21 października 2014 sędzia gliwickiego Sądu Okręgowego Katarzyna Banko ogłosiła wyrok. Mimo jego bulwersującej treści jednoznacznie wskazującej na uchylenie w drugiej instancji „przypadkowo” stał się prawomocny. Dzisiaj natomiast, tuż przed wyborami, służy promocji jednego z kandydatów.

21 października 2014 roku sędzia Sądu Okręgowego w Gliwicach, mgr Katarzyna Banko, ogłosiła wyrok w sprawie o sygnaturze I C 194/13.

Już 24 października reprezentujący stronę pozwaną radca prawny Michał Stempin wysłał wniosek o sporządzenie na piśmie wyroku wraz z uzasadnieniem.

14 dniowy termin na wniesienie apelacji biegnie bowiem od dnia otrzymania tego dokumentu.
Gdyby jednak radca prawny nie złożył wniosku, wtedy apelację mógłby wnieść w nieprzekraczalnym terminie 21 dni od daty ogłoszenia wyroku, czyli do dnia 14 listopada 2014 roku.

28 października 2014 roku (do złożenia apelacji pozostało równo 14 dni) urzędniczka Sądu Okręgowego w Gliwicach niejaka Paulina Bednarczyk stwierdziła, że wysłana przez radcę prawnego Michała Stempina koperta była pusta.

.

.

Jednak mimo to pusta koperta trafiła do akt sprawy I C 194/13.
Jak wynika z pieczęci, w jaką zaopatrzony jest ten dokument, “już” 6 listopada (a wiec po 9 dniach!) przedłożono dokument asystentowi sędziego.

Do upływu terminu na wniesienie apelacji pozostało tylko… 8 dni.

Dokument ostatni.

14 listopada 2014 roku Sąd Okręgowy w Gliwicach formułuje pismo do radcy prawnego Michała Stempina informując go, że wysłał pustą kopertę.

.

.
W chwili formułowania pisma upływał termin na wniesienie apelacji.
Kiedy radca prawny odebrał korespondencję było już wyraźnie „po ptokach”.
Termin na wniesienie apelacji minął 3 dni wcześniej!

 

Od momentu zauważenia rzekomego braku (pusta koperta) do momentu sformułowania przez Sąd informacji o powyższym upłynęło 17 dni!

Przy czym sędzia (asystent) był powiadomiony po 9 dniach od stwierdzenia faktu, natomiast decyzja o powiadomieniu radcy prawnego o oczywistej pomyłce zabrała aż 8 dni!

Sąd Okręgowy poprzez przewlekłość własnego postępowania doprowadził do utracenia przez stronę możliwości wniesienia apelacji.

Trzeba zważyć, że istniejące środki łączności w drugiej dekadzie trzeciego tysiąclecia nawet w Polsce pozwalają na powiadomienie drogą telefoniczną.

Sąd jednak wybrał pocztę, przy czym uczynił to tak, aby być pewnym, że wyrok uprawomocni się, nim informacja o „pustej kopercie” dotrze do strony.
Niestety, jest to jedyny wniosek, jaki można wysnuć w oparciu o daty sporządzania korespondencji.

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ochrona zaufania obywatela wobec państwa nakazuje unikania sytuacji, w których obywatel znajdowałby się w swoistej „pułapce prawnej”.
Praktyka sądowa natomiast dowodzi, że nasze trybunały czyhają na tego rodzaju pułapki po to tylko, by je bezwzględnie wykorzystywać przeciw obywatelom.

A czasem same je wywołują.

Starania o przywrócenie terminu spaliły na panewce.

Wyrok stał się prawomocny.

Oznacza to, że pozwana Małgorzata Magdziak powinna przeprosić Ireneusza Kopanię za nieprawdziwe twierdzenia o znikomości pomocy świadczonej przez niego przy dokończeniu wnętrza domu.

Oznacza i to, że Kopania może teraz wszem wobec mówić o przelaniu na konto ww. Małgorzaty Magdziak „dziesiątków tysięcy złotych” chociaż w rzeczywistości przelał kilka tysięcy.

Małgorzata Magdziak natomiast powinna zachować milczenie po wsze czasy, bowiem wyrok sędzi Banko jest w istocie dożywotnim kneblem!

Na szczęcie knebel został włożony jedynie w jej usta.

Dziennikarze, którzy obserwowali spór od 2011 roku nadal zadają pytania.

Przede wszystkim o 100 tysięcy funtów brytyjskich, wartych wg ówczesnego kursu przynajmniej 500.000 zł.

Otóż wg polonijnego dziennikarza Cezarego Niewadzisza na pomoc dzieciom w Polsce zebrano w Wielkiej Brytanii 157.000,- GBP.

Pieniądze zbierała fundacja OUR NEW FAMILY (nasza nowa rodzina). Kiedy jednak o sprawie zaczęło być głośno również wśród Polonii na Wyspach jeszcze niedawno mająca plany wybudowania szeregu „wspaniałych posiadłości” dla dzieci na całym świecie brytyjska fundacja OUR NEW FAMILY nagle zniknęła, usuwając z Internetu swoją stronę i zacierając ślady działalności na portalu justgivingfacebooku.

