Ciekawy skądinąd tekst Jakuba Wozińskiego opatrzony najbardziej kretyńską z możliwych piontą ilustruje wyśmienicie kondycję intelektualną prawicy konfesyjnej:
„Niespotykanemu dotąd radykalizmowi pokolenia samoposiadaczy można więc zaradzić jedynie równie radykalnym powrotem do źródeł, czyli do koncepcji państwa katolickiego. Być może zabrzmi to jak postulat maksymalistyczny, lecz uważna analiza problemu z młodymi i charakteru wyznawanego przez nich światopoglądu nie pozostawia wątpliwości, że tylko w ten sposób możliwe jest przeciwdziałanie galopującej laicyzacji.” (czytaj więcej)
Jak widać – dla redaktora „Do Rzeczy” i „Polonia Christiana” nie ma ważniejszego problemu niż „laicyzacja”.
Cała ta formacja jest przekonana, że wystarczy zahamować laicyzację a w jej miejsce wprowadzić „państwo katolickie” a wszystkie problemy świata same się rozwiążą.
Co zabawne – nie ma tu żadnego pomysłu na to, jak właściwie z tą laicyzacją należy walczyć. Jak sami mogliśmy się przekonać, działania obecnej władzy w dziedzinie edukacji i kultury okazały się tu właściwie przeciwskuteczne a gmeranie w ustawie aborcyjnej rząd prawicy wręcz wywróciło.
Powtarzam – niech sobie kto tam chce wierzy w Boga, niech wierzy nawet szczerze i głęboko. Ale niech nie miesza wiary z polityką, bo jedynym produktem takich melanży są toksyczne konkluzje jak ta zacytowana wyżej.
Koncepcja powrotu do „państwa katolickiego” jest konfesyjnym odpowiednikiem rad „głębokich” ekologów, którzy zalecają nam powrót do epoki kamienia łupanego, aby powstrzymać globalne ocieplenie klimatu.
Zostaw komentarz