Szeroko ongiś znany, zmarły już ksiądz filozof J. Tischner definiując felietonowy tytuł, a dokonując swoistej dekompozycji tegoż pojęcia jednoznacznie oznajmił, że po prostu egzystują metafizycznie, równolegle i tym samym niesprzecznie aż trzy prawdy:

świento prawda, tys prawda i gówno prawda.

Formalnie natomiast definiując stwierdzić należy, że prawda to cecha sądów (opinii) polegająca na ich autentycznej zgodności z faktycznym stanem rzeczy którego dotyczą, jest po prostu stwierdzeniem oznajmującymbycie (istnieniu) określonego faktu.

Prawda to aksjologiczne dobro wyższego rzędu, którego najbardziej znanym i adekwatnym antonimem jest kłamstwo.

Przebogaty synonimicznie język polski „ubarwia” przeciwieństwo prawdy wieloma używanymi na co dzień określeniami jak:

łgarstwo, kłamstwo, fałsz, szarlataństwo, dwulicowość, oszustwo, macherstwo, kłamliwość, bałamuctwo, blaga, szachrajstwo, krętactwo, blagierka, machlojka, matactwo, oszukaństwo, blagierstwo, szacherka, cygaństwo, cyganienie, kuglarstwo, nieuczciwość, szalbierstwo.

Uff, sporo tego.

Panosząca się w bardzo wielu sferach życia społeczno-politycznego, a nawet wręcz rozszerzająca swoje wpływy wielce symptomatyczna filozofia Kalego swoje negatywne piętno odcisnęła również na prawdzie.

Nie należy bać się prawdy, albowiem prawda nas wyzwoli, in vino veritas, czyli w winie prawda, prawda w oczy kole – to znane nomen omen powszechnie prawdy.

Trawestując ks. J. Tischnera domorośli politykierzy, wręcz podłego gatunku prostytutki polityczne (mówiąc lamparcim dialektem: qrwy) całkowicie zdezawuowały pojęcie prawdy do następującego dychotomicznego dziwoląga: MOJA PRAWDA-TWOJA PRAWDA, łaskawie dodając trzeci człon w/w definicji, czyli GÓWNO PRAWDA.

Refleksyjnie odwołując się do słusznie minionych czasów panującego „miłościwie” systema komuchowskiego przypomnieć należy bezwzględnie egzekwowany wymóg pełnej akceptacji hasełka „kto nie z partią; ten przeciwko partyji” i najlepiej go wyalienować, zdekapitować i ostatecznie zutylizować. Kontynuacją tej „świetlanej” myśli było jej skorelowanie z inszym powiedzonkiem z czasów komuszego obergnoma tow. WIESŁAWA: „kto nie z Mieciem tego zmieciem”.

Chodziło o komuszy, milicjonerski szwarc charakter, czyli za czasów Gomuły o Mietka Moczara, a za czasów „nowożytnych” TW BOLKA o Mietka Wachowskiego, jego przybocznego kapciowego.

Tworząc swoisty polityczny aksjomat w postaci MOJA PRAWDA jest MOJSZA, osobnicy (czki) wygenerowali antonim TOLERANCJI, który złowieszczo jawi się w postaci TOTALNEJ NIETOLERANCJI !!!!. Wytworzony i funkcjonujący przez swoiste dewianckie „bractwo” względnie „towarzycho” w postaci: lewactwa, pedalstwa, marksistwa-lenistwa, liberalnego libertynizmu, zwulgaryzowanych lamparcich baboli i chłopoli etc; z całą mocą i konsekwencją przedstawiają realia świata jako wg ich żałosnej ideologii podlegających wyłącznie ichniej czyli MOJSZEJ RACJI.

Formalnie głosząc zasady TOLERANCJI, która winna funkcjonować w wszystkich aspektach życia społecznego (czyli politycznego również !!!) powyższa czereda, wataha wręcz hołota dyskwalifikuje jakiekolwiek inne poglądy oraz osoby uznające odmienną niż oni aksjologię. Zatem limes tej rzekomej tolerancji stanowią wyłącznie ramy ich dewianckich ideologii.

Każdy „odmieniec”, czyli nieaprobujący rozpropagandowaną quasi aksjologię jest traktowany jako ćwok, prostak, zacofaniec, faszysta, anty europejczyk ……. etc; epitetów, wulgaryzmów wraz z stosowanym ostracyzmem pełen wór.

Odmieniec” w najlepszym przypadku zasługuje na banicję, ale najlepiej należy wrzucić go jak onegdaj bł. ks. J. Popiełuszkę do wora, a wór do jeziora.

Alternatywnym rozwiązaniem jest także wykorzystanie lemparciej wunder waffe i w***********e takiegoż „odmieńca” w kosmos.