Równie szybko, jak się pojawiła.

Sąd Okręgowy w Gliwicach uznał, że z przedstawionych przez powoda dokumentów wynika, iż brytyjska fundacja OUR NEW FAMILY darowała na rzecz Fundacji „Nasz Dom Zastępczy” kwotę około 300.000 zł, potrzebną do zakupu nieruchomości w miejscowości Sieroty w powiecie gliwickim (co kosztowało 240.000 zł) oraz do przeprowadzenia remontu i zakupu wyposażenia znajdującego się na tej nieruchomości domu.
(wyrok z dnia 21 października 2014 r., sygnatura I C 194/13, sędzia Katarzyna Banko).
Gdyby przeliczyć taką kwotę na funty otrzymujemy raptem 60.000 GBP.

Oznacza to, że blisko 100.000 GBP rozpłynęło się po drodze.

Prawie 2/3 sumy zebranej na potrzeby polskich dzieci nie trafiło do polskiej fundacji, wbrew brytyjskim przepisom!

Ustalenia sądu obarczone są jednak pewnym błędem.

Otóż powyższe „fakty” zostały wywiedzione wyłącznie na podstawie zeznań Ireneusza Kopani i jego kuzynki, Urszuli Piotrowskiej.

Nie został ujawniony ani jeden dokument świadczący o rzeczywistym przepływie pieniędzy pomiędzy OUR NEW FAMILY a fundacją Kopani w Polsce.
Tymczasem nawiązaniu kontaktów z brytyjską fundacją oraz prowadzonej w Wielkiej Brytanii akcji charytatywnej towarzyszył nagły wzrost zamożności Ireneusza Kopani.

https://3obieg.pl/bonanza-pod-pyskowicami

 

Dzięki ustaleniom gliwickiego sądu wiemy już na pewno, że do „charytatywnego bilansu” brakuje ok. 500.000 zł (100.000 GBP). Nie mamy tylko pojęcia, gdzie trafiły.

Najwyższa pora, by zacząć ich szukać!

Powyższy apel napisałem w grudniu 2014 r. Niestety. Do tej pory w temacie rozliczenia Ireneusza Kopani oraz kierowanej przez niego Fundacji cichosza.

Niestety. To nie są jedyne wątpliwości, jakie od lat ciągną się za „ojcem rodzicielstwa zastępczego” w Powiecie Gliwickim.

Otóż nie wiadomo, gdzie naprawdę trafiły materiały, jakie rzekomo zostały użyte do remontu domu w Sierotach wg powoda Ireneusza Kopani.

Z przedstawionych podczas procesu (sgn  I C 194/13) rachunków jedynie niespełna 7% zdaniem świadków mogło być użyte do remontu domu w Sierotach.

https://3obieg.pl/gra-o-dom-co-jest-grane-panie-kopania/

11 października 2018 r. gliwickie Nowiny publikują tekst przeprosin. Co prawda niezgodnie z wyrokiem sądu, który nałożył obowiązek publikacji na pierwszej stronie tygodnika. Przyczyna jest prozaiczna. Otóż strona, na której umieszczono ogłoszenie jest dwa, trzy razy tańsza.

Umieszczenie ogłoszenia opłacił prawdopodobnie sam Ireneusz Kopania.

Na pewno nie uczyniła tego Małgorzata Magdziak.

Irek przeprosił więc Irka, na dodatek w takim terminie, by móc wyzyskać ten „fakt prasowy” w nadchodzących wyborach samorządowych.

Tymczasem istniejące przepisy (art. 1049 kpc) nakładały na Kopanię obowiązek wystąpienia do  Małgorzaty Magdziak o opublikowanie przeprosin, a w przypadku odmowy do sądu z wnioskiem o upoważnienie do wykonania tej czynności na jej koszt.

O takim przebiegu sprawy Małgorzata jednak nie wie. Nie otrzymała przecież tak z sądu jak i od Kopani żadnego pisma. Ba, nawet maila czy telefonu. To znaczy, że nie wiedzą o tym również w sądzie.

I tak w ciągu niespełna dwóch tygodni w związku z wyborami samorządowymi ujawnił się w Gliwicach i okolicy niespotykany, zoologiczny wręcz, nepotyzm POsła Budki, przypomniany został sądowy przekręt sprzed lat pozbawiający stronę prawa do wniesienia apelacji, zaś Ireneusz Kopania, swego czasu bohater reportaży interwencyjnych od Polski po Wielką Brytanię na nowo odgrzebał zapominaną powoli aferę choć robił wszystko, by schować ją jak najgłębiej.

Zdecydowanie wybory mamy zbyt rzadko.

12.10.2018

.

Zdjęcia: akta sprawy, facebook, PCPR Gliwice. Publikowane na prawach cytatu.