Tekst trochę przydługawy i subiektywny, ale daje się czytać.
Z perspektywy tych lat, jakie minęły od wprowadzenia 13 grudnia stanu wojennego… gwoli uczciwości, mimo towarzyszących temu traumatycznych okoliczności muszę, ocenić to wydarzenie dla mojej biografii w jakiejś mierze … pozytywnie. Po pierwsze, konieczność zaangażowania się w pomoc rodzinie internowanego przyjaciela… wyzwoliła we mnie — cnotę męstwa. Zmuszony bowiem zostałem do jawnego przeciwstawiania się reżimowi jaruzelskiej junty. Po drugie, wykopując mnie… z koleiny prozaicznej egzystencji na podrzędnym stanowisku w szpitalu psychiatrycznym, to znaczy wyrzucając mnie z pracy w tym zakładzie, komuna … obdarzyła mnie wolnością. Korzystając z tej wolności, zbudowałem alternatywną dla PRL rzeczywistość, w której nawet zupełnie nieźle się mi wiodło. Musiałem wprawdzie ciężko fizycznie pracować, ale nie musiałem dopuszczać się łajdackich uczynków, zawierać z nikim już… plugawych kompromisów. Wtedy jednak miałem inne na to spojrzenie.
Był to przecież czas mojej dojrzałej młodości. Miałem wtedy 38 lat, w miarę ustabilizowaną sytuację zawodową, pracowałem w dużym szpitalu psychiatrycznym. Położonym geograficznie i symbolicznie… na peryferiach PRL. Sam obiekt znajdował się na wsi, z dala od wojewódzkiej metropolii w Opolu. Zatrudniona w nim kadra wyraźnie się dzieliła na pracowników obsługi i wykwalifikowany personel medyczny. Szpital był totalitarną, samowystarczalną instytucją. Totalitarną, bo w stosunku do pacjentów stosował przymus leczenia, który czynił ich bardziej przedmiotem niż podmiotem jej działalności, a w stosunku do pracowników wiązał ich serwitutami w postaci mieszkań w przyzakładowym osiedlu, taniego wyżywienia w lokalnej stołówce, organizacją letniego wypoczynku w ośrodku, położonym w lesie, nad wodą, wczasami nad morzem w Mielnie itp. Na terenie szpitala działała, nawet wyodrębniona, specjalną bullą papieską parafia pod wezw. ”Św. Rodziny”, ongiś siedziba biskupa założyciela szpitala. Upartyjnienie załogi było znaczne, członkami PZPR byli przeważnie pracownicy administracji, warsztatów, magazynów i brygady budowlanej, oraz nieliczni przedstawiciele zawodów medycznych, których pokręcone życiorysy skłaniały ich do szukania schronienia pod skrzydłami partii robotniczo-chłopskiej. Przeważnie tego powodem był alkoholizm. Przez długie lata sekretarzem tutejszej podstawowej organizacji PZPR był…niestroniący również od wódki lekarz-narkoman. Przynależność partyjna ułatwiała niewykwalifikowanej części pracownikom awans, pozyskanie mieszkania, częstsze wyjazdy na wczasy itp. Obie grupy, a w zasadzie warstwy społeczne, a poniekąd i klasowe – żyły oddzielnie.
Dopiero burzliwe wydarzenia początku osiemdziesiątego roku ub. stulecia przyczyniły się… do zburzenia tradycyjnych dotąd relacji. Zbiorem integrującym okazała się ”Solidarność”. Wprawdzie na początku, kiedy dyrektywa partyjna poleciła- zapisać się do Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych „S” – wszystkim swoim członkom ta integracja przetrwała tylko do „wydarzeń w Bydgoszczy”, bo… w przededniu zapowiedzianego wtedy strajku generalnego członków partii z „S” wycofano. Pozostali tylko ci przekonani. Lekarze, psychologowie, terapeuci, a z pracowników obsługi – kierowcy kolumny transportowej. Była to grupa, ze względu na swoją profesję najbardziej w „świecie” bywała. Utrzymująca naturalny kontakt z pracownikami wojewódzkiej kolumny transportu medycznego rzeczywistego matecznika „Solidarności” w Opolu… na czele z Bogusławem Bardonem. Nowa organizacja zaczęła wypierać z dotychczasowych obszarów wpływów… zasłużonych towarzyszy. Przejęto na początek kasę pożyczkową, następnie komisję rozdzielająca mieszkania, potem socjalną przyznającą wczasy i zapomogi. Aż w końcu doprowadziła… do zmiany dyrektora. Został nim, cieszący się zaufaniem kościoła bezpartyjny lekarz Kazimierz Milczarek. Wszelkie wtedy decyzje podejmowano demokratycznie, w głosowaniach, na zwoływanych co rusz zebraniach.
