W dniu 1 stycznia 2015 roku w wieku 74 lat zmarł dr Edward Kotowiecki, Wadowiczanin, długoletni ordynator Oddziału Neurologii i dyrektor szpitala MSW w Krakowie oraz konsultant do spraw neurologii szpitala powiatowego w Wadowicach. Autor wielu naukowych publikacji z zakresu neurologii, ale także publicysta regionalny. Dlaczego o tym przypomniałem? Ponieważ mój brat wraz z grupą Pielgrzymów z Wadowic spotkał się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II w Castel Gandolfo w dniu 14 września 1996 roku. W trakcie tego spotkania wręczył Janowi Pawłowi II w darze egzemplarz Nr 1 książki pt „Wadowiccy lekarze”, której był autorem. Przez kilka lat zbierał do niej materiały. Jednocześnie dochód ze sprzedaży tej książki przeznaczył na pomoc Szpitalowi Powiatowemu w Wadowicach. Cały dochód został wpłacony na specjalne konto „Solidarności” Pomocy Szpitalowi. Ta inicjatywa zrodziła się w kręgu osób, którym bliskie były i są takie wartości jak pomoc bliźniemu i międzyludzka solidarność. Te wartości były również bliskie mojemu bratu, gdyż wynieśliśmy je z naszego domu rodzinnego o czym wspomniałem już w innym artykule (czytaj).
W 1996 roku grupa radnych z Wrocławia wraz ze swoim ówczesnym prezydentem miasta Bogdanem Zdrojewskim (późniejszym posłem i ministrem) organizowała pielgrzymkę do Rzymu aby wręczyć Ojcu Świętemu zaproszenie do odwiedzenia miasta Wrocław. Do pielgrzymki tej dołączyła grupa z Wadowic. Była to 20-sto osobowa delegacja wadowickiej służby zdrowia do „Patrona Szpitala” czyli Jana Pawła II. W 1996 roku Międzynarodowe Konto „Solidarność” Pomocy Szpitalowi im. Ojca Świętego Jana Pawła II zakończyło swoją działalność. Pielgrzymka ta była klamrą spinającą ich przeszło 5-cio letnią działalność. Ojciec Święty pomimo, że był bardzo chory i cierpiący ciepło przyjął delegację rozmawiając z niektórymi jej uczestnikami, między innymi z moim bratem. Biorąc do ręki ofiarowaną mu książkę, zapytał czy znajduje się w niej wspomnienie o doktorze Sołtysiku, którego znał osobiście.
Warto wspominać takie wspaniałe zdarzenia w roku specjalnym tj. roku 100 rocznicy urodzin Świętego Jana Pawła II Wielkiego.
Edward Kotowiecki urodził się w Wadowicach w 1940 roku, gdzie po ukończeniu szkoły podstawowej uczył się w Wadowickim Liceum, które ukończył maturą w 1958 roku. Już w szkole podstawowej postanowił, że będzie w przyszłości lekarzem. W klasie maturalnej profesor Panczakiewicz zagadnął go mówiąc: – „Słuchaj Edward otwierają Wojskową Akademię Medyczną w Łodzi, może byś tam poszedł. Ojciec sam pracuje, czworo dzieci na wychowaniu…. Studia nie będą kosztować, Dostaniesz mundur, książki, zakwaterowanie. Nie będziesz musiał oglądać się na pomoc rodziców. A sześć lat szybko przeleci”. Długo się ociągał, przed perspektywą sześciu lat w mundurze, tak że o mały włos nie zdążył ze złożeniem odpowiednich dokumentów. Egzaminy były trudne, ale był bardzo dobry w takich przedmiotach jak fizyka, chemia, biologia, nadto był wysportowany. Po tych wszystkich egzaminach został przyjęty na pierwszy rok studiów pierwszego roku działalności Wojskowej Akademii Medycznej.
Pamiętam, jak przyjeżdżał na urlopy w mundurze, wyglądał super. Zawsze przywoził coś słodkiego i małe super prezenty. Zasilał moją kolekcję gdyż zbierałem już wtedy znaczki pocztowe. Musiał jednak podpisać zobowiązanie, iż po studiach będzie pracował przez dalszych 12 lat w mundurze, wybrał szpital MSW w Krakowie, aby być blisko rodziny i rodzinnych Wadowic. Studia ukończył otrzymując awans na podporucznika. Będąc w Krakowie szybko rozwinął skrzydła nie tylko jako dobry lekarz ale również jako naukowiec. Tak, iż w 1971 roku obronił pracę doktorską pod tytułem: „Rokowanie w porażeniu nerwu twarzowego typu Bella w zależności od miejsca, stopnia uszkodzenia i metody leczenia”, której promotorem był płk prof. dr med. Teofan Domżał. (Czytaj)
Zapoczątkował również innowacyjną metodę leczenia nerwów twarzy współpracując z inżynierem elektroniki, z którym skonstruowali aparat do diagnostyki. W trakcie swojej pracy jako lekarz zrobił też specjalizację I i II stopnia w dziedzinie neurologii. Założył też rodzinę biorąc ślub z Marią. Z małżeństwa tego mają dwoje dzieci – Wojciecha i Katarzynę. Ze szpitalem w Krakowie był związany przez wiele lat, odbył w nim staż, był asystentem, przez 12 lat ordynatorem Oddziału Neurologii a od 1987 do 1990 roku jego dyrektorem. Spędził w tym szpitalu ponad 30 lat dosłużywszy się również stopnia pułkownika. Nie zapomniał nigdy o Wadowicach, gdzie przyjeżdżał jako konsultant szpitala powiatowego a nadto pomagał mieszkańcom naszego miasta. (Czytaj) Był lekarzem takim jak zgodnie z przysięgą Hipokratesa lekarz powinien być, przyjazny, życzliwy, umiał wysłuchać chorego i nie lekceważyć nawet drobnych dolegliwości.
