Ludzie naturalnie pragną dobra, tego, co potwierdza, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że warto wierzyć, że warto kochać do końca, do ostatniego tchnienia. W zalewie chamstwa, podłości, wulgaryzmu, pragną znaleźć coś czystego, niewinnego, kruchego. Pogarda zazwyczaj rodzi się ze strachu. Trzeba przecież się poświęcić, trzeba czasami zrezygnować z kosmetyczki, wyjścia do kina czy na imprezę. A co będzie z karierą, z wyjazdem na narty czy do Egiptu? A poza tym, zazwyczaj według przekazu mediów, wielodzietna rodzina to żywa patologia- mówi dla portalu Pressmania.Pl Jacek Wrona, emerytowany komisarz, latami walczący z przestępczością narkotykową. – „Cywilizacja śmierci” powstała jako efekt szaleństwa lewackich ideologii, przepełnionych pogardą do ludzi i wszystkiego, co zawsze było dla nich najdroższe i najwartościowsze. Jednym z narzędzi, które przeorało psychikę postępowego, „nowego” człowieka, były narkotyki. Ktoś, kto gardzi swoim zdrowiem i życiem, demoluje duchowość i psychikę, nie będzie miał oporów przez zabiciem bezbronnego starca czy też dziecka – wyjaśnia Małgorzacie Kupiszewskiej ojciec szóstki dzieci.

 

Małgorzata Kupiszewska: Magister filozofii i pedagogiki, specjalista od walki z narkotykami, policjant na emeryturze, autor książek i publikacji, biegły sądowy, degustator wina, kucharz z praktyką w Londynie, dyplomowany piwowar. Panie Komisarzu zapomniałam o czymś?

Jacek Wrona: – Tak! Wielki miłośnik życia i niedoszły zakonnik. Moim hobby jest ciekawość. Zwiedziłem „kawał” świata, poznałem mnóstwo ludzi i ich kultury, parałem się różnymi rzeczami i nie przestaję się zachwycać życiem. Świat jest taki piękny i niesamowity, że szkoda każdej chwili. Ponadto mam wspaniałą rodzinę – wyjątkową żonę, na którą mówię „Mysza” i szóstkę dzieci: Dominikę (l. 19), Wiktorię (l. 17), Glorię Marię (l. 10), Maksymiliana (l. 7), Franciszka Karola (l. 2,5) i Faustynkę (2 mies.). Dom to mój port, w którym odpoczywam, nabieram sił przed kolejnymi wyzwaniami. Gdy chce się wyciszyć, to zamykam się w kuchni i szaleję kulinarnie!

Które z tych zawodów to pasja?

– Niewątpliwie walka z przestępczością narkotykową! To już ponad 21 lat! Najpierw zacząłem jako funkcjonariusz Policji m.in. w CBŚ i WSPol, potem biegły sądowy, wykładowca, ekspert i autor wielu książek i artykułów na ten temat. Najbardziej jednak lubię realizować się jako nauczyciel – wykładowca. Rocznie przeprowadzam kilkadziesiąt szkoleń, wykładów oraz świadectw i rekolekcji! Występuję też często w różnego rodzaju mediach, zazwyczaj ogólnopolskich. Drugą moją pasja to kulinaria, piwo i wino. Od ponad 13 lat mam mały domowy browar i winnicę.

Dużo Pan jeździ po Polsce z wykładami. Przed czym chce Pan uchronić młodych ludzi?

– Przed śmiercią! Nie tyle fizyczną, co duchową. Cywilizacja śmierci sieje spustoszenie, sytuacja naprawdę stała się katastrofalna. Autodestrukcja w różnych formach i przejawach: rozwiązłość, alkoholizm, narkomania, rozpasanie, wulgarność; pogarda dla słabszych i biedniejszych, brak celu i sensu życia, obłąkana pogoń za mamoną itd. Większość młodych ludzi, z którymi się spotykam nie ma żadnych marzeń ani pragnień, poza zaspokojeniem materialnym. Brak autorytetów, posłuchu rodziców, szacunku dla starszych to powszechność. Staram się im pokazać inny wymiar rzeczywistości, nie taki jak z przekazów telewizyjnych czy internetowych, ale taki, gdzie mają szansę na prawdziwe szczęście i pełnię życia, jaką możemy osiągnąć tu na ziemi. Opowiadam o zmarnowanych talentach, o utraconych nadziejach i o śmierci tych, którzy myśleli, że mogą to sobie kupić za kilka złotych.

Aborcja i eutanazja – dziś zabiegi śmierci już nie szokują. Dlaczego współczesny świat gardzi życiem?

 – Św. Jan Paweł II dokonał fundamentalnego rozróżnienia na „Cywilizację życia” i „Cywilizację śmierci”, ta druga powstała, jako efekt szaleństwa lewackich ideologii, przepełnionych pogardą do ludzi i wszystkiego, co zawsze było dla nich najdroższe i najwartościowsze. Jednym z narzędzi, które przeorało psychikę postępowego, „nowego” człowieka, były narkotyki. Ktoś, kto gardzi swoim zdrowiem i życiem, demoluje duchowość i psychikę, nie będzie miał oporów przez zabiciem bezbronnego starca czy też dziecka. Katastrofalny poziom edukacji spowodował, że duża część ludzi pozbawiona została zmysłu krytycznego i bezproblemowo daje się manipulować przez media i grupy nacisku. Część piewców śmierci wydaje się, że została opętana.

