7 listopada 2015 roku zdarzyło się coś, co poniesie się długim echem… Inicjatorzy projektu: „Pułkownik Kukliński – Zwycięska Misja” postanowili nie poprzestawać jedynie na konkursie plastycznym. – Mamy przed sobą powstanie katalogu powystawowego. Organizatorzy chcieliby propagować ideę upamiętnienia 2016 roku imieniem Ryszarda Jerzego Kuklińskiego – teraz wszystko w rękach Sejmu. Do tego doszła koncepcja wystawy wędrującej. Na początek Organizatorzy liczą na zaproszenia od przedstawicieli tych miast i miasteczek, z których nadesłano prace konkursowe – mówi Małgorzata Kupiszewska w rozmowie z Agnieszka Piwar. – Pierwsze zaproszenie wystosowało już Muzeum Monet i Medali im. Jana Pawła II w Częstochowie – informuje pisarka w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl

Agnieszka Piwar: Kiedy Społeczny Komitet Budowy Symbolicznego Pomnika „Pułkownik Kukliński – zwycięska misja” ogłosił konkurs plastyczny na plakat, pojawiły się zarzuty dotyczące „techniczności” tematu.  A konkretniej?

Małgorzata Kupiszewska: Trudność zadania dla uczestników polegała na zamknięciu myśli w dwóch abstrakcjach. Pojęcia: misja i zwycięstwo nie mają odniesienia do konkretu. Zatem odnośnikiem nie ma być tylko: orzeł, sierp i młot, mundur, pagon żołnierza. To też nie kontur Polski, biało-czerwona flaga, grzyb atomowy, fotografia Kuklińskiego. Plakat ma swój specyficzny język – coś pomiędzy afiszem informacyjnym a obrazem do kontemplacji. Ma zatrzymać, zaskoczyć, przykuć uwagę, zdumieć. W ułamku sekundy. Ma być jednoznaczny w swej różnorodności. Techniczności upatrywano w postawionej tezie: zwycięska misja. W odniesieniu do osoby pułkownika Ryszarda Jerzego Kuklińskiego nie do przełknięcia dla niektórych. Wśród prac była nawet próba deprecjacji osoby Pułkownika. W narysowanym siłaczu, z obdartym rękawem i tatuażem Polski na umięśnionym ramieniu, z wpisanym do środka nazwiskiem Jack Strong, w żartobliwej formie, budzącej śmiech we wszystkich, którzy oglądali, widziałam próbę ośmieszenia dokonań płk. Kuklińskiego, kpinę z jego mocy zamkniętej w muskulaturze. Pułkownik był bardzo zdolnym oficerem, genialnym strategiem. Wszyscy to podkreślają. A jak pisał…

Czy osobom, które zgłosiły swój udział w konkursie udało się stanąć na wysokości zadania?

– Napłynęło ponad 60 plakatów na Konkurs w ramach Ogólnopolskiej Konferencji Pomnik Symboliczny Pułkownik Kukliński – zwycięska misja. Nadchodziły z rożnych stron Polski. Już po trzydziestej pracy odetchnęłam z ulgą. Wiem, że wiele osób włączyło się w propagowanie konkursu. Mówiły o tym Akademie Sztuk Pięknych w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie, Kielcach, Toruniu, Siedlcach. Zawiadomiliśmy licea plastyczne… Plakaty pachniały farbą, kiedy rozkładaliśmy je dzień wcześniej, przygotowując dla jurorów. Następnego dnia przyglądałam się pracy Jury. Tempo, w jakim odwracano na drugą stronę pełnowymiarowe plakaty, powodowało dreszcze. Miałam wrażenie, że nic nie przeciśnie się przez ich wymagające sito. Nie zostawią ani jednej pracy… Wiesz, co czuje gospodyni domowa, kiedy okazuje się, że gości nie zadowala żadna potrawa?  „Twarzą” pozostawiono jedynie dziewięć prac. Te wejdą do katalogu powystawowego. Pan profesor Rosław Szaybo, przewodniczący Jury,  pozwolił mi przysłuchiwać się argumentacji przy każdej pracy. Niesamowite przeżycie, jakbym była w środku gejzeru myśli.

