Nazywanie Tymochowicza „więźniem politycznym” to potwarz wobec tych, którzy faktycznie nimi byli. I to nawet po 1989 roku. Czy jednak jest to ofiara układu?

Od momentu zatrzymania Tymochowicz przedstawiany jest jednostronnie. Nawet w opublikowanym na stronach Pressmanii tekście podkreśla się, że był w swoim czasie doradcą medialnym i politycznym m.in. Andrzeja Leppera i Janusza Palikota.

Tymczasem ani słowa o tym, czym faktycznie zajmował się Tymochowicz.

I z czego żył na poziomie o wiele wyższym od średniego.

A przecież właśnie tu, pośród kręgu jego byłych klientów, być może tkwi odpowiedź na pytanie, dlaczego „mistrz wizerunku” znalazł się w areszcie i to pod tego rodzaju zarzutami, które mogą doprowadzić do śmierci bądź kalectwa osadzonego.

W więzieniu bowiem istnieje ścisła hierarchia czynów, od której to zależy traktowanie współwięźnia.

Pedofil jest na samym dnie. Niżej nawet, niż policjant czy prokurator.

W marcu 2018 roku media donosiły:

Praska prokuratura wyjaśnia atak na Piotra T. Wiele wskazuje na to, że mężczyzna został pobity w areszcie śledczym. Śledczy zwrócili się również o wzmocnienie ochrony mężczyzny.

Piotr T. jest podejrzany o posiadanie i rozpowszechnianie materiałów o treściach pedofilskich. Od czasu zatrzymania mężczyzna przebywa w areszcie na warszawskiej Białołęce. To właśnie tam miało dojść do incydentu z udziałem innego aresztanta. Jak podaje tvnwarszawa.pl, dusił go i groził śmiercią. Straszył również, że ma przy sobie nóż. Interweniowali strażnicy, którzy rozdzielili mężczyzn.

https://wiadomosci.wp.pl/znany-specjalista-od-wizerunku-pobity-w-areszcie-wzmocniono-ochrone-6230244867135105a

Zarzuty, jakie przedstawiła mu prokuratura, dotyczą posiadania w celu rozpowszechniania materiałów pedofilskich.

Cytowany tekst zawiera jednak wątek zapomniany medialnie. Szkoda, bowiem on właśnie sporo może wytłumaczyć.

– Jestem zbulwersowana postawą strażników – mówi mecenas Hoa Dessoulavy-Śliwińska w rozmowie z tvnwarszawa.pl, która reprezentuje Piotra T. Według niej do incydentu doszło na oczach funkcjonariuszy, którzy nie zareagowali od razu.

Adwokat wiąże atak na Piotra T. z przesłuchaniem w prokuraturze, które trwało sześć godzin. Wówczas podejrzany składał obszerne wyjaśnienia, wskazując nazwiska osób, które przez lata groziły mu. Zdaniem mężczyzny byli to funkcjonariusze służb specjalnych. Jak twierdził Piotr T., próbowali go „zwerbować”.

– Piotr T. jest tymczasowo aresztowany od ponad czterech miesięcy, ale dopiero teraz, dzień po przesłuchaniu, został zaatakowany – zwraca uwagę mecenas Hoa Dessoulavy-Śliwińska, sugerując, że pobicie w areszcie nie jest przypadkowe.

(op. cit.)

Tymochowicz jest kopalnią informacji dla każdej ze służb.

I nie tylko krajowych.

A także dla ludzi ze WSI.

Jego klienci uczyli się bowiem sztuki kierowania ludźmi, czyli… metod wywierania wpływu na społeczeństwo.

Pośród jego „uczniów” znaleźć można nawet ludzi powiązanych z handlem „żywym towarem” oraz liderów organizacji pozarządowych, mających charakter antypisowskich bojówek.

A także sporo urzędników samorządowych, szczególnie na południu Polski.

Wystarczy znać metody i ich efekty, aby doszukać się wpływów Tymochowicza w zachowaniu osób, którym za pomocą lansowanych przez niego metod wyprano mózgi.

Ot, słynna „Ruda” na przykład, czy też kopiący w barierki policyjne los starcos desperados Pawła Kasprzaka.

Oczywiście nie oni byli szkoleni, ale ci, którzy zrobili z nich lewackie intelektualne zombi.

Co ciekawe, pośród absolwentów kursów Tymochowicza można odnaleźć również młodych prawników.

Tymczasem cały ten mocno śmierdzący aspekt pomija się, lansując tezę o „prześladowaniu politycznym”.

Najwyraźniej za to, że Tymochowicz ongiś ukształtował medialną sylwetkę ś. p. Leppera.

We wspomnianym wyżej tekście opublikowanym na stronie www. presmania.pl czytamy:

W mediach powiedziałem o jedno zdanie za dużo. Że znam treść kaset nieopublikowanych, tych podsłuchowych. Nie musiałem długo czekać, następnego dnia miałem wizytę 9. policjantów w domu i wywrócono mi dom do góry nogami. – mówił Piotr Tymochowicz w 2015 roku w internetowym programie „Kanapa”, odnosząc się do afery podsłuchowej, która skompromitowała polski rząd.

Kanapa, o której wspomina Tymochowicz, pochodzi z 19 listopada 2015 roku, raptem tydzień po inauguracji Sejmu IX (czyli obecnej) kadencji.

Poza wszelką wątpliwością opisane zdarzenia miały więc miejsce jeszcze za rządów PO-PSL.

Składając wyjaśnienia w sądzie Tymochowicz powiedział:

– Byłem szantażowany wysoki sądzie, dlatego, że nie zgodziłem się nigdy w swoim życiu na żadną współpracę z żadnymi służbami i za to byłem szykanowany przez wiele lat. Pan P. To pierwszy człowiek, który mnie straszył, że można mnie zniszczyć w dwojaki sposób. Albo podrzucając mi narkotyki, albo zarzucając mi pedofilię. Prywatnie zaprzyjaźniłem się również z Julią Tymoszenko i jej córką. Agent służb – Adam Ch. chciał zmusić mnie do podpisania kontraktu gazowego między jego firmą a panią Julią Tymoszenko. Nigdy się na to nie zgodziłem. Sprawy paliwowe wydawały mi się zawsze brudnym interesem. Nie miałem zaufania do pana Ch. Mówił później, że mnie zniszczy. Szantażował mnie. W Polsce tacy ludzie, jak agent Ch. byli zainteresowani moją przyjaźnią ze ś. p. Aleksandrem Gudzowatym. U Aleksandra bywałem regularnie. Raz na miesiąc, czasami częściej – raz na dwa tygodnie. Ja byłem zawsze lojalny wobec swoich przyjaciół i natychmiast poinformowałem Aleksandra, że jest zainteresowanie ze służb, żebym przeforsował jakieś kandydatury w jego firmie. Nigdy się na to nie zgodziłem.

 (19 października 2018 r.)

Tymczasem portal wPolityce.pl przedstawia sprawę zupełnie inaczej:

Sąd wymierzył Tymochowiczowi karę łączną 3 lat więzienia za „posiadanie w celu rozpowszechniania” pornografii dziecięcej i za posiadanie treści pornograficznych, które miał przewozić za granicę, m.in. do Kambodży i Japonii. Oskarżony musi także zostać objęty „programem terapii dla prewencyjnych sprawców przestępstw przeciwko wolności seksualnej”, bo biegli seksuolodzy stwierdzili, że ma on zaburzenia preferencji seksualnych. Oskarżony został także obciążony kosztami sądowymi. Wyrok jest nieprawomocny.

(…)

Sędzia Garstka-Gliwa powiedziała, że wydając wyrok, brała pod uwagę opinie biegłych informatyków (w sumie było ich siedem), a także oparła się na „dowodach osobowych”. Stwierdziła, że „wina oskarżonego nie budzi żadnych wątpliwości”, dlatego wnioski obrońców o uniewinnienie nie mogły zostać uwzględnione. Wymiar kary argumentowała wysoką szkodliwością czynu oraz liczbą, regularnością i wielokrotnością popełnianych przestępstw. Uznała także, że oskarżony działał „z wyjątkowo błahych pobudek zaspokojenia swojego popędu płciowego”.

„Oskarżony jest osobą niepoprawną, która wykazuje lekceważącą postawę dla obowiązujących norm prawnych”.

Garstka-Gliwa powiedziała, że kara 3 lat pozbawienia wolności jest karą „w dolnych granicach”, bo Tymchowiczowi groziło od 2 do 12 lat więzienia. Sąd uznał także, że 4 lata i 6 miesięcy więzienia, których żądał prokurator, to „kara rażąco surowa”, m.in. ze względu na wcześniejszą niekaralność oskarżonego.

Piotr Tymochowicz został zatrzymany pod koniec października 2017 roku. Przyjechał wówczas z Kambodży, by w hotelu na warszawskim Okęciu prowadzić szkolenie dla pracowników firmy ubezpieczeniowej.

Zarzuty, za jakie stanął przed sądem, były konsekwencją śledztwa prowadzonego od 2015 roku. Podczas międzynarodowej policyjnej akcji antypedofilskiej o kryptonimie RINA w domu Piotra Tymochowicza zabezpieczono komputery i nośniki pamięci, z których biegli informatycy odzyskali ponad 3,5 tys. skasowanych wcześniej plików z pornografią z udziałem dzieci. W jego telefonie z ponad tysiąca zakładek odnoszących do stron internetowych, trzy miały przekierowywać na strony z treściami pedofilskimi.

Jak przypomniała sędzia Garstka-Gliwa, niemiecka policja śledziła w Internecie plik pornograficzny z udziałem około pięcioletniej dziewczynki. Ten plik miał być pobierany, a także rozpowszechniany za pomocą programu aMule z adresu IP przypisanego właśnie Tymochowiczowi.

Tymochowicz w toku śledztwa ani później przed sądem nie przyznawał się do winy. Sugerował, że treści, o których posiadanie jest oskarżony, mogły mu zostać podrzucone. Wymieniał także osoby, które mogły to zrobić. Podczas ostatniej rozprawy powiedział, że ”żadnego z zarzucanych mu czynów nie popełnił”.

(…)

Sąd przypomniał, że Tymochowicz i wielu świadków (rodzina, przyjaciele) powtarzali, że prowadził on dom typu otwartego, w którym szkolił ludzi i każdy mógł korzystać z jego sieci internetowej, a także komputerów i pendrive’ów, chociaż żaden ze świadków nie potwierdził, że brał od niego taki sprzęt.

Wiarygodność Tymochowicza według sądu podważa też ta część jego wyjaśnień, w której twierdził, że jest „laikiem komputerowym” i nie potrafiłby ściągnąć filmu z Internetu. Sąd zauważył, że oskarżony prowadził kiedyś w telewizji program „Halo, komputer!”, gdzie przedstawiał się w roli eksperta, a obecnie prowadził kanał na YouTube i regularnie zamieszczał filmy.

Obrona podważała z kolei rzetelność i wiarygodność opinii ekspertów z dziedziny informatyki, którzy wydawali opinię. Zarzucano także brak odpowiedniego zabezpieczenia sprzętu, a także brak przeprowadzenia „analizy powłamaniowej” sprzętu.

Biegli nie ujawnili żadnych zainfekowanych plików systemu operacyjnego, które mogłyby w jakikolwiek sposób doprowadzić do pojawiania się samoistnie na monitorze treści pornograficznych. Ponadto biegły powiedział, że przy pojedynczych wgranych plikach włamanie jest możliwe, ale przy tak dużej ilości plików nie ma mowy o przypadku – zauważyła sędzia.