PZPR przerażona utratą władzy przeszła jakby do podziemia. Mało teraz kto z pracowników szpitala przyznawał się do… przynależności do partii o proletariackim rodowodzie.
Nawet sam naczelnik gminy uczestniczył… w organizowanych przez „Solidarność” na boisku sportowym, z udziałem licznie przybyłych mieszkańców z okolicznych miejscowości uroczystościach religijnych.
Ustrój realnego socjalizmu — był w odwrocie…
W rocznicę wprowadzenia stanu wojennego chcę Wam opowiedzieć o kapitanie Służby Bezpieczeństwa, który w Wolnej Polsce został negatywnie zweryfikowany i swoją frustrację z tego powodu wyrażał religijnymi wierszami. Jego matka była, jeszcze tam, przed wojną, na Wschodzie uczennicą mojej mamy. Po jej śmierci kapitan zapałał do mnie ciepłym uczuciem i zaczął mi, przesyłać swoje utwory i listy, w których wyjaśniał powody dla których — on, syn bardzo porządnych ludzi, z wykształcenia magister rolnictwa wstąpił w szeregi policji politycznej. w rodzaju:
” Szkoda, że na rocznice stanu wojennego patrzy się, przynajmniej od 1990 r., dość jednostronnie, głównie przez pryzmat jednej strony tj. działaczy tzw. opozycji demokratycznej. Nie dopuszcza się opinii drugiej strony. Moje przeżycia z tego dnia, a właściwie nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. wywarły na mnie bardzo silny wpływ. Bałem się podobnie, jak Pan, chociaż z tego, co Pan pisze, nie należał Pan do żadnych groźnych przeciwników ówczesnego ustroju. Jak już Panu wspominałem, z racji swojej służby zajmowałem się w KWMO we Wrocławiu zagadnieniami związanymi z ochroną gospodarki narodowej w kluczowych obiektach przemysłowych. Kierując sekcją analityczną, miałem wgląd praktycznie w sytuację w każdym zakładzie, ale zainteresowania naszego Wydziału koncentrowały się głównie na zapewnieniu ciągłości produkcji i eliminowaniu zagrożeń o bardzo realnym znaczeniu. Nigdy nie zajmowałem się żadną inwigilacją tzw. działaczy podziemia, gdyż robiła to wyspecjalizowana grupa złożona z najzdolniejszych oficerów powołanych z wszystkich wydziałów KWMO (z kryminalnego, dochodzeniowo-śledczego, PG i innych). Bałem się najbardziej o los Rodziny – Żony i dwojga małych dzieci, które miały wówczas odpowiednio syn –7 lat i córka – 6 lat. Noc z 12/13 grudnia 1981 r. spędziłem w pokoju służbowym w KWMO we Wrocławiu, patrząc, jak na dziedziniec Komendy przywożą jakichś ludzi, na których w Wydziale Śledczym wydawano decyzje o internowaniu na podstawie dekretu RM o stanie wojennym. Tamtej nocy nie zmrużyłem oka, a po kilku dniach napisałem wiersz,
W wierszu tym wyraziłem swoje poglądy na to dramatyczne wydarzenie. Przytoczę jego treść:
Boże Mój – jako dziecię gnębione trudami
Znasz nasz los i dostrzegasz krzywdy niezliczone,
Ześlij siłę i pokój i bądź razem z nami,
Niechaj imię Twe, Boże, będzie pochwalone.
