Przy okazji wojny na Ukrainie i zbrodni na ludności, jakiej dopuszczają się Moskale, odżyły rozważania o wrodzonym Rosjanom upodobaniu do bezinteresownego i bezmyślnego okrucieństwa. Przedstawia się ich, jako naród zakompleksionych cywilizacyjnie barbarzyńców, którzy gwałcą, mordują i rabują co się da, a czego się nie da zrabować, to niszczą i bezczeszczą (patrz Listy S. Lema do M. Kandla).
Zaś znany pisarz napisał w dzisiejszej Gazecie, że Rosja, to jest kraj, który potrafi eksportować tylko nihilizm i mścić się za doświadczanie, za świadomość własnej nicości.
Kiedy słyszę o tym, jakoby wrodzonym rosyjskim upodobaniu do okrucieństwa, stają mi przed oczyma dwa obrazy literackie. Pierwszy, to scena z opowiadania Babla, w którym syn w liście do matki opisuje szczegółowo, jak zadeptał obcasami jej męża i swojego ojca.
I drugi obraz – katowanej kobyłki z powieści Dostojewskiego. Właścicielem kobyłki – był podpity chłop Mikoła, który usiłował nakłonić zabiedzonego konika do pociągnięcia wielkiego wozu. Kobyłka nie dawała rady, więc Mikoła zaczął ją bezlitośnie katować. Najpierw okładał ją batem, potem hołoblom, a na końcu dobił konia żelaznym łomem. Rzecz działa się przed karczmą, z której wylegli ludzie, żeby oglądać widowisko. Widzowie jeszcze podjudzali Mikołę do bicia, a niektórzy przyłączyli się do batożenia. Kiedy koń padł, Mikoła nie żałował swojego postępku, wręcz przeciwnie. Mówił, że mu wolno, bo kobyłka była jego własnością.
Ale nie tylko wielka literatura może służyć pomocą. Bo mała również. W tym miejscu przypomniał mi się stary kawał z czasów peerelu. Dowcip opiera się na stereotypach i jest dzisiaj mocno niepoprawny, ale posłuchajcie:
W pokoju siedzieli przy stole: Anglik, Rusek, Polak i Murzyn. Nagle do pomieszczenia wleciała mucha. Anglik odgonił ją machnięciem ręki. Rusek złapał muchę i oderwał jej jedno skrzydełko. Położył owada na stół i zadowolony patrzył, jak mucha kręci się bezradnie, usiłując wzlecieć – Eh bladz! skoro ja nie latam, ty też nie musisz – powiedział z satysfakcją Rosjanin. Wtedy Murzyn podniósł muchę ze stołu, oderwał jej drugie skrzydełko i zjadł. A Polak jeno patrzył. Kiedy do pokoju wpadła kolejna mucha, sytuacja się powtórzyła. Anglik odgonił muchę ręką. Rusek znowu ją złapał i oderwał skrzydełko. Wtedy Polak wkroczył do akcji. Szybko podniósł owada ze stołu, oderwał jej drugie skrzydełko i wyciągając rękę w stronę Murzyna – spytał – chcesz kupić?
Morał z tego jest taki – Bądźmy Anglikami!
Grafika: XIX wieczna karykatura francuska – pt. „Rosjanie w Paryżu”
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz