Może warto przy okazji wyroku w sprawie Turowa pomyśleć o zmianie prawa w Polsce tak, żeby decyzje o budowie i użytkowaniu można było skarżyć na etapie wydawania zgód i pozwoleń, ale już nie po zakończeniu?

W postępowaniu administracyjnym stroną nie jest inwestor, ale urząd, który decyzje wydał.

Dlaczego zatem inwestor (a z nim jego pracownicy i klienci) ma cierpieć na skutek anulowania decyzji urzędnika?

Jeśli pozostawi się możliwość skarżenia decyzji do czasu jej realizacji (a najlepiej rozpoczęcia jej realizacji z podaniem racjonalnego terminu między uprawomocnieniem się a rozpoczęciem), to dobra skarżącego i inwestora będą równo traktowane.

Dziś, jak widać naocznie, nie są. To trochę tak, jakby się starać o pozwolenie na budowe domu, dostać wszystkie zgody, zbudować dom, uzyskać wszelkie odbiory, wprowadzić się… a tu sąsiad idzie do sądu i sąd anuluje nam pozwolenie na budowe i wydaje nakaz rozbiórki. W takim przypadku zostalibyśmy bezdomni, obciążeni kosztem rozbiórki i zmuszeni do wynajęcia mieszkania… Chyba nikt normalny by nie chciał być w takiej sytuacji.

Ps. Na mapce poniżej to małe niebieskie to Turów.