Od kilku lat, tj. od czasu gdy pani Anna -”Heksa” otworzyła swój bar nad brzegiem Nogatu w Malborku, corocznie organizuje wiele zabaw w tym związaną z najkrótszą nocą w roku potocznie zwaną nocą świętojańską. Mimo, iż byliśmy z mężem każdorazowo na nią zapraszani, to dopiero 22 czerwca bieżącego 2019 roku udało się nam wziąć w niej udział.

Kochani, opisując ją jestem ciągle pod wrażeniem cudownej, radosnej i niepowtarzalnej atmosfery towarzyszącej tej zabawie.

Po dotarciu na miejsce trwało już plecenie wianków przez znajdujące się wokół stołów dzieci, dziewczęta i panie. Ja również dołączyłam do tego grona. Mimo, iż od dziesięcioleci tego nie robiłam, to w trakcie pracy szybko przypomniałam sobie jak się je wykonuje. Mimo upływu lat tego się nie zapomina. Okazało się, że przed wrzuceniem ich do wody miał się odbyć konkurs na najpiękniejsze trzy wianki.

Zaskoczyła nas ilość kwiatów znajdujących się na stołach. Organizatorka pani Ania „Heksa” musiała włożyć dużo wysiłku by przygotować taką ich ilość.

Następnie odbył się bardzo ciekawy konkurs dla wszystkich chętnych. Składał się on z pięciu części. Pierwsza polegała na tym, iż z należało oddzielić groch od fasoli które znajdowały się w jednym naczyniu, następnie podbiec do znajdującego się kosza z sianem i znaleźć ukryte w nim jajko, które trzeba było umieścić na długiej drewnianej łyżce. Kolejnym etapem było przeniesienie go do znajdującej się kilka metrów dalej drewnianej miski i bezpieczne położenie na dnie.

Po umieszczeniu go w misce zawodniczka podbiegała do oburęcznego ciężkiego miecza wbitego w ziemię i opierając głowę na jego rękojeści robiła wokół niego trzy okrążenia. Po tej czynności należało wyciągnąć go z ziemi i przeciąć nim znajdującą się nieopodal na pieńku główkę kapusty. Wygrywała ta zawodniczka która zrobiła te wszystkie czynności w najkrótszym czasie.

Śmiechu było co niemiara, bowiem każda z zawodniczek bardzo chciała wygrać, co powodowało wiele zabawnych sytuacji związanych z poszczególnymi konkurencjami. Schody zaczynały się od momentu przenoszenia jajka, a kolejne związane były z uniesieniem miecza i trafieniem w kapustę.

Zawody były bardzo wyrównane, bowiem dwie zawodniczki uzyskały taki sam czas i trzeba było robić dogrywkę o pierwsze miejsce.

Po zakończeniu zabawy powołane zostało jury składające się z trzech panów którzy mieli wybrać najładniejsze wianki. Przewodniczącym został mój mąż który ogłaszając wynik, powiedział iż sędziowie mieli bardzo trudny wybór bowiem wszystkie wianki były przepiękne, każdy w swoim rodzaju zasługujący na wyróżnienie. Trzy uczestniczki których wianki uznane zostały za najładniejsze otrzymały nagrody ufundowane przez właścicielkę baru panią Anię – „Heksę”.

Następnie pod jej przewodnictwem wszyscy udaliśmy się na most, by wrzucić je do wody. Idąca grupa z wiankami na głowie wyglądała niezwykle kolorowo, wzbudzając duże zainteresowanie wśród znajdujących się na trasie turystów.

Po dotarciu na środek mostu na komendę pani „Heksy” wszyscy którzy je mieli zdjęli je z głowy i wrzucili do wody, patrząc jak kołysząc się na falach, popychane przez wiatr powoli odpływają od mostu.

Ponieważ poproszono mnie bym opowiedziała o tradycji związanej z nocą świętojańską i wrzucaniem wianków do wody, po powrocie na scenie przygotowano mi miejsce z którego zapoznałam wszystkich z historią tego zwyczaju.

W kilkunastu minutowym wystąpieniu powiedziałam m.in. o tym, że rzucanie wianków do wody wywodzi się z wierzeń słowiańskich związanych z letnim przesileniem słońca. Obchodzone około 21-22 czerwca w czasie najkrótszej nocy w roku jako święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości. Powszechnie świętowano tę noc na obszarach zamieszkiwanych przez ludy słowiańskie oraz na obszarach zamieszkiwanych przez ludy bałtyckie, germańskie i celtyckie, a także przez część narodów ugrofińskich, np. Finów (w Finlandii jest jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu) i Estończyków. Na Łotwie i Litwie dzień 24 czerwca jest wolny od pracy.

W zależności od regionu Polski różnie było nazywane. Na Podkarpaciu i Śląsku było znane jako sobótka lub sobótki, na Warmii i Mazurach palinocka. Mazowsza i Podlasia nazwa Noc Kupały, kupalnocka. Obecnie przyjęła się nazwa noc świętojańska.

Nie ma wielu informacje na temat obchodów tego święta przez Słowian, ponieważ Kościół obchody te początkowo zwalczał, później nadał im nowy sens, wyraz i symbolikę chrześcijańską. Stąd późniejsza wigilia św. Jana-potocznie zwana też nocą świętojańską. Z przekazów ludowych i zwyczajów które dotrwały do naszych czasów wynika, że w trakcie radosnych zabaw odbywały się różnego rodzaju wróżby i tańce. Rozpalano ogniska, w których palono zioła. Skakanie przez nie jak i tańce wokół nich miały zapewnić świętującym zdrowie i urodzaj, oczyszczać, chronić przed złymi mocami i chorobą. W ogniu składano również ofiary ze zwierząt dla bogów.

