Och, jakże dawno to było! Kto by pamiętał, ale skoro pytasz, to opowiem. Dużo wypadło mi z głowy, oj dużo. Czasem już sama nie wiem, co jest prawdą, a co zmyśleniem. Gdy mija dzień za dniem, a z tego rodzą się lata, wszystko się zlewa, a potem miesza jak w wielgachnym garze. Wyobraź sobie taki wieeelki kocioł na małym palniku albo nad ogniskiem. Potem robisz tak, a

wyjdzie z tego przepis niczym z ksiąg zapomnianej Ćwierczakiewiczowej.

– 3 litry wody życia,
– garść soli z morskiej piany, co obmywała brzegi plaż, które pamiętasz z dziecięcych wypraw z mamą,
– pokrojone w kostkę kostki i kosteczki spraw z dziecięcych piaskownic, przedszkolnych i szkolnych kłótni, ale takich bogatych w szpik i soczyste smaki,
– plastry wydarzeń z młodości wczesnej i późniejszej, które kolorem i wielobarwnością cebuli, krążków marchewki i pietruszki, garścią fasoli szparagowej rozsypią się w tym płynie,
– czerwone i soczyste pomidory wstydu i zwątpienia chwil trudnych i węzłem gordyjskim skomplikowanych,
– łyżka prawdziwej śmietany z prawdziwego mleka od prawdziwej krowy, która pasła się na skrawku łąki, tej zapamiętanej przed laty.
– garść ziół w tym lubczyku przeżytych miłości i zauroczeń, laurowe listki z wieńców sukcesów mniejszych i większych, ziarenka czarnego jak węgiel pieprzu, który babcia wrzucała do pieca, by ogrzać dom, który bardziej przypominał chatkę na kurzej stopce niż prawdziwe domostwo,
– dużo natki pietruszki, która zielenią nadziei pokryje powierzchnię zawartości garnka
– co jeszcze, zapytasz. Mnóstwo zapomnianych i skrywanych smaków i smaczków, które przypominają o sobie wieczorową porą. Czasem niczym deszcz zaleją żalem albo smutkiem. Czasem ubarwią i kolorem wybuchną jak złota jesień w parku.

A o czym to ja miałam mówić?

Aha, chyba wiem, ale przypomina mi się tyle, że nie sposób nadążyć za tym ściegiem pamięci. Babcia (pamiętasz?), miała taką maszynę, na której szyła czasami. Wprawiała ją w ruch naciskając wielką stopkę i potem tańczyła igłą z nitką po kwiatach wzorzystych tkanin. Wyczarowywała sukienki, jakich potem wiele było w jej zamkniętej trzydrzwiowej szafie. Tej, która niczego więcej pomieścić nie mogła, a która po jej śmierci nadal pachniała wspomnieniem babcinych listów i słów z telefonu na długim kablu w kuchni.

Już, już wracam do opowieści, bo znowu zbłądziłam jak w wielkim lesie, który wzywał późnym latem szumem liści, zapachem grzybów, czernią i słodyczą dzikich jagód. Tych jagód, którymi pękały babcine pierogi oblane tłustą śmietaną i posypką z cukru. Nikt już takich nie zrobi, prawda?

A pamiętasz ten las, którego się bałaś, bo gęsty był mrokiem i tajemnego szumu? Ten skrawek blisko babcinego domu, na którym zebrały się wszystkie okoliczne gnomy i krasnale, które szeptały klątwą i zapowiedzią nieznanego i strasznego? Szybko oduczyły cię samotnych wypraw w nieznane gęstwiny, haha. Pewnie nadal się chowają za starymi drzewami, w dziuplach i na wysokich gałęziach drzew. Tych ściętych ostrą siekierą, co oddziela dzieciństwo od dorosłości.

Dziwnie plączą się te wspomnienia. Mieszają, krzyżują niczym rozstajne drogi, które poprowadziły w nieznane rejony i obszary wiedzy i poznania. Ciągnęły magnesem nieposkromionego apetytu ciekawości i głodem chęci zrozumienia. Oj, trafiały się niestrawne kęsy, trafiały. Były rewolucje myśli i sumienia, które krwawą biegunką zatrzymywały w izbie tortur i przemyśleń, na tym zwanym trochę ironicznie tronie przeczyszczenia i oczyszczenie i wyrzygu z głupoty. Ale nie zrażaj się szukać i pytać, pamiętaj o tym! Im więcej przeżyjesz, tym więcej zrozumiesz. Im więcej zrozumiesz, tym mądrzejsza będziesz. A im więcej mądrości nabędziesz, tym więcej wątpliwości uzbierasz, bo odkryjesz, jak głupim jest człowiek, co chce wszystko pojąć. Dlaczego się dziwisz? Tak było, jest i będzie, że życie będzie zaskakiwać najbardziej wtedy, gdy wydawać się może, że wszystko już jest jasne i klarowne. Uważaj na to, bo zmyli jak fale morza, co obmyje przyjemną falą, a potem wciągnie w swoje głębiny, co wchlonęly pysznych i zbyt swoich umiejętności pewnych pływaków. Wiesz, co może ci się przydać? Wiesz, co jest w życiu ważne? Też nie wiem. Też się zastanawiam, choć tyle przecież narobiłam złego i dobrego. Ileż było w tym błędów! Ileż sromotnych porażek! A ja ciągle czuję się głupia i nienauczona. Ja też musiałam pójść ścieżką zbłądzonych i zawrócić na inne szlaki. Próbowałam nie popełnić błędów, które u innych widziałam, a narobiłam gorszych, do których przed sobą wstydzę się przyznać.
Ech, młoda jesteś i po młodemu jeszcze głupia! Ale nauczysz się, nauczysz, bo szkoły życia nie unikniesz. Możesz uciec od studiów i akademii naukowych, ale życia nie unikniesz. Da ci w kość, zobaczysz, ale wiesz? Fajne to życie. Nawet piękne czasem. Ciesz się nim i korzystaj, ile się da, ile można, dopóki możesz. Potem będzie za późno, bo chęci i siły odejdą. Teraz, tutaj, nie kiedyś i gdzieś!

Idź już. Czas na ciebie, na życie i poznawanie.

Komu w drogę, temu czas.

Obraz Soni2Musicales z Pixabay