O gwiazdo betlejemska – nie bądź gwiazdą wojny,
Której naród nasz polski doświadczał przez wieki,
Rozprosz ciemności nocy, ułatw nam dzień znojny,
Przynieś na swych promieniach święty cel daleki.
Nie oddalaj się od nas, Boże Narodzony,
Wielu z nas zaufała sprawiedliwej mocy,
dziś rozterką szarpany i wiarą wiedziony,
Modlitwą tą rozpraszam mroki polskiej nocy.
Osłoń dzieci od zguby, daj życie w pokoju,
Utęsknione od wieków przywróć ideały,
Niechaj z czoła nam spłyną ciężkie krople znoju,
A nad głową zaświeci aureola chwały.
Rodzisz się, Boże Dziecię, co roku inaczej,
Zmienia się szata świata i jego oblicze,
Tylko człowiek-wygnaniec tuła się i płacze,
daj nam gwiazdę nadziei i otuchy znicze.
Tobie modlitwę moją skromnie niosę w darze,
dając także w ofierze serce skołatane,
Pójdę stanąć przed Tobą, spojrzeć na ołtarze,
I porządkować myśli ciążący mi wianek.
Śpiewać będę kolędę, smutna brzęczy nuta,
Boleśnie ściska gardło słowo “Bóg się rodzi”,
Gdzieś dźwięczy jednak nadal herodowska buta,
I Bóg karać nas będzie klęskami powodzi.
Dzisiaj nic w tych napisanych wiele lat temu słowach bym nie zmienił. Panie Stanisławie. W każdym rodzaju wojny są ofiary po obu stronach. Tak, jak Pan jest ofiarą z jednej, tak ja z drugiej strony. Nieraz myślałem, czy nie lepiej byłoby, żeby nie wprowadzano stanu wojennego. Bo my mielibyśmy okazję, czcić kolejne powstanie wpisując je w dzieje martyrologii polskiego narodu. Tylko że wtedy nas by już chyba nie było na tym świecie. A wg mojej filozofii “każde życie jest cudem” i należy je chronić wszelkimi środkami. Po doświadczeniach, jakich doznałem od ukończenia studiów, mój patriotyzm stopniowo wygasał. Dzisiaj jest już za późno, abym szukał innej ojczyzny. Wybrałem emigrację wewnętrzną, a właściwie wróciłem do mojego umiłowanego zawodu – służby rolnictwu, gdyż uważałem go zawsze za najbardziej etyczny zawód świata.
Ja mu na to
— listonosz dostarczył mi przesyłkę z pańską poezją. Od pierwszego wiersza uderza pański mistycyzm pomieszany z aluzjami do pańskiej służby w organach, co nijak mi nie pasuje. Albo ja jestem przewrażliwiony i tak to odbieram, że pan swoją, poetycką żarliwością chce zagłuszyć, wymazać z pamięci te aspekty, które i dla pana są niewygodne. Tego się jednak nie da zrobić. Jeśli katharsis ma być pełna — wielosłowie nie zastąpi prawdy. W wierszach będzie ono brzmiało fałszywą nutą. Może ta ocena wynika z moich- nawarstwionych pokładów niechęci, wręcz nienawiści, pogardy żywionej, przepraszam, nie chcę pana dotknąć, tylko obrazowo wyrazić moje uprzedzenia — do kolegów Grzegorza Piotrowskiego. Jest pan bowiem bystry, dodatkowo solidnie wyszkolony z latami profesjonalnej praktyki, no i ma pan talent, który pozwala panu, opowiadać wszystko to, co pan chce w ujmującej formie poetyckich strof. Ja jednak pana nie rozgrzeszę. Jaką inną korzyść chce pan osiągnąć? I naiwnie dodałem
, że nie musi pan w swoich wierszach zamykać tyle żalu, poczucia wyimaginowanej krzywdy, bo przecież, zawody — o których pisał w liście do Tymoteusza nawrócony, prześladowca żydowskich patriotów św. Paweł — trwają i mogą się jeszcze okazać dla pana również zawodami dobrymi — pan biegnie, ja biegnę…
Zostaw komentarz