Z dysków należących do Tymochowicza odzyskano około 200 GB plików z dziecięcą pornografią. Jak podała sędzia, nie trzeba było powoływać biegłego antropologa, bo na filmach i zdjęciach były dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, a także dwa ze zwierzętami i z użyciem przemocy. Na dyskach były także zdjęcia Tymochowicza i pliki pornograficzne, które nagrywał ze swoją partnerką z Kambodży, co pozwoliło na ustalenie ich użytkownika.

Sąd przypomniał także, że największe pobranie pornografii miało nastąpić 25 czerwca 2015 roku. Według prokuratury Piotr Tymochowicz pobrał w ciągu jednej nocy 53 GB filmów i zdjęć z dziecięcą pornografią. Kilka minut po zakończeniu ściągania do domu oskarżonego w ramach akcji RINA wkroczyła policja. Pornopliki były już umieszczone w koszu, a w nocy w domu przebywał tylko oskarżony i domownicy.

https://wpolityce.pl/kryminal/420434-tymochowicz-skazany-za-dziecieca-pornografie

Przyznam, że na pierwszy rzut oka uzasadnienie sądu robi solidne wrażenie.

Dopiero po chwili widać, że postępowanie Tymochowicza opisane przez sędzię Garstkę-Gliwa jest pozbawione sensu.

Otóż facet całą noc ściąga materiały pedofilskie w ogromnych rozmiarach (53GB) po to tylko, by je umieścić w koszu.

Zachowanie godne kretyna, prawda?

Oczywiście można Tymochowicza nie lubić (jak ja na przykład), ale to jeszcze nie powód, by uważać go za idiotę.

Co więcej, 200 GB materiałów pedofilskich w kontekście powyższego ustalenia oznacza, że mogły trafić na twarde dyski Tymochowicza maksymalnie w ciągu dwóch dni, a nawet kilkunastu godzin w zależności od aktualnej prędkości łącza.

Jeśli jednak założyć włamanie dokonane przez profesjonalistę, którego poziom wiedzy przekracza poziom biegłych, to po pokonaniu zabezpieczeń umieszczenie takiej ilości danych można dokonać w ciągu kilkudziesięciu sekund, góra kilku minut!

Haker bowiem nie posługuje się tym samym systemem, do którego dokonał włamania.

W tym kontekście ważne jest, gdzie zostały odnalezione.

Czy pliki te również zostały odzyskane z kosza?

Natomiast konstatacja, iż Tymochowicz zna się na komputerach, bowiem prowadził program „Halo, Komputer” budzi wesołość.

Faktycznie, Tymochowicz prowadził taki program…ale w latach 1980-tych!

To tak, jakby rolnik całe życie powożący konnym wozem był uznany przez sąd za… kierowcę rajdowego.

Pamiętajmy, że czasy się zmieniają.

O ile jest niemal pewne, że Lepper został zamordowany, to trzeba pamiętać, że teraz metody stały się bardziej subtelne, co nie znaczy, że mniej skuteczne.

Zamiast ryzykować, że służby w końcu dorwą mordercę (30 lat przedawnienia = 30 lat niepewności) lepiej i wygodniej jest doprowadzić do „śmierci cywilnej” wroga.

Skazany za rozpowszechnianie pornografii dziecięcej Tymochowicz będzie budził odrazę.

Cokolwiek, i kiedykolwiek powie, będzie lekceważone i traktowane jako próba „odegrania się” wyjątkowo odrażającego przestępcy.

Można również zakładać, że pobyt pod celą będzie na tyle traumatycznym przeżyciem, że Tymochowicz sam targnie się na życie, albo też po wyjściu z więzienia będzie wrakiem, bojącym się wszechwładnych Onych.

Celem hipotetycznej „operacji Tymochowicz” jest bowiem unieszkodliwienie potencjalnego źródła informacji.

17.11 2018