Takie sobie świąteczne myśli… Nie daje mi spokoju ten Sejm i Senat, ci posłowie i senatorowie, którzy są karnym ‚wojskiem’ partii rządzącej, bezkrytycznymi wykonawcami poleceń wodza. Nie debatują, nie odpierają zarzutów, nie ustosunkowują się do niczego. Wywołani, wypowiadają tylko jakieś słowa. Jak ten senator, który miażdżącą merytorycznie ekspertyzę senackiego biura legislacyjnego skwitował krótkim, „to my jesteśmy tu ekspertami”(…) Ludzie bez właściwości, z dziwnym rozumieniem honoru, pozbawieni wyobraźni i poczucia odpowiedzialności za to, czego mają pełne usta: za Polskę.

Paradoksalnie, te dramatyczne dni przy Wiejskiej pokazały częściową trafność diagnozy Pawła Kukiza: ten kraj (znów tak zaczynam mówić, jak w PRL: ‚ten kraj’) należy do szefów partii. Od siebie dodam: to my wszyscy, dziennikarze szczególnie, przyłożyliśmy do ręki do tego nieszczęścia – które wkrótce może stać się tragedią dla wielu.

Nie protestowaliśmy, nie ostrzegaliśmy. Pozwoliliśmy politycznym wodzom stać się recenzentami polityki, brylować w mediach, robić ludziom wodę z mózgów. A tych kilkoro koleżanek i kolegów, którzy próbują komentować politykę nadal według niezależnych kryteriów, pozwoliliśmy zaszczuwać i niszczyć wizerunkowo partyjnym szczekaczom…

Sejm jako ciało deliberujące jest dziś bez znaczenia, nie reprezentuje nikogo poza partyjnymi bossami. Praktycznie nie ma posłów niezależnych.

Autor: Mariusz Ziomecki