Noc. Mróz. Cisza.

Czwórka sylwetek znika między drzewami.

— Szybciej — szepnął Wszak. — Zanim się zorientują.

Daleko za nimi rozlega się alarm.

Dziad Borowy tylko mruknął:

— Las nas ukryje… o ile go posłuchamy.

🌲 Pierwszy nocleg – szałas

Po kilku godzinach marszu Wszak zatrzymał się.

— Tu. Osłona od wiatru.

Dziad skinął głową.

— Dobrze. Budujemy szałas.

W kilka minut:

gałęzie oparte o pień

warstwa igliwia

śnieg jako izolacja

Kloc patrzył z niedowierzaniem.

— To ma nas ogrzać?

Dziad uśmiechnął się.

— Nie ogrzać. Zatrzymać ciepło, które już macie.

Basza wtuliła się do środka.

— Działa…

🌨️ Zamieć i ziemianka

Następnego dnia uderzyła zamieć.

Tym razem Dziad nie kazał się kłaść.

— Kopiemy.

W śniegu powstała mała ziemianka — tunel i komora.

W środku… cisza.

Bez wiatru.

— To jak inny świat — szepnął Wszak.

— Śnieg to najlepsza izolacja — odparł Dziad.

Kloc spojrzał na sufit.

— Czyli siedzimy w… zaspie?

— W bardzo dobrze zaprojektowanej — poprawił Dziad.

🔥 Jedzenie – niespodzianka

Po burzy przyszło zmęczenie.

I głód.

Kloc: — Nie mamy już nic do jedzenia…

Dziad podszedł do pnia drzewa.

Rozgarnął korę.

— Mamy.

W środku — mrówcze jaja.

Basza skrzywiła się.

— Serio?

Dziad wzruszył ramionami.

— Białko. Dużo białka.

Kloc spojrzał niepewnie.

— A smak?

— Lepszy niż głód.

Po chwili…

— …w sumie nie takie złe — przyznał Kloc.

Basza tylko pokręciła głową, ale też spróbowała.

🦟 Maść przeciw komarom

Gdy zrobiło się cieplej, pojawił się nowy problem.

Komary.

Dużo komarów.

— Tego nie przewidziałem — jęknął Kloc, odganiając się rękami.

Dziad spokojnie zebrał:

trochę żywicy

zioła

popiół z ogniska

Rozgniótł wszystko razem.

— Smarujcie się.

Zapach był… intensywny.

Kloc skrzywił się.

— Śmierdzi.

— I o to chodzi — odparł Dziad.

Po chwili komary zniknęły.

Basza powąchała łapkę.

— Działa… ale nie podchodź do mnie zbyt blisko.

🐺 Wilki i kontrola

Wieczorem — wycie.

Wilki.

Cienie między drzewami.

Basza wstała.

Tym razem spokojniej.

Chłód. Zmiana.

Kontrolowana.

Stanęła przed nimi.

Wilki zatrzymały się… i odeszły.

Bez walki.

Bez pośpiechu.

Basza wróciła.

— Uczę się — powiedziała cicho.

Wszak uśmiechnął się lekko.

— Widzimy.

🌅 Wyjście z tajgi

Po kilku dniach drzewa zaczęły się kończyć.

Na horyzoncie pojawiła się droga.

Kloc westchnął z ulgą.

— Cywilizacja… w końcu.

Dziad Borowy poprawił czapkę.

— I co? Dało się?

Basza spojrzała za siebie.

Na las.

— Dało się.

Ale tylko dlatego, że robiliśmy to razem.

Koniec (ciąg dalszy nastąpi…)