Szanowni Państwo, prosze nie podrzucać mi i nie pytać o sprawę listu otwartego autorów wydawnictwa Editions Spotkania. Nie obchodzi mnie to, bo moja współpraca z wydawnictwem była z mojej strony inwestycją intelektualną o czym wielokrotnie mówiłem i nie biorę pieniędzy z wydanych książek. Nie rozumiem, dlaczego ktoś uważa, że ta sprawa rykoszetem uderzy we mnie, chociaż wiem o plotkach, które się pojawiły. Obecnie, jestem w sytuacji, w której mam to gdzieś. Dziś mówiłem to wszystko, co napisałem wyżej i poniżej niektórym sygnatariuszom owego listu. Nie chcę być w to wmieszany. To ja ryzykowałem i ryzykuję nadal. Jeśli Państwo uznaliście mnie na podstawie tego listu za „prowokatora podstawionego przez wymienionych w liście środowisko moich byłych szefów”, to nic nie poradzę, ale proszę byście przedtem odpowiedzieli sobie na następujące kwestie:

1. Czy moje wystąpienia w sprawie Smoleńska, autostrad, Andrieja Persony-Kononienko, morderstwa ks. Jerzego Popiełuszki i wiele innych nie zasługują na ukaranie mnie?
2. Czy w roku 1992 ktoś znał rolę ag. ps. „Tomek” (Rudolf Skowroński) lub wiedział kim jest płk Aleksander Makowski, skoro „ludzie Macierewicza” nie zostali wpuszczeni do archiwum „Jedynki”?
3. Dlaczego nie zwrócono uwagi na postać Jarzembowskiego, który wciągnął w to pana Jeglińskiego, przybyłego świeżo z Francji, po wieloletniej emigracji?
4. Dlaczego nie wysłuchano kilku wypowiedzi sprzed paru lat, w których pan Jegliński mówił o tym i o swoich francuskich kontaktach z Rudolfem jako organizatorem przerzutów dla polskiego podziemia, autoryzowanym przez Brukselę i TKK?
5. Dlaczego ta sprawa została upubliczniona w chwili wydania „Resetu” i czy czasem nie ma na celu deprecjacji tej książki?
6. czy planowana przeze mnie książka i film o sprawie „Setti”, w którym chcę pokazać w jaki sposób opanowano rynek ochrony i wywiadowni gospodarczych w Polsce nie spowodował owego „rykoszetu”?

Jest to jedyne moje publiczne wystąpienie na ten temat. Nie interesuję mnie rozliczenia wydawnictwa z innymi autorami. To ich sprawa i niech podają kogo chcą do sądu. należą im się honoraria, ale są drogi, które można wykorzystać. I to drogi skuteczne. Mnie to nie dotyczy, a mówienie, że „napisano mi te książki” i łączenie mnie z tym wszystkim spowoduje z mojej strony akcję prawną.

Wierzcie Państwo w co chcecie i komu chcecie. Wiem, że jako były funkcjonariusz Wydziału XI Dep. I MSW jestem na pozycji straconej, ale to nie znaczy, iż mam się powiesić. Nadal będę ratował SWTtv, mimo coraz większych kłód, bo uważam, iż muszę w jakiś sposób walczyć o Polskę.

Ta historia „wyleczyła” mnie z jakichkolwiek kontaktów z tzw. prawicowymi dziennikarzami i mediami, którzy wpychają mnie siłą w środowiska dla nich wygodne, bo przecież muszę być wrogiem, łatwo dostępnym, w sytuacji, gdy innych dosięgnąć się boją, a zaistnieć trzeba. W ten oto sposób usiłują mnie zmusić, bym wrócił za Rubikon, a ja zmusić się nie dam. W tej chwili jestem zupełnie sam i z obu stron napierają na mnie armie. Jest gorzej niż u Paulusa pod Stalingradem.

Ludzi tych już nie znam i znać nie chcę. Należało przewidzieć skutki. Nie opublikuję SMS jednego z autorów listu, który świadczy o całkowitym egoizmie oraz nie liczeniu się z innymi. Dla mnie skandalem jest, gdy dziennikarz staje się świadomym narzędziem. Ciekaw jestem tylko czy jego Bóg mu to wybaczy, ale wątpię, by on wierzył w cokolwiek poza sobą samym.

Nie będę reagował na żadne inwektywy i artykuły, jeśli jakieś zostaną opublikowane. Powtarzam! Jest to pierwszy i ostatni mój wpis gdziekolwiek na ten temat.

Na zakończenie powiem jedno: wrogowie PiS i Polski cieszą się jak cholera. Prawica wykończa się sama. Wierzcie, zresztą, komu chcecie. Ja jestem tylko bandytą z mocy ustawy i nie ja brałem udział w operacji „Reszka II”.