Prolog
Jerzy Waldorff:
Czy to przypadek, że spotykamy się w jednej sztuce?Bogusław Schaeffer:
Nie. To sztuka łączenia przypadków doprowadziła do naszego spotkania.Jerzy Waldorff:
A więc to, że cię widzę, nie musi być zbiegiem okoliczności?Bogusław Schaeffer:
To zawsze jest forma przypadku…
Od chwili, gdy pierwszy dźwięk stał się świadomym aktem ekspresji człowieka, sztuka i życie pozostają ze sobą w nieustannym dialogu. Obydwie potrzebują wolności, obydwie potrzebują formy. I obydwie odnajdują swój sens dopiero wtedy, gdy posiadają wspólny punkt odniesienia.
Jedność i wielość – sztuka i życie w dialogu
Muzyka potrafi czasem opowiedzieć o człowieku więcej, niż człowiek potrafi powiedzieć o sobie. Nie dlatego, że posługuje się słowami. Właśnie dlatego, że ich nie potrzebuje.
Od wieków próbujemy zrozumieć, czym jest jedność. Bardzo często utożsamiamy ją z jednakowością. Wszystko ma być takie samo, poruszać się tym samym rytmem, podlegać tym samym regułom. Matematyka zna taki przypadek. Gdy licznik i mianownik są identyczne, wynik zawsze wynosi jeden. Ale życie nie jest ułamkiem.
Znacznie bliższy rzeczywistości jest inny obraz. Liczniki mogą być różne. Wspólny pozostaje jedynie mianownik. I właśnie dlatego powstaje jedność, która nie odbiera różnorodności jej sensu.
Tak działa dobra orkiestra. Skrzypce nie próbują brzmieć jak waltornia, flet nie udaje kontrabasu, a perkusja nie zastępuje fortepianu. Każdy instrument zachowuje własną tożsamość. Łączy je partytura, forma i kierunek. Czasem również dyrygent. Nie dlatego, że odbiera muzykom wolność. Przeciwnie – dlatego, że potrafi ją uporządkować.
Bo rolą dyrygenta nie jest kontrolowanie każdego dźwięku. Jego zadaniem jest takie prowadzenie utworu, aby nawet najbardziej swobodne fragmenty podporządkowane były wyrazowi całości. W dobrym wykonaniu słuchacz często nie dostrzega samego procesu porządkowania. Słyszy jedynie jego rezultat.
Wolność?
Jedną z najbardziej fascynujących odpowiedzi na pytanie o relację między wolnością i porządkiem przyniósł XX wiek. Nazywa się ona aleatoryzmem kontrolowanym. Samo słowo „aleatoryzm” wielu osobom kojarzy się z przypadkiem. Tymczasem przypadek jest tu najmniej istotny. Aleatoryzm nie jest przypadkiem. Jest wielością punktów odniesienia prowadzących do wspólnego celu.
Poszczególni wykonawcy otrzymują swobodę. Ich rytmy mogą się rozmijać. Czas podejmowanych decyzji nie musi być identyczny. Powstaje gęsta tkanka zdarzeń, której nie sposób dwa razy odtworzyć w taki sam sposób. A jednak całość nie rozpada się. Wszystkie drogi pozostają związane z jednym centrum grawitacji dzieła.
To nie przypadek tworzy jedność. Tworzy ją wspólny sens.
Być może właśnie dlatego muzyka Witolda Lutosławskiego pozostaje jednym z najbardziej niezwykłych osiągnięć polskiej kultury. Tworzył w rzeczywistości systemu, którego naturalną cechą była sztywność i centralizacja. Niezależnie od tego, jak odczytujemy jego intencje, trudno nie zauważyć, że jego muzyka proponuje zupełnie inny model myślenia o porządku.
Porządek nie musi oznaczać unifikacji. Może oznaczać współdziałanie. W jego utworach wiele zdarzeń rozwija się równocześnie, każde własnym rytmem, lecz wszystkie podporządkowane są tej samej architekturze. Wolność nie rozsadza formy. Przeciwnie – staje się jednym z jej najważniejszych budulców. To dlatego aleatoryzm kontrolowany wydaje się czymś znacznie więcej niż techniką kompozytorską. Jest modelem myślenia.