Tej nocy młode dziewczęta i chłopcy poszukiwali na mokradłach kwiatu paproci, którego znalezienie dawało bogactwo, siłę i mądrość. Zdobycie rośliny nie było łatwe – strzegły jej widzialne i niewidzialne straszydła, czyniące straszliwy łoskot, gdy tylko ktoś próbował się do kwiatu zbliżyć. W niektórych regionach wierzono, że do święta Kupały nie można kąpać się za dnia w rzekach, strumieniach czy jeziorach, natomiast kąpiel po zmroku lub przed wschodem słońca leczyła rozmaite dolegliwości, jako że woda była wówczas uzdrawiającym żywiołem należącym do księżyca.

Ta noc była również nocą łączenia się w pary. Niegdyś kojarzenie małżeństw należało do głowy rodu oraz starszyzny rodu i wynajmowanych przezeń zawodowych swatów. Ale dla dziewcząt, które nie były jeszcze nikomu przyrzeczone i pragnęły uniknąć zwyczajowej formy dobierania partnerów, noc Kupały była szansą zdobycia ukochanego. Młode niewiasty plotły wianki z kwiatów i magicznych ziół, wpinały w nie płonące łuczywo i w zbiorowej ceremonii ze śpiewem i tańcem powierzały wianki wodom rzek i strumieni. Jeśli wianek został wyłowiony przez kawalera, oznaczało to jej szybkie zamążpójście. Jeśli płynął, dziewczyna nieprędko miała wyjść za mąż. Jeśli zaś spłonął, utonął lub zaplątał się w sitowiu, wróżyło to staropanieństwo.

Często bywało tak, że poniżej czekali chłopcy, którzy od dziewcząt wiedzieli jak wygląda wianek i szukali tylko jego. Pozostali niewtajemniczeni próbowali wyłapywać pozostałe. Każdy, któremu się to udało, wracał do świętującej gromady, by zidentyfikować właścicielkę wianka. W ten sposób dobrani młodzi mogli kojarzyć się w pary bez obrazy obyczaju, nie narażając się na złośliwe komentarze czy drwiny. Owej nocy przyzwalano im nawet na wspólne oddalenie się od zbiorowiska i samotny spacer po lesie.

Opowiadając o zwyczajach nocy Kupały nawiązałam również do tego, że święto przesilenia letniego obchodzone było nie tylko wśród ludów słowiańskich, W Czechach, tak jak w Polsce, skakano przez ogniska, co miało oczyszczać oraz chronić przed wszelakim złem i nieszczęściem. Zasuszone wianki z bylicy zakładano na rogi bydłu, by ustrzec je przed chorobami i urokami czarownic.

Serbowie od dogasających o świcie ognisk zapalali pochodnie i obchodzili z nimi zagrody i domostwa, co chronić miało przed złymi duchami.

W Skandynawii palono ogniska na rozstajnych drogach albo nad brzegami jezior, wierząc, że woda, w której koniecznie należało się zanurzyć, miała podówczas właściwości lecznicze.

Według przekazów, w Rosji przez ogień skakały pary niosące na ramionach figurkę Kupały (przedstawiającą raczej już wówczas znanego pod tym przydomkiem Jana Chrzciciela, niż domniemane bóstwo miłości). Jeśli w trakcie tego zabiegu figurka wpadła do ognia, młodym wróżono rychły koniec miłości.

W Grecji, przy okazji skoków, najpierw dziewczęta, a później chłopcy ogłaszali, że zostawiają za sobą wszystkie swoje grzechy.

W noc przesilenia letniego ogniska płonęły również na ziemiach północnej Afryki zamieszkanej przez muzułmanów.

Na zakończenie swego wystąpienia zwróciłam uwagę na to, że mając tak piękne święto jak noc świętojańska niepotrzebnie daliśmy narzucać sobie obce nam kulturowo święto walentynek.

Po moim wystąpieniu rozpoczęła się nauka dawnych tańców których uczyły obecnych ubrane w przepiękne dawne stroje panie: Paulina Brodzik, Marta Korwowska i Alina Welka wszystkie reprezentujące Bractwo Rycerskie XXVI Chorągwi Zamku Bratian i Nowego Miasta Lubawskiego.

Zabawa była pyszna. Wszyscy bawili się znakomicie, mimo że nie było zgrania pomiędzy parami bowiem niektórzy mylili kroki. Przez cały czas przygrywała muzyka, przygotowana przez disc jockeya odpowiednia do sytuacji, tworząca nastrój.

Gdy zapadł zmrok rozpalono ognisko a uczestnicy zabawy chętnie przez nie przeskakiwali. Była też tzw. grupa połykaczy ognia, którzy prezentowali swoje umiejętności. Wśród nich była pani Ania.
Cały czas nad nami krążył dron z kamerą filmując imprezę.

Ponieważ w Malborku mało się dzieje, dlatego uważam, iż taka impreza jak noc świętojańska powinna być oczkiem w głowie władz Malborka, tym bardziej, że miejsce jest cudowne, a oprócz świetnej zabawy można skonsumować znakomite potrawy przygotowane i serwowane przez właścicielkę oraz jej uprzejmy personel.

Dziękuję w imieniu własnym, męża i uczestników biorących udział w nocy świętojańskiej pani Ani-„Heksie” i wszystkim którzy przyczynili się do zorganizowania tak znakomitej imprezy. Mieszkańców Malborka oraz turystów zapraszamy do „Karczmy U Heksy”. Naprawdę warto.

Foto:Zdzisław Borodziuk