Wpadły mi w ręce niewydane nigdy wspomnienia jednego z ostatnich ministrów spraw zagranicznych PRL. W książce odmalowuje on dojmująco przykry obraz polskiej dyplomacji. MSZ we wspomnieniach ukazany jest jako siedlisko karierowiczów i donosicieli. Równocześnie minister dodaje zarazem, że istniała też jednak ca. 100 osobowa elitarna grupa zawodowych dyplomatów, którzy byli najwyższej próby fachowcami – obytymi w świecie i znającymi po kilka języków pragmatykami, którzy byli też przyzwoitymi ludźmi. Następnie wymienia ich nazwiska. I nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, ale czytając te nazwiska uświadomiłem sobie, że w ani jednym przypadku dzieci wspomnianych przez ministra ambasadorów albo w ogóle nie poszły w ślady ojców, albo – jeśli nawet tak się zdarzyło – nie utrzymały się w MSZ dłużej niż kilka lat.
Dokładnie na odwrót jest w przypadku tych, których b. minister opisuje jako śliskich, pozbawionych zasad karierowiczów i kapusi. Tu dla odmiany widać już solidne, dwu- lub nawet trzypokoleniowe dynastie.
Sam skądinąd zetknąłem się w czasie mojej pracy w MSZ z wyjątkowo nikczemnym typem, który za PO był bardzo w łaskach, a i obecnie ma się doskonale, bo podkreśla swój konserwatyzm i katolicyzm. Nie tak dawno temu dowiedziałem się, że człowiek ów to już kolejne pokolenie w MSZ. Nic w tym zdrożnego, bo wszędzie na świecie dzieci lekarzy czasem zostają lekarzami, dzieci adwokatów, adwokatami a i w dyplomacji zdarzają się przypadki, gdy ludzie podążają ścieżkami karier swoich rodziców. Ten konkretny przypadek ma jednak pewien specyficzny, że tak to ujmę, twist. Otóż wspomniany człowiek pisał na mnie donosy (o czym wiem, bo był na tyle głupi, że nadmiernie zmyślał i mi je pokazano). Niedawno zaś dowiedziałem się, że jego ojciec pisał z kolei donosy na mojego Tatę. Taka dynastyczna (czy też raczej „dynastyczna”) tradycja.
Kiedyś myśląc o tym, a już tym bardziej to opisując bym się tym zdenerwował. A dziś się już tylko uśmiecham. Chyba się starzeję.
P.S. to, co powyżej jest oczywiście pewnego rodzaju generalizacją. Nie mam wątpliwości, że wśród setek ludzi w MSZ nie brak i takich, którzy kontynuując tradycję rodzinną, kierują się wyłącznie ideą służby Polsce. Tym niemniej…
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).
Zostaw komentarz