Według Narodowego Banku Ukrainy rezerwy walutowe na dzień 1 stycznia, wg. wstępnych danych, wynosiły 28,5 mld dolarów amerykańskich ( USD). W grudniu ubiegłego roku wzrosły w stosunku do listopada o 1,9 proc. dzięki napływowi walut obcych od partnerów Ukrainy.

 Rezerwy są przeznaczone na bieżące płatności państwa i obsługę długu publicznego. Na rządowe rachunki wpłynęło 4468,4 mln USD, z tego, : 2030,3 mln USD od Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, 598,7 mln USD od Unii Europejskiej, 367 mln USD z Kanady oraz 528,9 mln USD od innych, międzynarodowych wierzycieli. 

W ubiegłym roku Ukraina otrzymała bezprecedensowe wsparcie finansowe w wysokości 32,1 mld USD. Najwięcej przekazały USA – 12 mld US. Potem, Międzynarodowy Fundusz Finansowy- 2,7 mld USD, Kanada – 1,9 mld USD oraz Niemcy- 1,6 mld USD. 

Obecna wielkość rezerw zapewnia, wg. NBU, Ukrainie finansowanie przyszłego importu na 3,6 miesiąca. 

Te oficjalne dane pokazują, że Ukraina jest na „kroplówce” Zachodu. Bez tych pieniędzy nie starczyłoby rządowi w Kijowie nie tylko na prowadzenie wojny, ale i na bieżące wydatki, A te są ogromne bo drastycznie – z powodu rosyjskiej inwazji – skurczył się eksport, a wg ostrożnych wyliczeń zachodnich instytucji finansowych, PKB Ukrainy mógł się skurczyć nawet o ok. 30 proc. Eksport zbóż, który przed wojną dawał solidny zastrzyk do budżetu państwa, zmniejszył się do tzw. eksportu ratunkowego do państw III świat by uniknąć tam klęski głodu. Niektóre sektory i branże jak np. wydobywcza, hutnicza pozostają w ruinie bo są umiejscowione w okupowanym przez Rosję, Donbasie. Do tego dochodzą gigantyczne zniszczenia, zwłaszcza w infrastrukturze energetycznej, którą trzeba nieustannie naprawiać po rosyjskich nalotach, To generuje dodatkowe koszty. 

Trudno przewidzieć jak długo będzie trwać wojna, a co za tym idzie, jak długo jeszcze zachodnie państwa, zmagające się z kryzysem u siebie, będą finansowo wspierać Ukrainę. Nie mówiąc już o kosztach odbudowy, które już dziś, szacowane są w setkach miliardów USD. 

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl