Dla mnie oczywistą oczywistością było to, że jeżeli Andrzej Duda zdecyduje się na reelekcję, to na czele jego sztabu wyborczego ponownie musi stanąć Beata Szydło, bez której nie byłoby sukcesu w 2015 r.

Od dłuższego czasu zastanawiałam się, dlaczego do 19 lutego nie znaliśmy nie tylko nieoficjalnie składu sztabu wyborczego prezydenta Andrzeja Dudy, ale i jej szefa.

Zaskakujące wyjaśnienie znalazłam w artykule Kamili Baranowskiej „Powolna rozgrzewka” („Do Rzeczy”, 17.02.2020, nr 8).

Z niego dowiedziałam się, iż „wiele osób w Zjednoczonej Prawicy uznało, że to zły pomysł, bo za bardzo wzmocniłby Szydło, także sam A. Duda nie był jednoznacznie pewien tego rozwiązania”.

Kolejny raz dały o sobie znać polska zawiść i zazdrość. W związku z powyższym J. Kaczyński zadecydował, że będzie dwóch szefów sztabu. B. Szydło będzie odpowiadała za zespół programowo–koncepcyjny (analizą, badaniami oraz tworzeniem programu wyborczego), Joachim Brudziński zajmie się sprawami organizacyjno-technicznymi, natomiast szefową kampanii będzie mecenas Jolanta Turczynowicz-Kieryłło..

Uważam, iż jest to bardzo zły pomysł. Można powiedzieć, że „pytał się Wicek Wacka po co nam ta przeprowadzka”. Powstał triumwirat który zamiast ułatwić podejmowanie decyzji skomplikował je rozmywając odpowiedzialności i stwarzając pole do konfliktów.

Za wszystko powinna odpowiadać jedna osoba mająca całkowitą władzę, która bierze na siebie zarówno sukces jak i klęskę. W poprzedniej kampanii prezydenckiej znakomicie poradziła sobie ze wszystkimi problemami pani B. Szydło mając w swych rękach wszelkie kompetencje. Po co dokonywać zmian w mechanizmie który sprawnie funkcjonował i zdał egzamin?

Wszystko wskazuje, iż prezydent A. Duda wygra bój o reelekcję. Mówi się, iż prezes Jarosław Kaczyński jest znakomitym strategiem, który potrafi przewidzieć sytuację polityczną na kilka lat do przodu. Dlatego nie tylko zaskoczyła mnie jego zgoda na trójwładzę w sztabie wyborczym prezydenta, ale również brak myślenia o kandydacie w 2025 r, gdy A. Duda będzie opuszczał urząd.

Uważam, iż jeżeli PiS chce mieć dalej głowę państwa wywodzącą się z prawicy, to już dziś musi o tym myśleć. Ja widzę tylko dwie liczące się kandydatury – byłą premier Beatę Szydło i Małgorzatę Wassermann. Większe szanse ma pani Beata, która była znakomitym szefem rządu, a w wyborach do PE w 2019 r zdobyła 525 tys. głosów uzyskując najlepszy wynik w Polsce.

Do abecadła politycznego należy z wyprzedzeniem granie na kandydata mającego największą perspektywę zwycięstwa. Dlatego trzeba nieustannie ją wzmacniać poprzez działania zmierzające do zwiększenia Jej popularności w kraju i zagranicą. Jednym z nich jest optymalizacja przekazu pod kątem pokazywania pracy jaką prowadzi w kraju i UE na rzecz Polaków i Polski. Znakomicie do tego nadawałoby się obsadzenie jej w roli jedynego szefa sztabu wyborczego prezydenta.

Niestety takiej dalekosiężnej polityki prawica nie prowadzi. Zamiast niej jest pilnowanie, by pani Beata broń Boże za bardzo nie wzmocniła swojego prestiżu.

Zaskakuje krótkowzroczność PiS.

Foto: internet