Pan zrozumiał, że życie jest cudem. Coś się wydarzyło, że tak Pan postrzega świat?

 – Tak. Moja córka Gloria Maria została cudownie uzdrowiona za wstawiennictwem św. Jana Pawła II. Historia jest niezwykle spektakularna i utwierdziła mnie w tym, do czego doszedłem sam, na podstawie swoich wieloletnich doświadczeń w zmaganiu ze śmiercią, bólem i nieszczęściem. Nagle wydarzyło się to wszystko u nas w naszej rodzinie. Życie jest kwintesencją wszystkiego, co najważniejsze na naszym świecie, bez niego nie ma nic! Całą tą historię opisaliśmy z żoną w kilku książkach m.in. pt. „Świadectwo Glorii Marii”, „Wiara czyni cuda – rzecz o nadziei” i „Cud życia”. Gloria Maria ma też swoją stronę internetową – www.gloraimaria.pl, gdzie dzielimy się swoim świadectwem na ten temat.

Gloria Maria urodziła się w 6 miesiącu bez ukształtowanych narządów wewnętrznych. Dziś jest już dużą dziewczynką i pięknie rozwija. Jak to jest doświadczyć cudu?

– Wcześniej myślałem, że „cuda” zarezerwowane są dla świętych i wydarzają się gdzieś tam … daleko. Teraz wiem, że są na wyciągnięcie ręki, nie zawsze tak spektakularne i „wielkie”, ale dostępne nam praktycznie na co dzień. Cud jest konsekwencją – wiary, nadziei i miłości. Chrystus, gdy uzdrawiał powtarzał: „idź, twoja wiara cię uzdrowiła” i tak jest nadal. Moja żona Asia jest takim akumulatorem: wiary, nadziei i miłości. Ja mam za to „telefon do nieba”! Oczywiście jest to przenośnia, ale doświadczam tego prawie zawsze. Wiem, że nie ma rzeczy, której Bóg by mi nie dał, jak go poproszę, oczywiście w granicach mojej pychy. Dlaczego nam dane było doświadczyć nadprzyrodzonych rzeczy? Nie wiem, ale bardzo mi z tym dobrze.

Glorii Marii życzenia przesłali: Benedykt XVI, Georg Bush. Ktoś jeszcze był pod wrażeniem cudu za pośrednictwem św. Jana Pawła II?

 – Tysiące! Cud Glorii Marii został opisany w setkach artykułów, programów telewizyjnych, otrzymaliśmy tysiące listów i telefonów. Ludzie naturalnie pragną dobra, tego, co potwierdza, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że warto wierzyć, że warto kochać do końca, do ostatniego tchnienia. W zalewie chamstwa, podłości, wulgaryzmu, pragną znaleźć coś czystego, niewinnego, kruchego. Mamy dom otwarty, bywały w nim setki ludzi m.in. odwiedził nas pięciokrotnie Arturo Mari przyjaciel, fotograf i ochroniarz św. Jana Pawła II, gościliśmy rzesze polityków, dziennikarzy, duchownych, artystów, biednych, bogatych, znanych i bezdomnych. To obecny nasz cud, bycia z innymi i dzielenia się „dobrą nowiną”.

W tym roku w Pana rodzinie pojawiło się następne życie – Faustyna. Dlaczego wielu młodych ludzi woli kupić psa niż poświęcić się wychowaniu własnego dziecka?

– Św. Faustyna była duchowny gigantem XX w., Miała sposobność obcowania z Absolutem i zrozumiała istotę Bożej Miłości. Faustynka to podsumowanie naszej małżeńskiej miłości oraz wiary w Opatrzność. Na „facebooku” widzę setki zdjęć z psami i kotami. Ich właściciele tulą się do nich, śpią z nimi, jedzą itp. a zdjęć dzieci brak! Co można powiedzieć o tych ludziach? Tylko tyle, że nie doświadczyli prawdziwego szczęścia i są głęboko zranieni. Gdy patrzę na Franka, który ma poważną wadę genetyczną, ale rozwija się fizycznie i intelektualnie nieporównywalnie z rówieśnikami, i nawet, gdy nachodzi mnie zwątpienie i zwykłe ludzkie zmęczenie, to mówię sobie: „Popatrz na ten cud”.. i znów jazda do przodu!

Tak bogato jest przy Pana stole wigilijnym, tyle radości daje cała szóstka. Skąd się bierze pogarda dla wielodzietności?

 – Pogarda zazwyczaj rodzi się ze strachu. Trzeba przecież się poświęcić, trzeba czasami zrezygnować z kosmetyczki, wyjścia do kina czy na imprezę. A co będzie z karierą, z wyjazdem na narty czy do Egiptu? A poza tym, zazwyczaj według przekazu mediów, wielodzietna rodzina to żywa patologia, brudne dzieciaki, puszczalska kobieta i mąż, zachlany menel. Nie należymy do tuzów finansowych, ale sprawdza się zasada, że jak Pan Bóg da dzieci to i da na dzieci. U nas do stołu wigilijnego siada co najmniej 20 osób! Plus – zawsze bezdomny. W kominku tańczą płomienie, na stole kilkanaście postnych potraw a my, śpiewając kolędy oczekujemy narodzenia Tego, który przynosi „Dobrą Nowinę”! Niech Bóg nam wszystkim Błogosławi!

Dziękuję za rozmowę

http://pytanienasniadanie.tvp.pl/23172838/cudem-ocealeni-przez-jana-pawla-ii