kwalifikacji” doszło do takich samych wniosków już dawno temu. No ale wiadomo – prawnicze młyny mielą powoli. Grunt, że w końcu odpowiedni wyrok się pojawił. Rok czekaliśmy, ale jest.
Też jednak i co z tego, skoro właśnie władza wprowadza nam kolejny lockdown (to już chyba trzeci?). Zamykają znowu, co mogą, bo ponoć straszna panuje „sytuacja epidemiczna”. Ponoć – bo poza telewizją trudno ją dostrzec. Są co prawda wciąż i wszędzie prezentowane jakieś koszmarne statystyki (otworzysz lodówkę i wyłażą z niej chorzy i umierający), ale w zasadzie nawet ciężko powiedzieć czy i na ile są one prawdziwe. Po dwunastu miesiącach ciągłego zalewania przez wszechogarniający ocean kłamstw i manipulacji, można już we wszystko zwątpić. Może te kolejne rosnące cyferki to też jakaś bajka? Kto wie. Wszak pojawia się pytanie – gdzie są ci wszyscy chorzy?!
Co do moich osobistych doświadczeń dla przykładu, w zeszłym roku zdarzyło się w mojej rodzinie oraz dość szeroko pojętym gronie znajomych w sumie całe sześć przypadków zachorowań, które „służba zdrowia” uznała za kowid (czy to za każdym razem rzeczywiście było właśnie to, nie wiem – wszak testy i całe diagnozowanie… wiadomo jak to wygląda). Ale teraz? Wokół nawet jednego chorego nie widzę i nie widziałem już od dobrych paru miesięcy. Konkretnego, tj. osoby znanej mi osobiście, realnej, z imieniem i nazwiskiem.
Tylko jakieś telewizyjne statystyki.
A za tymiż statystykami idzie oczywiście dalsze zastraszanie ludzi i dzielenie ich – na tych dobrych, grzecznych i odpowiedzialnych, noszących maski oraz tych złych, którzy przez swoje nieodpowiedzialne „łamanie obostrzeń” rozszerzają zarazę. Jak zaś wiemy z historii, takie stawianie sprawy jest typowe dla totalitarnych systemów władzy. Ci „winni wszystkiemu złu” mogą być różni: choćby Żydzi, inteligenci, kułacy… Albo i „antymaseczkowcy”. To przez nich ta śmiertelna choroba nie daje się zwalczyć!
Takie szukanie „winnego” przywodzi też na myśl anegdotkę, którą ongiś złośliwi przedstawiciele „totalnej opozycji” opowiadali o Panu Prezesie, jak to za komuny, gdy na półkach sklepowych był tylko ocet spirytusowy, on i tak z uporem szukał winnego…
No a w takim kontekście teraz, gdy władza stosuje tego rodzaju retorykę, nie powinno to nikogo dziwić. Zastanawia jednak czemu ulegają jej również politycy innych opcji oraz mainstreamowe prywatne – jak mówią niektórzy – „polskojęzyczne” stacje telewizyjne. Tu zagadka.
No a poza tym jeszcze jedno. Gdzie są mianowicie ci liczni zbuntowani bez-maskowi, siewcy wirusa, „antykowidziarze”?! Nie widać ich prawie tak samo jak chorych! Są już chyba tak zastraszeni mandatami, wymęczeni uwagami ochroniarzy i kasjerów w sklepach oraz „przychylnością” spotykanych na swej drodze zamaskowanych, „odpowiedzialnych” obywateli, że nawet najtwardsi rzadko już, i gdzieniegdzie tylko, przemykają z odsłoniętą, normalną, ludzką twarzą… Chyba jednak mało prawdopodobne żeby to ten promil „odszczepieńców” rozsiewał ową koszmarną dżumę naszych czasów. O ile w ogóle przyjmiemy za prawdziwe tę jedną z najgorszych bredni „pandemicznych”, że tzw. „bezobjawowi” (sic!) zarażają! (toż to już zupełne kuriozum)
W każdym razie widzicie moi drodzy poprawni i odpowiedzialni rodacy. Nic nie daje wasza wierność i grzeczność. Telewizyjna zaraza i tak się szerzy. A w związku z tym znów trzeba kraj zamknąć. Szkoły się miały niby powoli otwierać, to znów je całkiem zamykają. Dlaczego w istocie?
Może chodzi w rzeczywistości o szanowne grono pedagogiczne, które nie jest w stanie sprawnie prowadzić lekcji stacjonarnych z powodu wysypu niespodziewanych niepożądanych – ech pardon – pożądanych odczynów poszczepiennych po dawce specyfiku z Astry Zenka?
A może to zamknięcie wszystkiego jest tylko wstępem do kolejnego totalnego lockdownu, który zostanie ogłoszy gdzieś za tydzień, po to by znów ludziom odebrać święta Wielkiej Nocy?
A może wreszcie chodzi o to, że akurat dnia 20 marca planowane są kolejne demonstracje przeciw „reżimowi sanitarnemu”?! Wielki protest planowany jest np. w Warszawie! Tego samego dnia podobne wydarzenia odbędą się zresztą w wielu miastach świata. Na kilku kontynentach!
World Wide Rally for Freedom. One day – Everyone Together!
Także i w naszym drogim Nowym Sączu Aktywiści organizują własny protest. Oczywiście w solidarności z całym światem. Pewnie będzie nieco skromniejszy niż te wyżej wymienione, ale w zasadzie kto to wie.
O warszawskim i sądeckim proteście jeszcze jednak osobno zasygnalizuję, ażeby nie mnożyć tu kolejnych wątków i odpowiednią nadać tej informacji czytelność. Na ten moment „tylko” ta skromna powyższa refleksja.
Zostaw komentarz