Wybuchła burza. Zaostrzono Kodeks karny podwyższając kary za najcięższe przestępstwa i liberalna karnistyka woła: Zbrodnia! Zamach na Konstytucję! Itd.

Zasadniczo – mają trochę racji, gdyż Minister Sprawiedliwości a wraz z nim Ustawodawca w ogóle nie zmienił najważniejszego:

Progresywnej definicji celu kary więzienia. A brzmi ona tak:

§ 1. Wykonywanie kary pozbawienia wolności ma na celu wzbudzanie w skazanym woli współdziałania w kształtowaniu jego społecznie pożądanych postaw, w szczególności poczucia odpowiedzialności oraz potrzeby przestrzegania porządku prawnego i tym samym powstrzymania się od powrotu do przestępstwa.

Jak widzicie Państwo – jest to definicja pozytywna i z gruntu lewicowa. Nie jest w niej celem kary żadna „zemsta” społeczeństwa za czyn straszny, ale raczej reedukacja i resocjalizacja. Wynikają z niej dwie okoliczności:

– Ustawodawca przyjął, za JJ Rousseau, że albo sprawca popełnił zbrodnię właściwie z niewiedzy, ze złych przyzwyczajeń, dlatego, że wychował się w złym otoczeniu społecznym i w wyniku tego zintrenalizował błędny kodeks etyczny. Zatem teraz Państwo weźmie go pod opiekę i pokaże właściwą drogę. Jeśli wszystko się uda – więzień po odbyciu kary do społeczeństwa wróci jako wartościowa jednostka, która podejmie normalne życie.

– albo mamy do czynienia z osobą chorą, która wymaga odpowiedniej medycznej terapii a nie reedukacji i resocjalizacji – wówczas nie powinna odbywać kary, ale zostać poddana leczeniu.

Widzicie więc, że progresywna definicja kary więzienia zasadniczo wyłącza odpowiedzialność moralną sprawcy, przesuwając ją na czynniki zewnętrzne (wpływ rodziny, grupy rówieśniczej, otoczenia społecznego) lub w inny sposób od niego niezależne (choroba psychiczna wymagajaca leczenia).

W tej perspektywie zanika kompletnie tradycjnie rozumiana „wina”, która per se zasluguje na odpowiednio dotkliwą karę.

W myśli progresywnej już sama „doktliwość” kary wydaje się czymś co najmniej podejrzanym, jeśli nie wprost nieludzkim. Więźniom podczas resocjalizacji należy zapewnić pełny komfort i otoczyć ich opieką – jakże by inaczej? Są oni bowiem właściwie też „ofiarami”, ale à rebours – są niewinnymi ofiarami choroby lub „systemu”.

Milcząco domniemywa się tu, że człowiek, którego w życiu spotkało tylko dobro nie jest zdolny do czynienia zła, zatem każde zło wynika z tego, że gdzieś, kiedyś sprawcę spotkało coś złego i on jedynie oddtwarza zło, którego sam wcześniej doświadczył w postaci fizycznej lub psychicznej przemocy.

Stąd już tylko krok do współczesnej krytyki „białego, cis-heyeroseksualnego, patriarchalnego kapitalizmu”, który jest praźródłem wszelkiej opresji i całego zła.

To wszystko jest dość oczywiste dla każdego, kto ma choć jako takie pojęcie o historii idei.

Ale nie dla Zbigniewa Ziobry i obecnego Ustawodawcy, który nie podjął nawet próby rewizji tak zpisanych w Kkw celów kary pozbawienia wolności.

Pozostawiając te cele w obecnym brzmieniu Ustawodawca naraża się na słuszną krytykę, no zachowuje się jak prawniczy bezmózg niewidzący logicznych związków pomiędzy paragrafami Ustawy.

Wychodzi też ogólnie słaba kondycja intelektualna tej formacji, której brakuje „helicopter view”, czyli szerokiego oglądu ideologicznych założeń liberalizmu. Wygląda to tak, że Ustawodowaca wie tylko o tym, co napisze Episkopat albo Krzysztof Karoń lub co z jakichś powodów wchodzi do bieżącej agendy mediów. Sam z siebie żadnych głębszych myśli nie ma, bo nie czyta i się filozofią nie intersuje.

Tymczasem wystarczyłoby zmienić progresywną definicję kary pozbawienia wolności wprowadzając jako jeden z jej celów per se odwet za niedopuszczalną transgresję. Pozbawienie wolności sprawcy jako słuszną rekompensatę za pozbawienie części lub całości wolności ofiary i jej bliskich. Skutkiem zbrodni jest bowiem zawsze trwałe umniejszenie wolności ofiary. Ktoś, komu odebrano życie nie ma już żadnej wolności, bo nie żyje. Ktoś okaleczony nie może się cieszyć pełnią wolności, jaką dawalo mu w pełni sprawne ciało, ktoś obrabowany lub okradziony nie może korzystać z tych wolności, jakie wynikają z posiadania określonych zasobów, itd.

Proste, chociaż jakże „niepostępowe”!

Ale czyż nie tego oczekiwalibyśmy od konserwatywnego Ustawodawcy?

W takiej perspektywie zaostrzenie kary za najcięższe przestępstwa mieściłoby się w ogólnej logice systemu karnego i nikt nie mógłby czynić Ustawodawcy zarzutów niekonstutucyjności.

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.