Od miesięcy jesteśmy bombardowani reklamami produktów przeciw znanej wszystkim chorobie. Zachwalana jest skuteczność i ich bezpieczeństwo. Najpierw okazało się, że produkty te nie są zbytnio skuteczne, bo nie ograniczają transmisji czynnika, a jedynie mogą łagodzić objawy. Potem okazało się, że z bezpieczeństwem pospiesznie przygotowanych produktów też coś jest nie tak i pojawił się opór społeczny. Zaangażowano celebrytów, ale to chyba też nie wypaliło, bo wciąż jest wiele osób wątpiących w cudowny medykament. Obecnie mamy kampanię strachu pomieszaną z kampanią przymusu, pozwoleniami na wyjazdy i wiele innych atrakcji, aby ludzie zechcieli dobrowolnie poddać się terapii. Produkt trzeba podać za wszelką cenę. To, że takie kampanie to nie nowość i koncerny są od lat zaprawione w bojach w tworzeniu produktów na często wymyślone problemy świadczą chociażby artykuły z 2009 r. Jak to się skończyło to wszyscy wiemy. Mimo to duża część społeczeństwa daje się zwieść nachalnej propagandzie, że koncerny działają dla naszego dobra, a nie dla zysku.
Martha Stout w książce: „Jak skutecznie bronić się przed socjopatami” wskazuje, że korporacje jako osoby prawne są zobowiązane do realizacji zysku. Nie mają one prawnego i moralnego obowiązku uwzględniania w swoich działaniach dobra pracowników, społeczeństwa, czy środowiska. Z kolei Joel Bakan w książce „Korporacja. Patologiczna pogoń za zyskiem i władzą” pisze, że „współczesna korporacja troszczy się wyłącznie o interes własny i nie jest zdolna do autentycznej troski o innych”. Brzmi znajomo? Czy ufalibyśmy człowiekowi o takich cechach? Czy uwierzylibyśmy człowiekowi bezwzględnemu, manipulującemu ludźmi, który chce nam sprzedać jakiś produkt, że robi to dla naszego dobra? Nie sądzę. Gdy zatrudniamy fachowca sprawdzamy referencje, patrzymy na wcześniejsze efekty jego działań. Dlaczego tego nie robimy w stosunku do korporacji i zgadzamy się na ich amoralne działania? Przykładów poświęcania interesów klientów dla własnych zysków jest mnóstwo.
Zdaniem Marthy Stout wiele korporacji kalkuluje ryzyko związane z chorobą, obrażeniami, a nawet śmiercią klienta jako koszt prowadzenia działalności gospodarczej. Gdy koszt odszkodowań jest mniejszy od kosztu wdrożenia środków zaradczych to często wybiera się niższy koszt. Zdrowie i życie klienta się nie liczy. Dzisiaj często słyszymy, jak rządowi akwizytorzy produktów przeciw znanej chorobie mówią, że pewnych zgonów należało się spodziewać, ale to nie zmienia faktu, że produkty są bezpieczne i należy je przyjmować. Tymczasem liczne dane pokazują, że za jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla zdrowia publicznego często odpowiadają firmy farmaceutyczne. W 2017 r. w USA stwierdzono 47 tys. zgonów na skutek przedawkowania opioidów. Firma, Purdue Pharma zachęcała lekarzy do przepisywania dużych dawek opioidów, lekceważąc ryzyko uzależnienia od tego leku. Nieetyczne praktyki firmy skończyły się licznymi sprawami sądowymi, zaś dyrektorzy firmy zostali skazani na karę grzywny w wysokości 634,5 mln dolarów. Innym przykładem jest lek przeciwdepresyjny wytwarzany przez GlaxoSmithKline. Wyniki badań klinicznych nie wykazały jego wyższości nad placebo. Dodatkowo firma ukrywała znaczną część danych dotyczących zwiększonego ryzyka samobójstw u nastolatków. Czy nadal chcemy wierzyć firmom farmaceutycznym, że ich produkty są dla naszego zdrowia?
Ktoś może powiedzieć, że teraz jest inaczej, bo o bezpieczeństwie zapewnia rząd. A czy znamy umowy rządu z firmami? Skoro produkty są bezpieczne, to dlaczego zwolniono producentów z odpowiedzialności. Jako społeczeństwo powinniśmy sobie zdawać sprawę, że w pewnych okolicznościach rządy mogą działać na szkodę tych, którzy rząd wybrali. Przyczyny są różne, od obyczajowych, korupcyjnych po przemożną chęć utrzymania się przy władzy. Wówczas znika kontrola nad działaniami korporacji. Rządy ulegają lobbystom, a szkodliwe produkty nie tylko nie są usuwane z rynku, ale często zachęca się, a nawet przymusza ludzi do ich zakupu i zażycia. Klasycznym przykładem długotrwałego utrzymywania się na rynku szkodliwego produktu jest DDT.
Dichlorodifenylotrichloroetan: organiczny związek z grupy chlorowanych węglowodorów. Stosowany jako środek owadobójczy w latach 1940-1960. Jest to związek trwały. W Afryce stosowany do walki z malarią. Początkowo uważany był za związek bezpieczny dla środowiska. Począwszy od 1962 r. zaczęły pojawiać się informacje o negatywnym wpływie na faunę, zwłaszcza ptaki, a także faunę morską. Wykazano, że DDT powoduje anomalie w budowie jądra komórkowego, mitochondriów oraz przedwczesny rozpad lizosomów w wątrobie szczurów. Obniżoną płodność i wzrost częstości poronień zaobserwowano u myszy, ptaków drapieżnych oraz troci wędrownej. DDT indukuje pęknięcia chromosomowe u cebuli (Allium cepa) oraz w liniach komórkowych ssaków. Przyjmuje się, że efekt DDT jest porównywalny z dawką promieniowania 25 radów. U myszy traktowanych DDT obserwowano istotny wzrost częstości pęknięć chromosomowych oraz uniwalentów. Stwierdzono utratę długiego ramienia chromosomu Y, mutageniczny efekt obserwowano także u Drosophila melanogaster i Neurospora crassa.
U człowieka DDT jest antagonistą receptorów adrenergicznych. Uznaje się go również za związek potencjalnie kancerogenny. W szczególności stwierdzono wpływ DDT na raka trzustki, wątroby i piersi. Badania wykazały wpływ na przedwczesne zakończenie ciąży, obniżenie jakości plemników.
W latach 1970. przeciętny mieszkaniec USA konsumował około 10 mikrogramów DDT dziennie. Gromadzenie się DDT wykazano w mleku matek karmiących, a także w jajnikach i jądrach. Według CDC czas połowicznego rozpadu DDT w ciele człowieka wynosi 6-10 lat. W 2005 r. CDC wykazało obecność DDT w próbkach krwi prawie wszystkich Amerykanów. Zawartość ta zaczęła spadać od momentu światowego zakazu używania DDT, który wprowadzono dopiero w 2004 r.
Czy w świetle tych przykładów powinniśmy wierzyć zapewnieniom rządów, organizacji międzynarodowych, koncernów, że obecne produkty przeciw znanej chorobie są bezpieczne?
Autor: prof. zw. dr hab. Roman Zieliński
Roman Zieliński jest profesorem biologii o specjalności genetyka z prawie 40-letnim doświadczeniem w pracy naukowej i dydaktycznej. Studiował biologię, ze specjalizacją genetyka, na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w latach 1971-1976.
Doktorat z genetyki (1980 r.) i habilitację z genetyki (1986 r.) uzyskał na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, tytuł profesora (1998 r.) również na UAM w Poznaniu. W 2007 r. został profesorem zwyczajnym. Tworzył od podstaw Katedrę Genetyki na Uniwersytecie Szczecińskim, która była jedną z pierwszych jednostek wprowadzających analizę PCR do badań genetycznych (1995 r.).
Stworzył Katedrę Genetyki na nowopowstałym Wydziale Biologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, gdzie pracował do 2014 r.
W ciągu 16 lat pracy na UWM działania Prof. Romana Zielińskiego doprowadziły do powstania jednostki zajmującej się genetyką molekularną i rozpoznawalnej na poziomie międzynarodowym. Potwierdzeniem wysokiej pozycji jednostki oraz dorobku Prof. Romana Zielińskiego było pozyskanie 9 międzynarodowych projektów badawczych, w tym koordynowanego przez Profesora, prestiżowego projektu w ramach 6 Programu Ramowego UE (Contract MTKD-CT-2004-509834) oraz sieci badawczej COST (FA0603).
Rangę kierowanej przez Prof. Zielińskiego jednostki podkreślały także liczne prośby o odbycie stażu z zakresu metod molekularnych w kierowanej przez niego Katedrze Genetyki. W latach 2004-2007 w Katedrze Genetyki przebywało 14 stażystów z różnych państw europejskich oraz kilkunastu stażystów z ośrodków w Polsce. W sumie Katedra Genetyki kierowana przez Prof. R. Zielińskiego współpracowała z 41 partnerami zagranicznymi uczestniczyła jako koordynator lub partner w 19 międzynarodowych konsorcjach badawczych.
Prof. zw. dr hab. Roman Zieliński ma duże doświadczenie dydaktyczne. Organizował i prowadził zajęcia z genetyki, diagnostyki medycznej, genetyki człowieka, cytogenetyki, biologii komórki, biologii medycznej, cytofizjologii, biologii molekularnej, genetyki molekularnej, ewolucji molekularnej, genetyki populacyjnej, mutagenezy, regulacji prawnych w biotechnologii. W trakcie pracy na UWM w Olsztynie prowadził zajęcia na trzech kierunkach studiów: Biologia, Biotechnologia oraz Pielęgniarstwo. Profesor R. Zieliński był promotorem 36 prac licencjackich, 49 prac magisterskich, 9 prac doktorskich, w tym pracy z zakresu nauk medycznych, obronionej na Akademii Medycznej w Lublinie.
Prof. R. Zieliński opublikował 110 artykułów naukowych w recenzowanych czasopismach międzynarodowych, 45 doniesień konferencyjnych, w tym 30 na konferencjach międzynarodowych, sporządził liczne raporty do Komisji Europejskiej i ekspertyzy dla jednostek prywatnych i państwowych, w tym dla Stoczni Szczecińskiej, jednostek policji, parków narodowych, szpitali. Prace Prof. R. Zielińskiego były cytowane 363 razy, a indeks H = 10.
Zostaw komentarz