Agresja wśród ludzi narasta, coraz więcej grup społecznych zostało między sobą skonfliktowanych, a najlepszą formą reklamy stał się natarczywy i niemerytoryczny hejt. Jezusa zakatowano na śmierć spełniając żądanie fanatyków i faryzeuszy, tego samego Polacy doświadczają każdego dnia od swoich rodaków zionących nienawiścią do wszystkich, którzy im nie klaszczą – a nie klaszczą, bo nie ma ku temu żadnego powodu. Hejter nie jest zapraszany, pojawia się sam i usiłuje przejąć kontrolę nad cudzym profilem bombardując go treściami niemerytorycznymi, obraźliwymi i wykorzystującymi niewiedzę osób trzecich w danym temacie, co tchórzliwszy desantu dokonuje w towarzystwie swoich kolegów. Co gorsza hejt przynosi często obustronną korzyść, co zwiększa dla niego tolerancję i wytwarza powolną symbiozę. Godzimy się na sączenie wobec nas nienawiści, ponieważ ta nienawiść powoli zaczyna nas określać i odróżniać od innych.

Opłaca się być atakowanym przez nacjonalistów, aby zyskać poparcie lewicy i środowiska LGBT. Opłaca się skonfliktowanie z mniejszościami, by zyskać armię skrajnych konserwatystów. W końcu opłaca się żądać wolności bez żadnych granic i bez poszanowania cudzych praw, aby za naszymi plecami stanęli ludzie od Tanajno. To kto nas atakuje decyduje o tym, z której strony otrzymamy poparcie, często bezwarunkowe i niezasłużone, a niekiedy nawet niechciane. Wróg naszego wroga to nasz przyjaciel – ta prosta reguła to najtańszy marketing w wirtualnym świecie, stąd wielu hejterów szuka sobie wrogów aby wreszcie zyskać przyjaciół.

Zauważyłem, że osoby nawiedzające moje strony i hejtujące moje wpisy odnoszą efekt w postaci drastycznego wzrostu moich zasięgów, liczby lajków czy konwersji na „call to action”. Dawniej byli to poplecznicy Masy, później zwolennicy Ziobry, ostatnio m.in. pseudo-strzelcy (nie mylić z poważnymi strzelcami, którzy się do hejtu nie zniżają, a co najwyżej prowadzą merytoryczne dyskusje). Czy mnie to cieszy? Nie, bo to klęska pewnego aspektu człowieczeństwa i etycznych fundamentów rozpoznawalności. Gdyby dzisiejsi hejterzy żyli 2000 lat temu, to krzyczeliby, że chcą wolności Barabasza, a Chrystusa jako „bluźniercę” z rozkoszą posyłaliby na okrutną śmierć (oczywiście w imię wierności Bogu). Nie wolno się na to godzić, bez względu na to jakie korzyści z ich działania możemy osiągać. Nawet, jeśli to my jesteśmy Barabaszem. Dlatego zamiast czerpać profity z karmienia hejtera zróbcie coś niekonwencjonalnego – po jednej szansie na merytoryczną dyskusję po prostu go zablokujcie. Takiej reklamy nikt z nas nie potrzebuje, a kategoryczne zamknięcie drzwi przed nosem zaboli go najbardziej.

Pochodnie zamiast krzyży – krzyże były zbyt mało wydajne, a jedną pochodnią podpalić można pół świata…

Wszystkim wierzącym życzę tej Wielkanocy głębokiej refleksji nad tym co udało im się szczerze znienawidzieć, dlaczego tak się stało i czy było warto… Jeśli ostatnie pytanie pociąga za sobą odpowiedź „tak”, to natychmiast przestańcie świętować, bo nie o to chodziło temu miłemu Panu z krzyża.

Ps. blokujcie ludzi, którzy Was irytują lub obrażają – to w dzisiejszym świecie akt miłosierdzia i człowieczeństwa. Popełniam czasem błąd próbując wytłumaczyć coś ludziom, którzy mylą opinię swoich psycho-kolegów z wiedzą naukową lub społecznym dowodem słuszności, ale postępuję źle. Nie ma sensu wyciągać obcych z gett fanatyzmu, ciemnogrodu i nienawiści, i tak się nie zmienią. Nasz spokój jest najważniejszy, dlatego blokujcie ludzi niezrównoważonych, jeśli tylko sami ich nie zaprosiliście. Ja nikogo nie zapraszam – Przyjaciół i Czytelników nie muszę, zawsze są mile widziani, a złośliwych obcych nie chcę, więc bez żalu żegnam. Nasze profile to nie mównica sejmowa, nie musimy wysłuchiwać obojętnych nam szaleńców.

Autor: Kazimierz Turaliński