Zapewne paradoksalny brak jakiejkolwiek tolerancji, przy ustawicznym jej głoszeniu powyższej spodlonej hordzie absolutnie nie przeszkadza, ba jest wręcz kardynalnym wymogiem stanowiąc zwornik funkcjonalizmu rzekomej wyższości MOJSZEJ RACJI.

No, cóż – debilizm umysłowy, animalna nienawiść do inaczej pojmujących realia świata, czy wyznających inną ideologię jest jak widać niczym nieograniczony. Jak mawiał słynny A. Einstein jedynie głupota ludzka i kosmos są niczym nieograniczone, z tym że, posiadł on pewne wątpliwości dochodząc do wniosku, że słowo „niczym” odnoszące się do głupoty może być jednak nieadekwatne.

Całkowita uzurpacja – występująca w zgrai pod sztandarem MOJSZEJ RACJI – rzekomego posiadania wyłącznych uprawnień do głoszenia ex cathedra – co stanowi prawidłowość, a co jest jej zaprzeczeniem – jest ewidentnym świadectwem całkowitego oderwania się przez tę hordę od praw LOGOSU i kolokwialnie rzecz ujmując ………. kosmicznym odlotem.

To komediancka przywara i charakterystyka klaunów, których miejsce nie może stanowić arena politycznej walki, ale arena cyrkowa !!

Tam po prostu jest ich właściwe miejsce, a oklaskiwać ich będą bezwolne stada osłów, baranów oraz wytresowanych codziennymi przekazami dnia cyrkowych małp.

Aktualnie głoszona przez tychże koryfeuszy zła swoista „ewangelizacja” ma za cel doprowadzenie do całkowitego resetu dotychczasowych fundamentów kulturowych na jakich oparte jest polskie społeczeństwo. Niektórym dewiantom, którzy stawali się za nawet przywództwem tow. Edzia (czyli drzewiej lub onegdaj) członami zbrodniczej PZPR, nawet czasowa „solidarnościowa” partyjna odtrutka nie za wiele pomogła. Komusze miazmaty bowiem zalęgły się w ich mózgownicach ponadczasowo w kancerogenny sposób. Dotyczy to także osób, które zaliczając się formalnie do deistycznego grona w istocie rzeczy są w tym gronie „piątą kolumną” wrogów teokracji, czyli wspomnianej wyżej czeredy.

Nie można być jedynie cokolwiek w ciąży, czy konsumować jajeczko tylkoż cokolwiek nieświeże. Oksymorycznie znajdować się można w stanie niewierzącego wyznawcy ideologii czy religii; podobnież jak bywać nie praktykującym abstynentem Wielu osobników (czek) pozbawionych (z różnych względów) możliwości logicznego rozumowania i tym samym wyciągania adekwatnych wniosków nie widzi rzekomo nic zdrożnego w popieraniu padalców (ich danych osobowych dzisiaj nie wymieniamy, ale wiadomo o kogo chodzi) stojących po złej stronie mocy.

Osobie publicznie okazującej swoją religijną przynależność; o dziwo w wielu wypadkach nie przeszkadza oczywisty antyklerykalizm, apatriotyzm, czy głoszone i wdrażane w życie (np. Czaskowski i jego karta LGBT) debilne idee i różnorakie antywartości. Gdy chodzi o osoby, które z tego powodu mają łatwiejszy dostęp do finansowych „konfitur” – to aczkolwiek z tego względu jest to poniekąd „zrozumiałe” – to jednakże co najmniej etycznie nieaprobowalne. To wręcz zbrodnicze działanie wobec innych członków wspólnoty i oczywisty element destrukcyjny tej wspólnoty. Bardziej przyzwoitym byłoby dokonanie formalnej apostazji niż okrywanie się automatyczną anatemą za kolaborację m.in. z komuchami i neokomuchami w rozbijaniu jedności kościoła, którego jest się członkiem.

Oksymorycznie nie da się pogodzić przecież ognia z wodą; podobnież jak interesów agnostycznych z interesami osób zawierzających Bogu.

To sprzeczność absolutna i należy dla swojego własnego jestestwa w sposób jednoznaczny się samookreślić. A propos – komuchy to jednak zdumiewające dziwadła, albowiem niczym Don Kichot prowadzą ustawiczna fantasmagoryczną walkę. Jako zagorzali tzw. materialiści wywodzili i wywodzą nadal, że po prostu pojęcie takie jak Bóg nie może zasadnie funkcjonować, albowiem wg ich wiedzy, rozumowania i poglądów Boga po prostu nie ma i nigdy nie było.

No skoro komuch tak stwierdził – to z całą pewnością (dowody są na to różniaste) musi to być tzw. veritas absolutum.

Paradoksalnie te głupkowate komuchy zwalczają tegoż Boga jako przecież wg ich mniemania nieistniejący byt !!!!! Ha, ha, ha….

Przykrą jest konstatacja, że wśród członków wspólnoty religijnej funkcjonują osobniki (czki) usiłujące grać „na dwa fronty” tj. prezentujące i wyznające swoje