Czyli polityczna tragifarsa po polsku z Nawrockim w roli głównej.
Tytułowe zdanie wypowiada Horodniczy w V akcie, scena VIII „Rewizora” Gogola do widowni, ale także, do bohaterów szuki.
Pasuje one jak ulał do zadymy po wecie Nawrockiego do programu SAFE.
Orędzie Nawrockiego w sprawie jego weta do rządowego programu SAFE było pełne kłamstw o tym programie i kolejnych wycieczek pod adresem rządu.
Jasno też pokazało, że Nawrocki jest zakładnikiem Kaczyńskiego i PiS.
Nic to, że sam program przygotowali sami wojskowi, określając co armii pilnie jest potrzebne.
Nic to, że zakupy uzbrojenia rząd dokona, w 90 proc. w polskich zakładach zbrojeniowych generując wzrost zatrudnienia w miastach gdzie są zlokalizowane.
Nic to, że za podpisem pod ustawą opowiedziała się większość Polaków, także sympatyków PiS.
Nic to, że program oznacza skok technologiczny dla polskiej armii.
Zwłaszcza w dziedzinie dronów i systemów do ich zwalczania.
Nawrocki nie podjął merytorycznej polemiki z rządem, ale – pewnie na skutek dyrektywy Kaczyńskiego – potępił w czambuł SAFE.
Słowa Horodniczego pasują do całej sytuacji jak ulał, bo pokazują hipokryzję, głupotę i zacietrzewienie Nawrockiego.
Stanowią też komentarz do rechotu radości polityków PiS po jego wecie.
Jego godność, prezydenta RP, nie może nam przysłonić faktu, że jest szkodnikiem jakiego w Polsce, po 89 r., jeszcze nie widziano.
A to wszystko robi z naszych podatków.
Więc może nadeszła pora by maksymalnie ograniczyć budżet jego kancelarii.
Do niezbędnego minimum.
Mocno ich uderzyć po kieszeni.
Olewać jego zaproszenia na tzw. konsultacje w Dużym Pałacu, bo nie przynoszą one żadnej korzyści, ale są wyłącznie stratą czasu i pretekstem do pogadanek Nawrockiego i jego hunwejbinów dla mediów.
Ale jak w znanym przysłowiu-
„Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”.
I bynajmniej nie będzie to Nawrocki.
Głównie śmiejemy się z ekspertów od marketingu politycznego.
Tu jest potrzebny ktoś, kto zna się na bankowości i księgowości aby czytelnikom na sposób przystępny wytłumaczył na czym polega plan wykorzystania wzrostu wartości złota na potrzeby uzbrojenia polskiej armii. To jest sposób „czysty” i księgowy bez sprzedaży samego złota i bez brania pożyczek.
Pan Glapiński tego sposobu nie wymyślił. To jest standard banków centralnych stosowany od lat. Jednym z pierwszych banków, który zaczął księgować ogromne niezrealizowane zyski z posiadanych aktywów (w tym złota) był Szwajcarski Bank Narodowy. Szwajcarski Bank Narodowy nigdy nie sprzedawał złota, zawsze przekazywał je na sposób księgowy dla kantonów. Podobnie robią to Bundesbank, Bank of England i Europejski Bank Centralny. Ten genialny sposób finansowania obronności jest możliwy tylko dlatego, że Polska nie przyjęła euro i ma swój Bank Narodowy.