Obserwując procesy społeczne, na których opiera się demokracja, łatwo odnieść wrażenie, że wszystkim rządzą wyłącznie emocje. Każda grupa mówi własnym językiem. Każdy spór wydaje się oddzielnym światem. Każda decyzja biegnie w innym kierunku.
Z perspektywy pojedynczego dnia trudno dostrzec jakikolwiek porządek.
A jednak historia uczy, że wiele złożonych procesów ujawnia swój sens dopiero po latach. Nie dlatego, że wszyscy uczestnicy myśleli jednakowo. Właśnie dlatego, że różnorodność potrafiła – świadomie lub nie – współtworzyć większą całość. Podobnie dzieje się w naturze.
Galaktyka nie jest zbiorem gwiazd poruszających się przypadkowo. Mrowisko nie jest chaotycznym tłumem owadów. Las nie jest przypadkowym nagromadzeniem drzew. Każdy z tych światów składa się z ogromnej liczby niezależnych zdarzeń. Dopiero z odpowiedniego dystansu dostrzegamy ich wspólny porządek.
To samo pokazuje muzyka.
Jedność nie wymaga jednakowości. Różnorodność nie musi prowadzić do chaosu. Prawdziwa sztuka nie uczy zgodności wszystkich głosów. Uczy ich współbrzmienia.
Święty Jan Paweł II wielokrotnie przypominał, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Trzeba ją stale zdobywać. W gruncie rzeczy dotyczy to nie tylko wolności. Nic, co naprawdę wartościowe, nie pozostaje nam dane raz na zawsze. Ani zaufanie, ani pokój, ani wiedza, ani miłość, ani kultura.
Życie nieustannie domaga się porządkowania. Nie chodzi jednak o porządkowanie rozumiane jako usuwanie różnorodności. Przeciwnie. Chodzi o takie prowadzenie własnego życia, aby zmienność nie utraciła kierunku. Każdy dzień przynosi nowe decyzje, nowe spotkania, nowe doświadczenia. Każde z nich jest jak osobny głos w wielkiej partyturze. Dopiero wspólny punkt odniesienia nadaje im sens.
Dla jednych będzie nim odpowiedzialność. Dla innych prawda. Dla jeszcze innych służba drugiemu człowiekowi. Dla ludzi wierzących pozostaje nim także wiara w sens rzeczy wiecznych – rzeczywistość niewidoczna, która porządkuje to, co widzialne.
Może właśnie dlatego życie przypomina wielki aleatoryzm kontrolowany. Nie wszystkie zdarzenia zależą od nas. Nie wszystkie jesteśmy w stanie przewidzieć. Od nas zależy jednak to, czy potrafimy odnaleźć ich wspólny mianownik. Bo jedność nie polega na zatrzymaniu zmienności. Polega na takim jej prowadzeniu, aby wszystko, co zmienne, nie przestało zmierzać ku temu, co trwałe.
Muzyka lepiej opisuje życie, niż życie potrafi opisać samo siebie.
Pokazuje bowiem coś, czego często nie dostrzegamy, patrząc jedynie na pojedyncze zdarzenia. Uczy, że wolność nie jest przeciwieństwem porządku, lecz jednym z jego warunków. Że dyrygent nie odbiera orkiestrze głosu, lecz pomaga odnaleźć wspólny sens. Że wspólny mianownik nie niszczy różnorodności liczników, ale pozwala im stworzyć całość. Jedność i wielość nie są przeciwieństwami – są jednym procesem. Tak jak sztuka i życie, prowadzone nieustannie w dialogu.
Epilog
Jerzy Waldorff:
Czyli przypadek istnieje?Bogusław Schaeffer:
Oczywiście.Jerzy Waldorff:
Ale dopiero forma decyduje, czy stanie się błędem, czy dziełem.Bogusław Schaeffer:
A życie?(cisza)
Jerzy Waldorff:
Najtrudniejszą z nich.
Ciąg dalszy nastąpi
Zostaw komentarz