W każdej wręcz przestrzeni temporalnej unormowanego cywilizacyjnie człeczego żywota pojawiają się okoliczności determinujące koniecznością swoistego świętowania względnie inaczej rzecz ujmując realizacją uroczystej celebracji. Corocznie w związku z przypadającą w określonej dacie kolejną (często tzw. okrągłą) rocznicą: urodzin, ślubu, ukończenia matury, oświadczyn etc.. permanentnie powracamy do realizacji tychże sprawiających przyjemność, a częstokroć autentyczną radość czynności. Przy okazji jubilaci, a także solenizanci (gdyż o imieninach także nie zapominamy) otrzymują upominki np. w postaci butli łyskacza, czy wykwintnego markowego włoskiego wina pt. PRIMITIVO. Nasze urokliwe połówki częstokroć otrzymują kwietny bukiet okraszony jubilerskim, czy też kosmetycznym drobiazgiem. Celebrujemy takoż wspominkami pamięć o tych, którzy udając się w daleką podróż z drugiego brzegu Styksu już nie powrócili. Składając jubilatom oraz solenizantom okolicznościowe serdeczne gratulacje sztampowo częstokroć kierujemy wobec nich tzw. wyświechtane, spowszedniałe życzonka: zdrowia, szczęścia i wszelakiej pomyślności….. Bywa takoż, że ktoś ze składających te życzenia, a co nieco obdarzony weną swojskiej poezji dodatkowo zadeklamuje stosowny swojego autorstwa wierszyk, względnie wokalnie się szykownie zaprezentuje. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że priorytetowy aspekt składanych życzeń przeważnie skorelowany jest z elementem sanacyjnym, czyli zdrowotnym. „Odkrywczo”, a zarazem w banalny sposób nawzajem się ustawicznie przekonujemy, że pozostając posesjonatem zdrowia wysokiej jakości, najlepiej tzw. „końskiego” to właściwie osiągnąć możemy apogeum naszej szczęśliwości na tym padole łez. Posiadanie atrybutu należytej zdrowotności implikuje nam ekspektatywną możnością osiągania i to znaczących sukcesów na różniastych niwach np. materialnej, towarzyskiej, sportowej czy też amorycznej. Z całym przekonaniem możemy skonstatować, że zdecydowanie częstszym zjawiskiem odnajdywania na sukcesowym topie bywają osoby, które legitymują się znakomitym zdrowiem, a także kondycją. Rzecz jasna sprawa przedstawia się zdecydowanie odmiennie, gdy obdarzona lichym zdrowiem osoba miałaby porównywalne szanse na takowym topie się sytuować. W jednostkowych przypadkach jednak taka możliwość nie jest całkowicie wykluczoną. Jak zwał, tak zwał: zdecydowanie lepiej kolokwialnie rzecz ujmując okazuje się jest być zdrowym, a na dodatek młodym i bogatym niźli legitymować się tego typu przeciwieństwami, czyli chorym, starym i nędzarzem…

Ludzkość od pradawna, czyli od swojego początkowego etapu ucywilizowania się poświęcała wiele uwagi na swój stan zdrowia, potencjalne przyczyny jego pogarszania się, poszukiwania metod profilaktycznych zapobiegających powstawaniu wielce niebezpiecznych ognisk chorobowych, czyli epidemii, a w globalnym ujęciu pandemii, a także należytej diagnostyki i skutecznej terapii.

Znakomity grecki medyk żyjący na przełomie V i IV w. p.n, Ch. Hipokrates jest powszechnie uznawany za ojca medycyny (przysięga Hipokratesa!!) Jako zdecydowany prekursor wprowadził zarówno dietę jak i higienę jako element profilaktyczny, mogący w założeniu zapobiegać chorobom. Zwalczał również ówczesne przesądy takie jak np: że epilepsję rzekomo wywołuje różnorodne opętanie przez bliżej niezidentyfikowane demony. To właśnie Hipokrates wprowadził medyczne nadal niezmiennie używane do dzisiejszego dnia profesyjne terminy, jak np. rak, diagnosis czyli rozpoznanie, prognosis – rokowanie, therapia – leczenie, epidemia. Zasadnie uważał, że środowisko i klimat znacząco wpływa na stan zdrowia i kondycję człowieka.

