Każdy zapewne z P.T. Czytelników zakonotowywuje w swojej pamięci niesłychaną, codzienną dynamikę wszelakich zmian inowacyjnych i to nie tylko w zakresie techniki czy też technologii, ale także w szerokim ujęciu życiu społeczno-gospodarczym. Ponad wiek temu szokował ludzkość wynalazek telewizji i jej późniejsze rozpowszechnienie. Cezurą cywilizacyjną zarówno w pozytywnym jak i negatywnym aspekcie było okiełznanie energii jądrowej, a następczo termojądrowej.

Telewizja, a także olbrzymie nakłady drukowanych gazet spowodowały skurczenie się naszej planety Ziemia do prawie mikroskopijnie rozmiarów; naturalnie w wydaniu informacyjnym. Ziemia jak to onegdaj określano stała się po prostu jedną wielką wioską. Kolejna atomizacja tejże wioski została przeprowadzona na naszych oczach (tj. starszych PESELi) za sprawą olbrzymiego progresu w wykorzystywaniu i ustawicznym udoskonalaniu sensu largo informatyki i instrumentarium z tą techniką koherentnie powiązanych. Powyższe daleko idące zmiany cywilizacyjne w sposób oczywisty zaskutkowały prawie że ostatecznym upadkiem słynnej instytucji pt MAGIEL. Dosłownie łza się w oku kręci na wspomnienie o tej jakże doskonałej w zaprzeszłych latach instytucji pozwalającej na szybkie uskutecznianie wymiany informacji. Z muzealnym takoż rozrzewnieniem, a nawet serdeczną nostalgią wspomnieć należy o specyficznej feministycznej atmosferze wówczas tam panującej, także ówczesnym hejterstwem. Zauważyć bowiem należy, że klientela magla sprowadzała się prawie do jej dominującego, wręcz monopolistycznego charakteru w jego człeczkowatym wydaniu, kolokwialnie rzecz ujmując nobliwych niewiast. Człeki, czyli męska formuła, względnie odmiana bywały w maglowych pomieszczeniach wręcz rarytasem, względnie pojawiającym się owocem cytrusowym z okazji świąt „rzucanych na rynek” przez dobrotliwą z nadania Moskwy „wadzę”. I komu to przeszkadzało….. to se ne vrati Pane Havranku.

Ażeby stosownie „rozkminić” tę specyficzną i to wcale nie duszną ale przesiąkniętą naftaliną maglową atmosferę winniśmy sobie przypomnieć o wielkiej różnorodności tematyce jaka była ówcześnie poruszana w wielce burzliwych często dyskursach. To właśnie z maglową atmosferą trafnie kojarzymy etymologiczne znaczenie słynnego powiedzonka:

jedna Pani rzekła drugiej Pani…”

A dalej to już samo poleciało. Szczególną estymą, a także niesłychanym poważaniem ubogaconym olbrzymim elementem zaciekawienia cieszyła się tematyka (nomen omen) stosunków damsko-męskich i to w różnorakich konfiguracjach. Uczestniczki maglowych dysput były na bieżąco doskonale poinformowane o różnorakich odwiedzinach najbliższych sąsiadek przez człeków w różniastym wieku i wykonywanej profesji. Możliwa była nawet temporalna weryfikacja czasu ich trwania, a w szczególności długości wizyt listonosza…..

Gradacyjnie na niższym szczeblu było tzw. obgadywanie różnorakich zachowań, ubierania się, czy też nawyków żywieniowych zarówno rodziny jak i bliższych czy też dalszych sąsiadów mieszkających na dalszych ulicach. Bezsprzecznie tematem number one były zdrady małżeńskie oraz liczba aktualnych kochanków sąsiadki spod np. nr 19. Męskie single, które także uczestniczyły w takowych harcach, absolutnie nie mogły liczyć na jakiekolwiek pobłażanie w wyliczankach ilości kochanek ich odwiedzających. Po prostu stałe bywalczynie magla prowadziły dla własnej rozrywki skrupulatną kartotekę, prawie że wyspecyfikowaną księgowość. Każda z bywalczyń była także wybitną ekspertką od wychowania swojej i cudzej progenitury, systemu szkolnictwa każdego szczebla, wyższego absolutnie nie wyłączając, a także zagadnień politycznych. Charakterystyka sąsiedzka odnosząca się do afirmacji komuszej władzy, bądź przeciwnie opozycyjnej afiliacji przez bliższych i dalszych „somsiadów” bywała rzecz jasna przedmiotem esbeckiego zainteresowania.

Aktualnie liczba magli spadła w sposób dramatyczny, a wraz z takowym upadkiem tradycji spadła także liczba ich bywalczyń. Warto jednak mimo wszystko odwiedzić jeszcze jako tako funkcjonujący najbliższy magiel celem uzyskania informacji w inszych instytucjach zastrzeżonych, dyskrecjonalnych, a nawet wręcz tajnych. Wystarczy przyłożyć po prostu ….. ucho.

Przykładem takowej trafności niechaj będzie wielce tajemna informacja pochodząca ze sprawdzonych agenturalnie źródeł bliskich funkcjonowania Rady (nie)Doskonałości (nie)Naukowej jaką uzyskał nasz redakcyjny kolega. Powielamy zatem w tym miejscu tę maglową, elektryzującą co poniektórych informację bowiem odnosi się ona do znanych nam wszystkich huncwotów i egotycznych do kosmicznej n-potęgi samochwalców; czyli do Bogusia Śliwerskiego oraz Mareczka Wrońskiego.

Podejmując defensywne kroki mające na celu uniknięcie co najmniej strat wizerunkowych u mieszkańców TENKRAJU, a także ewentualnie dotkliwych strat materialnych herszt RDN wraz ze swoim przydupasem Arturkiem Woźniakiem wykoncypowali sobie, że w/w spodlony duet wyrzucą po prostu z jadących sań. Uczynią to wzorem dawnych podróżnych, którzy zażywając zimową porą urokliwej sanny zostali napadnięci przez sforę zgłodniałych wilków. Historia wielu takich przypadków poucza, że to bardzo skuteczna obrona swojego żywota.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

17.11 2024

rys. pixabay