Od niepamiętnych czasów w wojsku polskim każdy nagradzany żołnierz wypowiadał stałą i dobrze każdemu z nas znaną formułę:

– ku chwale Ojczyzny.

Brzmiało to pięknie i szczerze i tak rzeczywiście było. Nagradzany przecież swym zaangażowaniem i pracą, za którą właśnie otrzymywał order lub medal żołnierz udowodnił, że dla Ojczyzny się starał. Opinie o wynikach jego starań to już całkiem inna historia ale w przekonaniu samego zainteresowanego on działał ku chwale Ojczyzny.

Obecnie, podobnie na wzór tego pięknego zdania nasi politycy, i to im gorsi tym częściej, zaczęli głosić hasło:

– dla dobra Polski.

Właściwie każdy wywiad z politykiem pragnącym powrócić z politycznego niebytu jest przez niego dziesiątki razy przeplatany tym zdaniem, zdaniem, w które nawet on sam nie wierzy ponieważ mając okazję dla dobra Polski pracować tak to robił, że naród również, dla dobra Polski, już go więcej w kolejnych wyborach wybrać nie chciał.
Ale co tam naród, narodowi to on wciśnie każdą bajeczkę byle od tego narodu znów kasować dziesięciokrotność pensji przeciętnego obywatela.
O dziwo, ale nawet aż taka pensja nie pobudza w nim poczucia, że może jednak rzeczywiście się poświęcić pracy dla dobra tego właśnie narodu, narodu, który mu płaci tak olbrzymie pieniądze.

Nie, ważniejsza jest mu w dalszym ciągu wciąż nie pełna własna kieszeń i pusta głowa, która zamiast wyprodukować jakieś nowe pomysły dla dobra Polski podrzuca mu wciąż niecne rady jakby tu ten naród znów oszukać.
Tym razem dla dobra kasy, o czym jego wyborca już od dawna dobrze wie ale jeszcze sam polityk tego nie załapał. I z uporem maniaka temu wyborcy wciska, że on dla dobra Polski to robi. Podniósł rękę w głosowaniu o likwidację jakiegoś zakładu ponieważ akurat tak się dziwnie stało, że było to zgodne z interesem niemieckim lub francuskim? – Tak, dla dobra Polski.
Zmienił z dnia na dzień swe przekonania polityczne? – Tak, dla dobra Polski.

I nawet taki oszust, bo śmiało można go tak nazwać nie łapie różnicy, że – ku chwale Ojczyzny – się wypowiadało po wykonaniu zadania, a zdanie – dla dobra Polski – rzucane jest dla gawiedzi zawsze przed uczynieniem czegokolwiek. Mamy po prostu mu na słowo uwierzyć, że tak będzie.

I tak lat oglądamy przy okazji każdej zmiany barw partyjnych danego polityka jak on to się bardzo poświęca, że on nie tyle dla siebie coś tam uczynić chciał ile właśnie dla dobra Polski.

Tym razem zrobił z siebie pośmiewisko pan Ludwik Dorn, polityk, który jak dotąd przez wyborców zapamiętany został przede wszystkim, że lekarzy chciał brać w kamasze, a za który to pomysł był bezpardonowo atakowany zarówno przez polityków lewicy jak i Platformy wcale nie Obywatelskiej.
Nie umiał wykrzesać z siebie świętego obowiązku lojalności w stosunku do własnej partii i własnych partyjnych kolegów został więc przez nich z niej usunięty. Teraz na miesiąc przed wyborami nagle pan Dorn zauważa, że partia, którą aktualnie popiera prawie 50 procent w Polsce wyborców czyli Prawo i Sprawiedliwość lecz w szeregach której nie ma dla niego miejsca według niego, cytuję –

– nie daje nadziei na zmianę w Polsce.

Partia zaś, która doprowadziła swymi rządami do tego, że zmiana taka jest konieczna według niego taką nadzieję już daje.
Pozostaje więc w tym momencie zapytać pana Ludwika o jakiej on zmianie myśli. Bo jak widzimy na pewno nie o lepszej zmianie w interesie narodu. A jeśli nie dla narodu to komu miałaby służyć zmiana ewentualnie dokonana przez Platformę? Tak, tak, wiemy, miałaby w tym wypadku służyć zamiast dla Polski dla samego pana Ludwika, który sobie tą Polską jedynie usta wciąż wyciera przed, jak sądzi, swym naiwnym elektoratem.

W tej zmianie partyjnych barw pana Dorna nas najbardziej ciekawi jednak jak on sobie poradzi z akceptacją w Platformie tego wszystkiego przeciw czemu dość często występował. Czyżby teraz, gdy zaświeciły mu przed nosem Platformy srebrniki w tamte wyznawane przez siebie wartości przestał już nagle wierzyć?
Naturalnie, że nie przestał. Wiemy wszyscy, że w wartości, które ma się w sercu wierzyć nie da się przestać. Albo się je ma jeszcze wykształcone w dzieciństwie i przez lata pielęgnowane albo ich się nie ma i tylko się kłamało narodowi, że się je wyznaje. Prawda panie Ludwiku?

– polityka jest moją pasją więc dlaczego miałbym się ze swoją pasją rozstawać?

Ta pasja na szczęście się stała nagle problemem nie tyle dla narodu ile dla Platformy przytulającej każdą osobę, w której chęć za wszelką cenę zdobycia mamony zwycięża nad zdrowym rozsądkiem i lojalnością tym razem swoim wyznawanym poglądom. My, wyborcy panu Ludwikowi za jego arogancję i aż tak wielkie nas lekceważenie pomożemy na pewno z tak pojmowaną pasją się rozstać rozstając się na zawsze z panem Dornem.

Platformo wcale nie Obywatelska to już teraz nie przeszkadza wam poseł, który chciał brać lekarzy w kamasze, a przeciwko któremu tak bardzo występowaliście na łamach wszystkich mediów wiarygodnych mniej więcej tyle co wy sami i pan Dorn?
Wiem, pytanie moje, potencjalnego wyborcy każdego prawego polityka pozostanie bez odpowiedzi. Za co podziękuję wam już tej jesieni. Dla dobra Polski.