Z ogólnodostępnych informacji wyczytałam, że Organizatorzy konkursu nie zamykali się jedynie na uczniów i absolwentów szkół plastycznych, ale otworzyli szerzej, tak by szansę na zaprezentowanie swojego talentu miał każdy, nie tylko zawodowiec. A czy Pani miała swojego faworyta wśród nadesłanych prac?

– Zgadzam się z werdyktem Jury. Przyjmuję i w pełni akceptuję. Mój faworyt przepadł, plakat z postacią Pułkownika, który stoi w mroku, przygotowany do walki. Na twarzy, jak u wojownika czy kibica, świecą na obydwu policzkach białoczerwone, transparentne znaki. Ten właśnie plakat przemówił do mnie, jako organizatora, emocją podwójną. Wyraża bowiem moje przeżycia, kiedy przez trzy lata bezowocnie podejmowałam próby postawienia Pułkownikowi niewielki choćby postument. Ten mrok z plakatu to mój stan duszy, kiedy się nie udawało, gdy za każdym razem musiałam odchodzić z kwitkiem. Blask, od pozostawionych nawet na palcach dwóch kolorów, to mój upór i wiara, że podołam, bo walczę w słusznej sprawie. Bronię Polski uosobionej w jego samotności. Tej postaci z plakatu i samego płk. Kuklińskiego. Argument jury, że nawiązuje do stadionowości nie przekonał mnie. Na stadionach widzę duszę, która krzyczy to, czego nie można głośno wypowiedzieć. Jako organizator tę właśnie pracę chciałabym osobiście nagrodzić. Nagrodą będzie kolacja ze mną, w mojej rodzinnej restauracji, w Zajeździe u Mikulskich w Wiązownie. Usiądziemy z autorem przy stole, przy którym siedział płk. Kukliński z przyjaciółmi: Barbarą i Romanem Barszczami. Gościom sama zrobiłam zdjęcie, nie wiedząc wtedy, komu je robię…

Ostatecznie zwycięzca konkursu plastycznego, który zgarnął główną nagrodę, mógł być tylko jeden...

– W dniu 4 listopada  Jury w składzie: prof. Rosław Szybo, Andrzej Fogtt, Szczepan Sadurski podjęło decyzję o nieuwzględnieniu opinii pozostałych nieobecnych członków Jury. Zgodnie z obowiązującymi zasadami przyjęto stanowisko, że decyzję wypracowuje się wspólnie i osobiście, po zapoznaniu się z pracami w ich naturalnej wielkości.

Po przejrzeniu wszystkich nadesłanych prac konkursowych jury postanowiło nagrodzić tylko jedną nagrodę w wysokości 5 tys zł ufundowaną przez Wójta Gminy Wiązowna pana Janusza Budnego. Jakież było zaskoczenie jurorów, kiedy się okazało, że laureatem został Wojciech Korkuć. Kiedy zadzwoniłam do pana Wojciecha, żeby mu o wygranej powiedzieć, gratulowałam najpierw nagrody w Tokio, mówiąc, że ta zwycięska we wsi Wiązowna może być tak samo cenna. Długo nie wierzył, że mówię prawdę…

Idei Budowy Symbolicznego Pomnika Ryszardowi Kuklińskiemu towarzyszył równolegle drugi konkurs, tym razem historyczny. Do kogo był skierowany i ilu chętnych wzięło w nim udział?

– Starosta Powiatu Otwockiego pan Mirosław Pszonka roztoczył patronat nad konkursem historycznym dla młodzieży gimnazjalnej. Ufundował także pieniężną nagrodę dla nauczyciela, który przygotuje zwycięskiego ucznia. Ku zdumieniu jurorów tę nagrodę odbierze pan Jacek Jan Kołakowski, którego czwórka uczniów znalazła się na podium. Przyznano dwie pierwsze nagrody i trzy trzecie nagrody. Dzieci dostaną pieniądze od władz miasta Otwocka, nagrodę ufundował młody przewodniczący, ma dopiero 28 lat, pan Jarosław Margielski i Przewodnicząca Nauczycieli Języka Polskiego i Pedagogów w Niemczech, otwocczanka, Liliana Barejko – Konops.

Który z uczniów okazał się zwycięzcą i co o tym zaważyło?

– Pierwsze miejsce zajęły Agnieszka Kos i Izabela Twardowska, obie z Gimnazjum z oddziałami dwujęzycznymi im. Jana Pawła II w Gliniance. Trzecie miejsce zaś Maria Kocimowska, Bartosz Gańko i Jakub Ganowski.

Dziękujemy  wszystkim uczniom, nauczycielom, dyrektorom szkół za udział w konkursie historycznym Pułkownik Kukliński – zwycięska misja. Gratulujemy odwagi wypowiadanych sądów, dojrzałości  w myśleniu, poszukiwania prawdy historycznej. Młodzi wiedzą, że ich przodkowie stali na straży Polski, walczyli na różne sposoby ze zniewoleniem jej. Choć groziła im śmierć, cierpienie – narażali rodziny, karierę, dobre imię.

Według nich Pułkownik Kukliński wykazał się odwagą, mądrością i skutecznością. Na pytanie, co oni by zrobili na miejscu Pułkownika, prawie wszyscy odpowiadali, że nie mają takiej odwagi jak on. Prędzej uciekliby z kraju niż stanęli w obronie ojczyzny. Podziwiają Kuklińskiego za skromność i wytrwałość, za umiejętność dochowywania tajemnicy. Jest dla nich wzorem niesamowitej odwagi oraz oddania wyższej sprawie. Mają świadomość, że teraz przed nimi stoi zadanie głosić chwałę tego, czego dokonał Pułkownik i kierować tym, co dla niego było najcenniejsze.

Tak wielu Polaków – także z najmłodszego pokolenia – biorących udział w obu konkursach poświęciło swój czas, by pochylić się nad najnowszą historią Polski. Historią trudną, nierzadko w przeszłości zakłamywaną, ale ostatecznie zwycięską. Artyści i młodzież gimnazjalna – bez cenzury ludzi partii! – sięgają po niewygodną historię. Właśnie o taką Polskę – gdzie bez przeszkód mają miejsce tego typu inicjatywy – walczył płk Kukliński. Oba konkursy jemu poświęcone wydają się być zatem najlepszym Pomnikiem, jaki mógłby sobie wymarzyć. To chyba dobry moment, by pójść za ciosem?

– Inicjatorzy postanowili nie poprzestawać jedynie na konkursie. Mamy przed sobą powstanie katalogu powystawowego. Organizatorzy chcieliby propagować ideę upamiętnienia 2016 roku imieniem Ryszarda Jerzego Kuklińskiego – teraz wszystko w rękach Sejmu. Do tego doszła koncepcja wystawy wędrującej. Na początek Organizatorzy liczą na zaproszenia od przedstawicieli tych miast i miasteczek, z których nadesłano prace konkursowe: Białystok, Bydgoszcz, Częstochowa, Gdańsk, Gliwice, Karczew, Katowice, Klecza Dolna, Konin, Kraków, Łódź, Lipno, Olecko, Ostrów Mazowiecki, Oświęcim, Otwock, Pruszków, Poznań, Rzeszów, Sandomierz, Siechnice, Siemianowice Śląskie, Sosnowiec, Szczecin, Wałcz, Wałbrzych, Warszawa, Wiązowna, Wrocław, Żarki, a także Londyn (Wielka Brytania) i Falkensee  (Niemcy). Pierwsze zaproszenie wystosowało już Muzeum Monet i Medali im. Jana Pawła II w Częstochowie.

7 listopada zdarzyło się coś, co poniesie się długim echem…

Podczas Konferencji zapowiedziała Pani ogłoszenie analogicznego konkursu, tym razem dotyczącego postaci rtm. Witolda Pileckiego. Czy możemy spodziewać się równie wielkiego wydarzenia, jak tego sprzed kilku dni?

– Szczerze? Większego wydarzenia! W przeciwieństwie do zmanipulowanej wiedzy o osobie pułkownika Ryszarda Jerzego Kuklińskiego, postać Rotmistrza dało się dość szybko odkłamać. Proszę nie zapominać, że Zofia Pilecka – Optułowicz dowiedziała się o dacie śmierci Ojca po 1989 (sic!), bo wcześniej okrzyknięty został zdrajcą i skazany na śmierć. To dopiero po 25. maja 2015 r.po raz pierwszy Prezydent uhonorował pamięć niezwykłego żołnierza Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Seweryn Sołtys