Proszono mnie bym zajął stanowisko w sprawie organizowania się „ludzi służb” w celu „obalenia rządu”.

No cóż? Witek Gadowski i Przemek Wojciechowski raczej nie przesadzają i nie wyolbrzymiają, ale ja jestem l’enfant terrible dla „ludzi służb”, którzy uznają mnie za wroga oraz zdrajcę. Napiszę jednak wprost: to jest całkiem możliwe, a przyczyny leżą nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz. Na zewnątrz, ponieważ przez dwadzieścia kilka lat tolerowano wybryki organizacji, która stworzyła własne państwo. Organizacja ta była idealnym wykonawcą usług dla każdego obcego, ukrywając się pod patriotycznymi hasłami. Pozwolono też, by służby, a szczególnie ich kierownictwo, były ustawiane przez siły zewnętrzne. Byłe, które nigdy w rezultacie nie były „byłymi” i „nowe”. Każda z tych sił realizowała wyłącznie interesy swoich mocodawców, bo po to została wykreowana. PiS usiłuje to zmienić. Właściwie nie cały PiS, bo tylko jeden jedyny minister nie maluje ruin. Cywile? Byłą ekipa z PO, poza kilkoma głównymi nazwiskami, ma się dobrze, awansuje, a w jednej z instytucji doprowadziła do usunięcia wszystkich, których PiS mianował od razu po wyborach. Wrócił nawet „demon przeszłości” o rozumie malutkim. Posiada on jednak ogromną umiejętność wchodzenia w tylną część ciała każdej ekipie. Poza tym i on i jego kukiełka nadają się do…Mniejsza o to.

W dodatku, ustawa dezubekizacyjna, która chroni w rezultacie grupę, o której mówią Witek i Przemek, napędziła jej zwolenników, a przede wszystkim pozwoliła tym ludziom na definitywne określenie „swoich” oraz „zdrajców”. Do tych ostatnich, niewątpliwie i ja należę. Jestem z tego dumny, bo czasem jest konieczne być „zdrajcą”. Szczególnie, gdy „patriotyzm” dla wielu oznacza „poddaństwo”. Instytucja odwoławcza tej ustawy – nie skorzystam z niej – pozwoli wyłącznie na oszukanie PiS i na skonsolidowanie się tej grupy, poprzez uzyskanie przyczółków. Niestety, PiS nie chce tego zrozumieć i dał się zmanipulować. Dlaczego? Nie będę teraz o tym pisał. Wspomnę tylko, że ktoś wspaniale rozpozna psychologię twórców tego aktu. Oby to jednak nie był „akt ostatni”. jeśli tak się stanie, to nie opuszczę strony, po której teraz jestem, lecz zejdę do jakiegoś podziemia i przypomnę sobie, jak należy walczyć z komuną. Lata osiemdziesiąte nauczyły mnie czegoś, ponieważ Wydział XI Departamentu I SB MSW nauczył mnie nie tylko zwalczać podziemie, ale także w nim działać. Tego moi ówcześni szefowie nie przewidzieli. Ja sam, zresztą, też nie spodziewałem się w roku 1990, że kiedyś ta nauka mi się przyda.