Tak o nim wspominali jego pacjenci o czym można przeczytać w artykule „Liczy się człowiek” autorstwa Renaty Kraski i Renaty Krauzowicz zamieszonym w miesięczniku „Głos Podbeskidzia” nr 3/2005, którego redaktorem naczelnym był ks. Andrzej Klimara. W w/w artykule jeden z jego bliskich przyjaciół powiedział wtedy – „Znam Edwarda Kotowieckiego ponad 50 lat. Tyle trwa nasza przyjaźń. Najpierw szkoła, boisko szkolne, Skawa, narty na Czumie.. Trenowaliśmy razem siatkówkę. Treningi odbywały się nawet w wakacje. Siedzimy nad Skawą, upał. Ktoś pyta: idziemy na trening? – Nie coś ty! A Edek na to – Wstawać, idziemy! Wlekliśmy się za nim jak skazańcy. Nigdy nie odpuszczał sobie. Zawsze był obowiązkowy i zdyscyplinowany. Był najlepszy z nas w przedmiotach ścisłych. W razie czego, mogliśmy na niego liczyć. I nic się nie zmieniło do dziś. Choć jest szanowanym doktorem nauk medycznych, panem neurologiem, nie chodzi z nosem do góry. Jest normalnym człowiekiem, kumplem. Jerzy Rajda emerytowany nauczyciel, dodaje jeszcze – że receptą na tak długą przyjaźń jest szczerość i braterstwo a także bycie sobą, brak dystansu i bezpośredniość”.
Do tego artykułu wypowiedziała się również siostra Jolanta Gallas – „Mój starszy brat Edward był mocno związany z rodziną. Wszystkie święta spędzaliśmy wspólnie. Pamiętam, że jako dziecko z niecierpliwością czekałam na jego przyjazd. Zawsze miał coś słodkiego dla nas. Z wielkim szacunkiem odnosił się do rodziców. Później w czasie ich choroby z troską pomagał w ich opiece. Zawsze mi imponował i był wzorem”. Jak wcześniej wspomniałem wiele pozytywnych rzeczy wynieśliśmy z domu rodzinnego od naszych rodziców, którzy stracili, wiele z uwagi na to, że ojciec był w AK i ujawnił się po wojnie za namową innego członka tej formacji. Z tego powodu był wielokrotnie nękany przez UB i tak on jak i rodzina wielokrotnie na tym traciła. Dlatego też przyrzekł, że będzie ciężko pracować, aby dać nam wszystkim wyższe wykształcenie czego wspólnie dokonaliśmy pomimo czasem ciężkich chwil.
Edward opisał bardzo szczegółowo swoje życie studenckie oraz przebieg swojej pracy zawodowej w książce wydanej przez WAM pt. „Lekarze wojskowi – wspomnienia i refleksje”, Empres – Spartakus w 2003 roku (na str. od 63 do 78). Kilka lat przed śmiercią sam zdiagnozował u siebie chorobę, wiedział, że choroba w obecnym stanie medycyny jest nieuleczalna, przetrwał kilka lat skutecznie podtrzymując w sobie życie i lecząc się sam. Jego kochająca żona do ostatnich dni wspierała go rzetelną pomocą i opieką.
Warto podkreślić, że w związku ze zbliżającą się śmiercią, miał prośbę. Otóż prosił, aby przekazać przyjaciołom i osobom które zamierzały przyjść pożegnać go w ostatniej drodze, aby zamiast kwiatów przeznaczyły te pieniążki na wsparcie Domu Pielęgnacyjnego im. Edmunda Wojtyły w Wadowicach. Chociaż cierpiał w chorobie to jednak myślał cały czas o innych chorych i cierpiących.
Zachęcam wszystkich do pisania wspomnień z pielgrzymek do Rzymu, różnych spotkań i uczestnictwa wadowiczan w uroczystościach ze Świętym Janem Pawłem II Wielkim. Może powstać piękna książka – „Spotkania wadowiczan z Ojcem Świętym Janem Pawłem II”.
Autor: ANDRZEJ KOTOWIECKI
Urodzony w Wadowicach w 1954 roku. Z wykształcenia prawnik, studia w Uniwersytecie Jagiellońskim, z zawodu prokurator, z zamiłowania historyk, archeolog, geolog, paleontolog, religioznawca, kolekcjoner i podróżnik.
Zostaw komentarz