Redaktor Tomasz Sakiewicz, w artykule „Narodowcy w służbie lewactwa” („GP”, 17.04.2019, nr 16) pisze „Jedynym sposobem powrotu do rządu ludzi Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny jest podzielenie elektoratu PiS-u. Trzeba znaleźć prawdziwych Polaków, którzy w PiS-ie odkryją zdradę, zaprzedanie nas Żydom i Ukraińcom”.

Panie redaktorze nie trzeba szukać prawdziwych Polaków, by skutecznie podzielić elektorat PiS. Politycy PiS sami go podzielił podczas 3,5 letnich rządów. Pierwszy zasadniczy podział nastąpił z chwilą wyrzucenia z urzędów sztandarowych postaci dobrej zmiany premier B. Szydło, ministrów A. Macierewicza i J. Szyszki. Na sugestie niektórych prawicowych dziennikarzy, iż decyzja ta spowoduje utratę części twardego elektoratu, politycy PiS twierdzili, iż utrata 30 tys. głosów nie jest dla partii znacząca, a teraz okazuje się, że każdy głos się liczy.

Przed zdobyciem przez prawicę władzy w 2015 roku Internet szalał z poparciem dla dobrej zmiany. Internauci mieli nadzieję, ze zrealizowane zostanie hasło wstawania z kolan. Gdy po wyborach okazało się, że prawica oprócz prezydenta, ma większość w Sejmie i Senacie elektorat miał nadzieję, iż nastąpi lawinowe naprawianie państwa. Szybko okazało się, iż były to tylko pobożne życzenia wyborców.

Sukcesy w sferze społecznej i gospodarczej to nie wszystko, na czym zależy prawicowemu elektoratowi.
Wielu, w tym i ja oczekiwało, że pierwszą decyzją rządu będzie wypowiedzenie:

uchwalonej na początku 2014 roku, tzw. ustawy o „bratniej pomocy” dającej funkcjonariuszom obcych państw pozwolenie na inwigilację Polaków w Polsce i użycie wobec nich siły,

„Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”, według której „przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura”.

Przez lata rządzenia rząd PiS ani razu nie stanął do walki o wartości, które ma na sztandarach:

Odwołanie się do wartości chrześcijańskich polega na tym, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego dotuje antypolskie filmy, sztuki teatralne, wystawy godzące w wiarę katolicką,

promowanie pozytywnego wizerunku o Polsce i Polakach sprowadza się do tego, że powstają książki typu „Dalej jest noc” mocno szkodzące Polsce,

powstrzymanie muzułmańskiej imigracji skutkuje tym, że jest ich coraz więcej i to nie tylko w stolicy. Gdy Marek Pyza i Marcin Wikło w ubiegłym roku ujawnili w tygodniku „Sieci” dziurę w systemie, przez którą mafia nielegalnie ściąga do Polski tysiące imigrantów, rząd nie podjął żadnych działań by uszczelnić system. Do dziś w tej sprawie panuje cisza. Jakby tego było mało, w 2018 r. Polska podpisała deklarację końcową konferencji imigracyjnej w Marrakeszu jednak pod wpływem nacisku wyborców nie podpisała paktu z Marrakeszu. Nie przeszkadzało to jednak by 26 marca 2019 r. wszyscy europosłowie PiS zagłosowali za  II Rezolucją Parlamentu Europejskiego w sprawie praw podstawowych osób pochodzenia afrykańskiego i czarnoskórych Europejczyków w Europie. Jest to pro imigracyjna rezolucja zgodnie, z którą tworzy się nową kategorię mniejszości obdarzonej specjalnymi prawami, aby chronić ją przed białą, heteroseksualną większością.