Tyle wypada odnieść się do kwintesencji niniejszego felietonowego tytułu, albowiem z całą mocą należy zaakcentować fakt, że tak jak ludzkość ustawicznie walczy z wszelkimi symptomami chorobotwórczymi permanentnie jej towarzyszącymi; tak również symetrycznie realizowany jest przez naturę proces odwrotny. Dąży natura bowiem bezwiednie wręcz, a oczywiście ewidentnie wraży dla człeka sposób do powielania różnego rodzaju mutacji chorobowych mających na celu pokonanie człeczych systemów immunologicznych. Wot, takaja igraszka w kotka i myszkę…

Nie bez kozery przypomnieć należy w tym miejscu straszliwe, hekatombowe rezultaty epidemii związanej w tzw. grypą hiszpańską, która pojawiła się w finale I wojny światowej unicestwiając wielomilionową populację mieszkańców Europy i Ameryki Płn.

Pokłosiem związanym z realiami dnia dzisiejszego jest nadal funkcjonująca pandemia tzw. koronaświrusa dezorganizująca życie społeczno-gospodarczo-polityczne wręcz na całym globie.

No, cóż człeczy los jest na szachownicy życia jedynie mało znaczącym elementem rozgrywek odnoszących się do aksjologicznych treści z cyklu: marność nad marnościami.

Vanitas vanitatum et omnia vanitas: marność nad marnościami i wszystko marność. Skarby i szczęście szybko mijają i pozostaje po nich pustka. Wartości, takie jak mądrość czy bogactwa także nie są stałe i mogą przysporzyć nieszczęść; prowokują zawiść innych, utrapienie dla posiadających.

Tak to zostało ujęte w biblijnej księdze Koheleta.

Pozostaje oczywistą niezaprzeczalną oczywistością fakt, że na przestrzeni człeczych dziejów wielokrotnie pojawiały się i jednocześnie przemijały częstokroć straszliwe po względem swojego śmiertelnego pokłosia epidemie ówcześnie nieuleczalnych chorób jak czarna ospa, dżuma czy cholera. Ludzkość jako właściwe remedium w tejże sytuacji (bowiem stosownych medykamentów nie posiadała) uznawała za konieczne daleko idącą separację od innych mieszkańców danego terytorium. Literackim pokłosiem tego stanu rzeczy jest słynny Dekameron Giovanni Boccacciego jednoznacznie w swojej wymowie korelujący z seksualną człeczą imaginacją w warunkach śmiertelnego zagrożenia epidemicznego. Wielce ciekawe i pouczające dzieło…

Posiadacze starszych PESELI uczulani byli na konieczność podejmowania walki z symptomami niezwykle groźnej wówczas, tj. w czasach PRL-u, gruźlicy, czy też tragiczną w skutkach chorobą Heinego-Mediny.

Cóż wszystko płynie i zmiennym jest… panta rhei…

Trafnym będzie także w tym miejscu przywołać latyńską paremię: tempora mutantur et nos mutamur in illis oznaczającą, że skoro czasy się zmieniają, to także i my…

Także w kwestiach dotyczących wszelakich plag, a w szczególności odnoszących się do choróbsk, czego znaczącego rozgłosu doznaliśmy ze strony koronoświrusa COVID-19 powinniśmy się odnieść do lat pomagdalenkowych tj. okresu już ponad 30-letniego. W tymże czasie na wskutek wszechstronnych działań podjętych ze strony czynników o wszelkiej bezpieczniackiej proweniencji dokonano z daleko idącą premedytacją skutecznego w znacznej mierze zainfekowania określonej części tubylców TEGOKRAJU choróbskiem o nazwie ujętej niniejszym felietonem: „TUSKOLIOZA”!!!

Majstersztykiem wykazała się esbecja i wszelkie tajne służby specjalne z nią powiązane właśnie ówcześnie wykreowując tefałenowską telewizornię, która ponoć jako jedyna w TYMKRAJU, ba na całym świecie wręcz powielała w swoich wiadomościach i inszych audycjach wyłączną, niepodważalną prawdę!!!!! Wszak to oczywisty absurd, aby „bezpieczniactwo” zdolne byłoby do kreacji prawdy!!!!! Felietonista z daleko idącym nieukontentowaniem niestety zmuszony jest stwierdzić, że wśród jego bliższych; względnie dalszych znajomych oraz familijnie powiązanych osób są takowe osoby, które działaniom esbecji dały się ewidentnie zwieść!!!

