Mój redakcyjny kolega Marcin Wyrwał przechodził przez kolejny seans nienawiści urządzony przez prymitywnych rządowych propagandzistów. Marcin postanowił na to, co go spotkało nie reagować. Pewnie ma rację. Ja jednak pozwolę sobie sprawę opisać (Marcin – wybacz, ale trzeba tych prymitywów piętnować).
Sprawa jest banalna. Oto Marcin zrobił zdjęcie haubicy, która wieziona była na niskopodłogowej platformie gdzieś w Ukrainie. Jako, że była to jedna z przekazanych Ukrainie przez Polskę haubic Krab zdjęcie to zamieścił w sieci z komentarzem, że oto nasz sprzęt jest już w Ukrainie. Post powyższy Marcin zamieścił wiele godzin po zrobieniu zdjęcia. Mimo to podniósł się wrzask, że oto Marcin publikując takie zdjęcie wskazuje Rosjanom cel. Marcin wyjaśnił, że lokalizacja (zakładając, że Rosjanie na podstawie jednego zdjęcia zdołaliby je określić) była nieaktualna już kilka minut po zrobieniu zdjęcia. Na kolejne pytania odparł, że zdjęcie wrzucił do sieci wiele godzin po jego zrobieniu.
Aparatczycy rządowego agitpropu przeczytawszy o „kilku minutach” a następnie „wielu godzinach” uznali, że oto Marcin kłamie. Nienawiść (albo niski iloraz inteligencji, albo kombinacja obydwu) nie pozwoliła im pojąć, że lokalizacja była nieaktualna po paru minutach, a zdjęcie pojawiło się w sieci wiele godzin po jego zrobieniu. Ot i cała tajemnica. Wystarczyło włączyć mózg by zrozumieć.
Podobnie nawet śladowy iloraz inteligencji pozwoliłby stwierdzić, że zdjęcie przedstawiające obiekt X w miejscu Y bez podania daty i godziny zrobienia zdjęcia oraz dokładnego kierunku, w którym obiekt jechał nie pozwala na stwierdzenie gdzie jest i go zbombardować. To tak jakby uznać, że skoro widziano mnie (powiedzmy że nawet z podaniem dokładnej godziny) na trasie wylotowej z Warszawy w kierunku zachodnim to można stwierdzić gdzie się obecnie znajduję i czy jest to Poznań, Bydgoszcz czy może Zielona Góra. Już nie wspomnę, że aby trafić we mnie rakietą należałoby ową lokalizację znać z dokładnością do powiedzmy 25 metrów.
No i oto czytam wpis „redaktora” tygodnika „Sieci”, który w oparciu o powyższą historię nazywa mojego redakcyjnego kolegę „szpiegiem” (w zasadzie należałoby go za to wręcz pozwać). Czytam komentarze pracownika naukowego UJ, który aż kipi z oburzenia na Marcina. Odnotowuję, że w nagonce bierze udział mój znajomy (niegdyś kolega) – analityk obecnie na służbie PiS (były Kolego – rozumiem spore alimenty, ale nawet alimenty nie usprawiedliwiają tego, co robisz).
Rozumiem, że Marcinowi nie chciało się dyskutować z troglodytami Ale ja nie potrafię i chce owym troglodytom powiedzieć, że gardzę Wami.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).
Zostaw komentarz