(Blogi Zewa)
To zasada sportowców. Im może pasi, nam mniej. Zwłaszcza, kiedy stosujemy ją w życiu…
Przykład?
Pod koniec ubiegłego wieku mieszkałem jeszcze w Katowicach. Schodzę pierwszy na dół, żeby odpalić Poloneza. A tu bruum, bruum i nic!!!
Raz drugi trzeci i dalej nic! Okazało się, że chłopcy z osiedla podp…li mi przednie koła i auto stoi na cegłach… I nagle przestało mi się śpieszyć.
Serial trwa. Idę po sól do kuchni i przynoszę kotom wodę. Idę po wodę dla kotów podlewam nią kwiatki. Obrażone koty szukają idę do wiadra koło studni.
Albo zajeżdżam nie do tego miasta do którego miałem jechać. Tak mi się zamyśliło.
Spróbujmy przestać być Masztalskim. Cały dzień robił 200 procent normy taczką. Tylko zapomniał załadować.
Miejmy też swoje wentyle bezpieczeństwa, takie żebyśmy nie zwariowali, cokolwiek. Ryby, grzyby, rower, spacer z psem bez komórki. Bo inaczej para pójdzie w czajnik łba. A w tym ciśnienie coraz częściej jest za duże.
Wolnego dnia życzy sobie i Wam Zew

(Tekst i foto)
Zostaw komentarz