Jako jednak dalece doświadczony życiowo osobnik nie wyklucza stosowania wobec niepokornych osób tzw. kompromatów jako czynnika stymulującego ich do wychwalania bandyckiego reżimu.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że w tenże propagandowy bzdet uwierzyli (służbistowsko taki oblig został na nich nałożony) wszelkie pomioty pezetpeerowskie oraz różniaści beneficjanci dawnego ustrojstwa. Niestety tuSKOLIOZA poczyniła także znaczące postępy w czerepach osób formalnie rzecz biorąc pozostających dotychczas w pewnym rozbracie z w/w bezpieczniactwem, członami i ich rodzinami zbrodniczego PZPR-a, czy pewnymi beneficjantami jak np. waluciarze, czy taksówkarze nad którymi służby roztaczały symptomatyczny parasol. Jedynie nieliczni spektatorzy TVN występują jako osoby, które po prostu z wyboru bądź też z przyzwyczajenia tę telewizornię oglądają, a które nie są uwikłani w tenże esbecki system przekazu telewizyjnego. Nawet w przypadku, gdy zorientują się co do niejednoznaczności aksjologicznej wczipowywanej odbiorców to w sukurs przychodzi im psychologicznego wyparcia: vide felieton z dnia 10 bm pt: RELATYWIZM I ANIMALIZM.

Wraz z upływem już ponad 30 lat od magdalenkowych czasów w sposób jednoznaczny i absolutnie niezaprzeczalny (ad argumentum, a nie ad personam; z cyklu podkarpacie grażynowo-januszowe, beret, moher etc…) należy skonstatować, że na dolegliwość tuSKOLIOZY cierpi horda polactwa dokonująca na przestrzeni tychże 30 lat znamiennych wyborów elektorskich.

Pomimo ewidentnych atrybutów zbrodniarstwa magdalenkowcy na prezydenckim stolcu RP ulokowali sowieckiego jenerała Wojtusia Jaruzela. Następczo tenże stolec zajął TW BOLEK, a schedę po nim objął (i to 2-krotnie!!) filipińsko do upojenia ululany komuszy konformista i skuteczny pezetpeerowski karierowicz w osobie Ola Kwaśniewskiego. Dla porządku przypomnieć należy konkurenta BOLKA tzn. człowieka znikąd (aleć z czarną teczką) Stana Tymińskiego.

Tenże firmament gwiaździstego typu jak: PALIGŁUP (znany demonstrator knurowskich penisów), PETRESCU (wybitny pustogłów) z modernej partyji, czy aktualnie prezentujący się na scenie politycznej KOTŁOWNIA, alboć Hołownia. Primus inter pares w sposób bezdyskusyjny jest niewątpliwie z tejże wymienionej czeredy kabotynów warszawski szambolan Rafcio Czaskowski. W jego najbliżej familii (babuleńka i matula) długo letnio funkcjonowały czerpiąc z tego faktu znaczne profity jako niezwykle lojalne współpracowniczki SB jako TW.

Fakt, że Rafcio nie uważał takowej haniebnej współpracy babki i matki z SB jako ponoć nic zdrożnego; to jednak okoliczność, że elektorat nie uwzględnił negatywnie takowych w sposób oczywiście kompromitujących Rafcia koneksji; pozwala jednoznacznie skonstatować, że po prostu był on z dawien dawna zainfekowany w wysokim stopniu felietonową TUSKOLIOZĄ!!!

Wypada w tymże miejscu odnieść się do medycznych określeń związanych z felietonowym tytułem. Blisko dźwięczne określenie choroby zwanej skoliozą odnosi się do występującej u człowieka wady postawy. Najczęściej spotykana jest u dzieci, objawiając się trójpłaszczyznową deformacją kręgosłupa, wykreowaną w wyniku licznych uwarunkowań wrodzonych i nabytych. Różnicując tęże skoliozę stwierdzić musimy, że obejmuje ona jej trzy charakterystyczne rodzaje: boczne skrzywienie (płaszczyzna czołowa), wypłaszczenie (płaszczyzna strzałkowa) oraz skręt (płaszczyzna poprzeczna). Innymi słowy skolioza to po prostu skrzywienie, odchylenie kręgosłupa od stanu prawidłowego, czyli naturalnego kształtu litery S. To poważne choróbsko wymagające intensywnej terapii już w jej początkowym stadium związanym przede wszystkim z naszą progeniturą. Odnosi się do sfery stricte fizycznej człowieka, aczkolwiek jej skutki dalekosiężne odnosić się mogą także w wyniku chorobowego przebiegu także do sfery psychicznej. Nikt nie lubi, a tym bardzie nie akceptuje jakiejkolwiek dewiacji, a skolioza jest w sposób oczywisty „zdrowotną” dewiacją pastwiącą się nad ludzkim organizmem.