obrona rodziny przed gender to tylko hasło, za którym nic nie idzie. Gdy małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, publicznie ostrzegła rodziców przed tzw. edukatorami seksu­alnymi i poinformowała o powiązaniach lobby LGBT z pedofilią, rozpoczęła się wymierzona w nią medialna kampania nienawi­ści. Nie otrzymała ona wsparcia od rządu, min. A. Zalewskiej i innych kuratoriów. Jak poinformował poseł R. Winnicki (14.03.2019) szefowa Kancelarii Sejmu minister Agnieszka Kaczmarska na dwie godziny przed posiedzeniem Parlamentarnego Zespołu Debaty Publicznej dotyczącej warszawskiej karty LGBT zakazała posiedzenia tego zespołu w Sejmie,

Wielu Polaków razi bezwarunkowe poparcie Ukrainy, mimo iż Ukraińcy czczą zbrodniarzy z UPA, oraz wprowadzili zakaz przeprowadzenia ekshumacji.

Część tzw. twardego elektoratu zniechęciły weta prezydenta Dudy oraz wycofywanie się rządu z wprowadzanych reform zamiast ich obrony. Ponadto skoro jesteśmy suwerennym krajem, to, dlaczego coraz mniej nam wolno. W wielu burzy się krew widząc jak coraz częściej Unia ingeruje w naszą politykę i gospodarkę, a rząd nie reaguje.

Ostatnie wybory samorządowe pokazały, że w wielu miejscach na listach PiS zamiast zaangażowanych działaczy znalazły się osoby niemające nic wspólnego z prawicą. To zniechęca do poparcia i działania.

Jeżeli prawica mająca całość władzy boi się starcia z opozycją, bowiem jej spin doktorzy zalecają unikanie konfliktów, to niech się nie dziwi, że część jej wyborców nie może znieść braku reakcji na okładanie prawicy. Swoich racji trzeba bronić, a nie uciekać, gdy tylko następuje atak opozycji.

Twierdzi Pan, że „marionetki lewactwa, jakimi stali się pseudonarodowcy, atakując obecny rząd i „GP”, torują drogę do władzy nie tylko lewicy, lecz także ułatwiają Rosji powrót nad Wisłę”

Panie redaktorze Sakiewicz, uważam, że nie przyjmuje Pan do wiadomości, iż część Polaków która odeszła od prawicy i skierowała swe poparcie na Konfederację KORWiN Braun Liroy Narodowcy, to skutek rozczarowania działania prawicowego rządu. Przecież rząd PiS unikając bronienia swoich racji w kraju i na forum międzynarodowy, podejmując niejasne decyzje, które mają służyć otwieraniu się na mityczny centrowych wyborców, musiał liczyć się z tym, że straci część wyborców nie tylko z żelaznego elektoratu.

Apelowanie do rozsądku wyborców nic nie da. By świadomie oddać swój głos obywatele przed wyborami powinni znać poglądy „Konfederacji”, na temat polityki wschodniej. Powinno się ich przedstawicieli zapraszać do telewizji i konfrontować ich stosunek do Rosji. Dlaczego dotychczas do tego nie doszło? Nie wiem. Być może decydenci PiS obawiają się, że telewidzowie zobaczą, iż mówienie, o nich, że są rosyjskimi trollami to po prostu ordynarne szycie im przysłowiowych butów.

W tej chwili trwa wojna sondażowa. Prawie we wszystkich prowadzi zjednoczona prawica. Już za miesiąc odbędą się wybory do Europarlamentu. Wówczas okaże się czy były one robione na zamówienie, na jakie poparcie może liczyć prawica a na jakie „Konfederacja” i jaki wpływ na wynik wyborczy ma lekceważenie twardego elektoratu. Będzie to rzeczywisty test przed wyborami do Sejmu i Senatu.

Osobiście nie popieram „Konfederacji”, jednak do napisania tego tekstu skłoniły mnie żale redaktora Sakiewicza, który nie widzi błędów PiS, oraz liczne rozmowy ze znajomymi, podczas których wyjaśniali, czemu nie będą głosować na zjednoczoną prawicę, a poprą „Konfederację”.

Foto: internet