Obecny „imperator” Rosji doprowadził do stanu, w którym nie jest możliwe obiektywne spojrzenie na Rosję, gdyż każda taka próba uznana będzie za działanie proputinowskie. Opublikowany przeze mnie wczoraj tekst o Ukrainie pana Piętki został uznany za „proputinowski”, podobnie zresztą jak wszystkie krytyczne słowa o polskiej polityce wobec Kijowa. jeden z komentatorów napisał żartem (?), że myślał o mnie „jako o Angletonie”, a ja przypominam „Kima Philbiego”. I o to chodzi w tej całej grze. Nota bene, Angleton w podobny do mnie sposób oceniał ZSRS i Kreml, ale z pozycji USA wyglądało to i wygląda trochę inaczej. Oni wtedy byli celem bezpośrednim, a ja podejrzewam, że u Angletona nie było żadnej „paranoi”, tylko zdrowy rozsądek.

Pal to sześć. Mogę być Kimem Philbym dla niektórych, ale nadal uważam, że ta „miękka”, „prowadzona na kolanach” polityka Polski wobec Ukrainy służy Putinowi bardziej niż otwarta krytyka banderowskich bandytów i ludobójców z UPA. Dlaczego? To proste! W ten sposób Putin utrzymuje Ukrainę w stanie wewnętrznego napięcia i nastawioną roszczeniowo do Polski. Im bardziej głaszczemy ją po głowie, tym bardziej ośmielamy ich do ataku. Putin też wie, ze nie jest to polska polityka. Została nam narzucona, a my ją wykonujemy z konsekwencją wasali. Po co mu to? Otóż, uważam, że poczeka do wyborów w USA i zakończy Ukraińską farsę, przejmując resztę i zostawiając malutkie kadłubowe państewko, zależne od jego dobrego humoru, zwane szumnie Samostijną Ukrainą. I to nie my będziemy mieli bufor, ale Putin, bo to kadłubowe państewko będzie opanowane przez siły antypolskie, postbanderowskie i nienawidzące nas jeszcze bardziej, niż my nienawidzimy Rosji. Zauważmy, że podobnie, antypolskie siły opanowały Litwę, czego dowodem jest dla mnie wystąpienie „litewskiego opozycjonisty” na wczorajszym cyrku KOD. To Rosja tworzy antypolski bufor, a nie my usiłujemy głaskaniem po główce wyciągać Ukrainę z orbity Kremlowskiej. Putin nie potrzebuje całej Ukrainy. Po co mu ta nacjonalistyczna banda, która może szachować nas i resztę Europy. Zostaliśmy sami i nie rozumiemy, iż jesteśmy wyłącznie coraz mniej użytecznym narzędziem. Czasem trzeba postępować twardo, by adresat zrozumiał ile może stracić i sam zaczął robić porządki u siebie. Poroszenko powinien definitywnie zneutralizować wpływy nazistowskich banderowców, a wtedy rzeczywiście może łatwiej wyjść z orbity Moskwy, a nie siedzieć okrakiem na barykadzie. O ile sam tego chce. Obawiam się, że nie, że jest mu wygodnie składać w Warszawie wieńce i „robić oko” do banderowców. „Niech sobie Lachy mają. My ich i tak nauczymy moresu, jak w 1943”. To jest właśnie proputinowskie. Niezauważanie tego i kłanianie się w pas „bohaterom Majdanu”. Największa ściema nowoczesnej Europy.

Taka „wasalna” polityka wobec Ukrainy służy jeszcze komuś. Najpierw cytat:

„Wystąpienie Polski na widownię międzynarodową, jako wielkiego narodu, byłoby dla polityki niemieckiej wielką klęską. Jeżeli nie można było tego narodu zni­szczyć, trzeba go było zrobić małym. Na to zaś naj­prostszym sposobem było stworzenie państwa ukraiń­skiego i posunięcie jego granic w głąb ziem polskich tak daleko, jak daleko sięgają dźwięki mowy ruskiej. Plan ukraiński tedy był sposobem zadania potężne­go ciosu jednocześnie Rosji i Polsce.”.

Napisał to w roku 1930 Roman Dmowski. Czy myślicie, że Niemcy i Amerykanie porzucili swoje dążenia? Czy myślicie, że służby specjalne Putina są tak głupie, że nie zakładają i takiego scenariusza? Nieważne. Najważniejsze jest to, że jest to rozgrywka ponad nami, a wygranymi będą w każdym przypadku Amerykanie/Niemcy i Rosjanie. Tu trzeba być „i lwem i lisem”, jak radził Machiavelli. My tymczasem, ani lwem, ani lisem nie jesteśmy, tylko „myszą”, której wydaje się, że ryknęła, bo bogatsi podstawili wzmacniacze. Kiedy je odstawią nikt nie usłyszy pisku.

Uważam też, że ludobójstwo w Katyniu, na Wołyniu i każdym innym miejscu oraz każdy proces eksterminacji Polaków powinniśmy traktować tak, jak Żydzi traktują Holokaust i nikomu nie pozwalać na zacieranie pamięci o polskich dzieciach, kobietach i mężczyznach mordowanych masowo w XX wieku.

Na zakończenie tego „proputinowskiego” tekstu, napisanego przez rosyjskiego agenta, dołączam link go artykułu Romana Dmowskiego. Jest w nim szereg kontrowersyjnych, na pierwszy rzut oka, kwestii. Ciekaw jestem, kto zarzuci Dmowskiemu, że był agentem CzK lub NKWD?