Jeszcze takiego nagromadzenia negatywnych artykułów i sugestii nie widziałem. Prowadzony jest różnymi metodami, od prymitywnych, vide „komandos”, do z pozoru obiektywnych sondaży. Uważam, że wszystkie elementy nie są wyłącznie na nasz użytek. Mniej więcej wiem, jak wygląda praca rezydentur i placówek i potrafię sobie wyobrazić teksty depesz i clarisów. Jak to zostanie przetłumaczone.

Nie zapominajmy, że Zachód nie odbiera tego tak jak my, bo nie zna całego kontekstu. Dlatego to publikuję, chociaż zgadzam się z opinią na temat poziomu, by uświadomić całkiem realne zagrożenie.

Patrzę na to z punktu widzenia oficera wywiadu lub dyplomaty zachodniego. Proszę mi wierzyć, nie jest to taki prosty i wesoły obraz. Ta akcja może być skierowana do NATO po to, by pakt „nacisnął” na nasz rząd w celu zmiany ministra Obrony Narodowej. Pamiętajmy również, że nawet prymitywne zagrania bardziej wiarygodnie wyglądają w polskiej prasie, niż w rosyjskiej lub zachodniej. (Więcej)

W związku ze skomasowania ataków na min. Macierewicza, publikuję wpis pana Aleksandra Ściosa, w którym pan Ścios wyjaśnia część przyczyn tego procesu. Zacytuję jedno zdanie:

„Wobec dezinformacji istnieje tylko jedna skuteczna broń – nie dopuszczać do jej rozpowszechniania i rezonowania, zaś wobec agentury wpływu, dywersji politycznej i ośrodków dezinformacji – zakaz działalności, areszt i więzienie.” (źródło)

Nie zgadzam się z pierwszą częścią zdania. Ignorowanie dezinformacji powoduje właśnie jej rozprzestrzenianie. Ignorowaliśmy zbyt długo działalność propagandową, wymierzoną we wszelkie przejawy samodzielnego myślenia o Polsce. I co się stało? Powstała potężna, bezkarna propaganda, której celem są nie tylko konkretne osoby, ale i procesy społeczne, niekorzystne dla wielu. Wewnątrz i zewnątrz. Ignorowanie powoduje bezkarność. Informacja dociera bez trudu do ludzi i „robi” swoje. Nie musi być prawdziwa. Wystarczy, że narzuca określoną interpretację. Uważam, że trzeba z nią walczyć poprzez ujawnianie i wyjaśnianie poszczególnych jej elementów. To zresztą nie mój pomysł. W czasie II wojny światowej toczyła się jeszcze jedna, „współczesna”. To wojna informacyjna pomiędzy Delmerem i Goebbelsem. Obie strony stosowały dezinformację w sposób niespotykany dotąd. Obie strony wykorzystywały operacje informacyjne przeciwnika, by zwalczyć treści mu służące. Goebbels pisał w swoich pamiętnikach, że upubliczniał „brytyjskie wymysły” z odpowiednim komentarzem. To tylko techniczny sposób, bo rzeczywiście podstawą jest zwalczanie źródeł.

Druga sprawa to agentura wpływu. Zamykać? Tak. Tylko jak z nią walczyć na podstawie paragrafu 130 KK? Neutralizacja byłaby tu lepszym słowem. Pisałem o tym wielokrotnie. W mojej ostatniej książce poświęciłem temu problemowi wiele miejsca. Powiem teraz jedno: bez bezwzględnego, czyli bez żadnych „ale”, ujawnienia materiałów z różnych zastrzeżonych zbiorów, aneksów nie osiągniemy nic i będziemy mogli jedynie „ignorować”. Obawiam się tylko, że to jest tak, jak z pasożytami: jeśli je ignorujemy, to nie znaczy, że ich nie ma. W końcu rozmnożą się i zjedzą nas, a my nawet nie zauważymy, iż jesteśmy na kolacji, but „Not where we’re eating, but where we’re being eaten”, parafrazując bezczelnie duńskiego księcia.

Skoordynowana akcja dyskredytująca ministra Macierewicza trwa nadal. Wczoraj wieczorem włączył się w nią Leszek Balcerowicz, dziś „Rzeczpospolita”. Proszę przyjrzeć się tytułowi (TUTAJ). Jest zdecydowanie negatywny i budzi pejoratywne skojarzenia. Użycie zaimka dzierżawczego ma sprawiać wrażenie autorytarnych dążeń. W tekście nie pisze się o podobnych rozwiązaniach w innych krajach. Akcja trwa i warto, by jak najwięcej osób potrafiło przedrzeć się przez kurtynę kłamstw, przeinaczeń i pomówień.

Obrona Terytorialna nie jest „czyjąś” prywatną armią, ale narzędziem obrony narodowej Polski. Powinna powstać już wiele lat temu, ponieważ armii praktycznie nie mamy. Nie liczę „eksportowych” jednostek specjalnych, ale one bitew nie wygrywają, lecz zwykli regularni żołnierze, zlikwidowani przez PO, zastąpieni biurokracją i sztabowcami.