Większość domyśla się pewnie, dlaczego organy ścigania nie dają sobie rady z Janem Burym, ongiś chronionym immunitetem poselskim parlamentarzystą z ramienia PSL-u, partyjnym baronem na Podkarpaciu. Nawet ostatnio, gdy wiatr przemian bezwzględnie zamiata śmieci pozostałe po poprzednikach, niezatapialny Bury uniknął aresztu i bez uszczerbku dla kieszeni i wolnego czasu pospacerował z Katowic w siną dal.

Co tutaj jest grane? – zapewne sporo osób bije się z myślami. A ci, co czegoś się domyślają, podejrzewają, że Bury jest w stanie dać skuteczną burę sędziemu, który by się odważył podnieść na niego choćby paluszek wskazujący, że będzie to zamiar skazujący. Chociaż na razie Jan Bury daje medialne reprymendy ścigającym go, gdy zapewne organy antykorupcyjne i prokuratura mają o tym, co ma za kołnierzem (czytaj: na zagranicznym koncie), pełne dossier.

Wklejam poniżej ciekawe domysły (ale jakże uargumentowane!), które umieścił na swym autorskim blogu – w końcu fachowiec, człowiek dobrze znający kulisy palestry – europoseł Janusz Wojciechowski. Świadczące o tym, że Jan Bury, na razie grożąc burami sędziom na szczeblu rejonowym, daje do zrozumienia, że jeśli go ktoś dotknie, to może za sobą pociągnąć takie autorytety, wyjąć je spod parasola Temidy, że się nietykalnym gnomom w togach łańcuchy w pętle na niezawisłych szyjach pozaciskają, a państwo zatrzęsie w posadach.

Jaki z tego wniosek? Czy mamy tutaj do czynienia z grą służb wprzęgniętych w politykę? Które np. chcą się uwiarygodnić? Ano taki, że minister Ziobro ma włączyć akcelerator i docisnąć pedał, żeby jak najszybciej połączyć Prokuraturę i Sądy, bo Bury jest zapewne nieocenioną skarbnicą wiedzy o mafii w wymiarze sprawiedliwości, więc gdy w geście samoobrony i zemsty zacznie sypać, to to, co podejrzewamy, potwierdzi się w całej rozciągłości.

Choć jako doświadczony prawnik, mający niemal eksperckie zdanie z materii tuszowania afer (znany zwłaszcza z wystąpień w programie Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla reportera”), Janusz Wojciechowski, jest absolutnie innego zdania.


Janusz Wojciechowski, 21 listopad 2015.

Zwolnienie Jana Burego wskazuje, że zarzucana mu korupcja musi być poważna. Dopiero powyżej miliona nie wsadzają.

1. Zwolnienie Jana Burego, nawet bez kaucji (sąd był łaskawszy niż obrona, która proponowała 100 tysięcy poręczenia) wskazuje, że zarzuty muszą być naprawdę poważne, a opisana w nich korupcja zapewne przekracza milion złotych. W wymiarze sprawiedliwości obowiązuje bowiem niepisana zasada, że za korupcję powyżej miliona złotych nie zamykają. Im wyższa kwota przyjętej łapówki, im większy rozmiar defraudacji, tym większa szansa na łaskawość.

2. Bury ma też szczęście, że stawiane mu zarzuty dotyczą korupcji związanej z wymiarem sprawiedliwości. Słyszymy, że miał coś załatwiać w Naczelnym Sądzie Administracyjnym i w Krajowej Radzie Sądownictwa. W takich sprawach, gdy w grę wchodzić może także odpowiedzialność sędziego, wobec którego, zgodnie z uchwała Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2008 w sprawie SNO 91/07 obowiązują wyższe wymagania dowodowe, niż w zwykłych postępowaniach. Zgodnie z zaprezentowaną tam filozofią sprawiedliwości, postawienie sędziemu zarzutu korupcji jest praktycznie niemożliwe, na czym w konsekwencji może skorzystać również Bury.
Nawiasem mówiąc autor wspomnianej uchwały, stawiającej w sprawach korupcyjnych sędziów wyższe standardy dowodowe, sprawdził moc tej uchwały na sobie, był to bowiem sędzia główny bohater rozpracowywanej przez CBA i zamiecionej kilka miesięcy temu pod dywan sprawy określanej w mediach jako „afera korupcyjna w sądzie Najwyższym”. Taśmy, nagrania nie wystarczyły, bo wobec sędziego dowody muszą być zdecydowanie mocniejsze niż w zwykłym przypadku.

3. Jan Bury może zatem optymistycznie patrzeć w przyszłość, wierząc w niezawisłość sędziowską i niezależność sądów, którą od lat, jako członek Krajowej Rady Sądownictwa, umacniał i jej strzegł. Źródło: blog Janusza Wojciechowskiego.

Autor: Zygmunt Korus

Zygmunt KorusZygmunt Korus (r. 1948) pochodzi spod Dęba Bartka, z Zagnańska na Kielecczyźnie. Absolwent AGH (inżynieria ekonomiczna) i UJ (historia sztuki) w Krakowie.
Dziennikarz, krytyk sztuki. Organizator wystaw, plenerów, sympozjów literackich. Współpracownik radia (felietony, słuchowiska) i telewizji (audycje o plastyce). Pomysłodawca i współzałożyciel miesięcznika „Integracje” (1978) i redaktor prowadzący pismo „Sound&Vision” (2001).
Opozycjonista, podczas protestów marcowych w 1968 r. przywódca Międzyuczelnianego Komitetu Strajkowego, więziony i skazany wyrokiem sądu, później z tzw. wilczym biletem dziennikarz represjonowany za przekonania (areszt 1982). Organizator niezależnych mityngów poetyckich „Pomówmy o wartościach” (Chorzów 1980, 81, 82). Rzecznik prasowy śląskiej „Solidarności”, z jej ramienia kurator spektaklu „Tragedia Romantyczna Dziady-Kordian” (Katowice, Spodek 1981). Członek byłego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich do chwili jego rozwiązania w stanie wojennym.
Od grudnia 1982 r. marszand, właściciel Galerii Sztuki PLUS w Chorzowie a także biura podróży (1995); pilot wycieczek, organizator plenerów krajowych i zagranicznych.
Tłumacz, kozer władający kilkoma językami. Dotychczas wydał tom wierszy pt. „Niestety dobrze” (KAW 1976). Współredagował antologię śląskiej poezji „Jak smagnięcie gałązką” (Chorzów 2002). Tomik poetycki pt. „Wiele po pierwsze” (z ilustracjami Zdzisława Beksińskiego), to owoc pobytu autora w Kanadzie (Anagram, Warszawa 2003). Zbiór krytyczny pt. „Symbole Dalego” (Galeria PLUS, Chorzów 2004) jest ilustrowanym opracowaniem posiadanej kolekcji grafik Salvadora Dalego, z początkiem 2007 roku udostępnionej dla zwiedzających.
W 2008 roku powołał chorzowski klub tygodnika „Gazeta Polska”.
W 40. rocznicę Marca 1968 odznaczony, z rekomendacji prezesa IPN-u, śp. Janusza Kurtyki, przez Prezydenta Rzeczypospolitej, śp. Lecha Kaczyńskiego – Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Aktywny bloger na kilku znanych portalach społecznościowych, publicysta „Warszawskiej Gazety” i współkreator tygodnika „Śląska Gazeta” w okresie jej istnienia (2011-13).