Wspólnym dostrzegalnym mianownikiem skoliozy i felietonowej choroby określonej zasadnie TUSKOLIOZĄ, a surogatycznie LEMINGOZĄ jest oczywista oczywistość, że odnosi się ona do kręgosłupa, a konkretnie do jego postępującej deformacji. Skolioza dotyczy fizycznej choroby kręgosłupa tworzącego cielesny fundament budowy ludzkiego ciała. Natomiast w przypadku tuskoliozy odnosi się ona także wprawdzie do kręgosłupa, aleć… psychicznego, moralnego. Tak jak słynny koronaświrus także tuskolioza doczekała się swoiście transcedentnych chorobowych wariantów tego rodzaju jak: watahowa, hoojowato-kamienna, a także murzyńskowato-laskowata jej odmiana, której to wariant został pro publico bono bliżej zaprezentowany przez jego słynnego odkrywcę tj. Radka Zdradka czy też szarańczowa ściśle skorelowana z jego odkrywcą w postaci Grzegorza Dyndały (Molier śle swoje ukłony) ze Schetyna.

Niezwykle dotkliwie została przez tuskoliozę doświadczona, poturbowana wręcz; najlepsiejsza jak donosiła pustogłówka Iza Leszczynka kandydatka na prezydętkę RP Gośka Wykidajło z Błońska. Niestety, towarzycho i polszewickie kolesiostwo nie doceniło jej cennych atrybutów i po prostu zgodnie z wysokimi aksjologicznymi wymogami idolki Hyrzego Ruja; znaczy się słynnej lamparciej lesby po prostu ją w kosmos infinitywnie w………ło !!! BRAFFOO WY !!!

Gośka mając we krwi ustawiczne parcie na szkło aktualnie szeroko co po niektórym otworzyła oczy co do programu wyborczego w 2023 r. swojej partyji, której jest vickiem tj. w PEŁO. Skromnie oświadczyła, że tenże program zostanie podany do publicznej wiadomości… jedynie w przypadku wiktorii tejże partyi i dlatego chcąc jej życzyć tego zwycięstwa należy zagłosować w „ciemno” (ciemność widzę…). Absolutnie zatem nikt nie ma prawa podnieść wrzawy czy rabanu w przypadku, gdy po wynikach wyborczych okazało się z nastaniem Nowego Roku tj. 2024 przeprowadzona zostanie kastracja mężczyzn po ukończeniu przez nich 45 lat życia.

A co… nie można???

Można i należy, bowiem w tajemnym programie kastracja zaraz po aborcji znalazła się jako konieczna czynność do szybkiego przeprowadzenia, a jak widać tak głosując elektorat bez wahania za tym rozwiązaniem się opowiedział.

Celem podjęcia ewentualnych związanych z koniecznością podjęcia skutecznej terapii oraz wszelkich niezbędnych, koniecznych działań w przypadku stwierdzenia symptomów chorobowych tuskoliozy należy P.T. Czytelnikom te charakterystyczne symptomy zaraźliwej choroby zdecydowanie przybliżyć.

To niezwykle proste, wystarczy bowiem; nawet pobieżnie obserwować postać bywszego i aktualnego fuhrera PEŁO KACZORA DONALDA zwanym takoż Hyrzym Rujem oraz Pinokio Donaldinem. Jako fundamentalny rozsadnik, czyli chorobowe źródło wirusa tuskoliozy ułatwia nam sporządzenie diagnozy jej aktywizacji nawet na indywidualną skalę. Przy okazji nie bez kozery należy przypomnieć, że obecnie mierzalną skalą łgarstw, kłamstw wszelakich oraz inwektyw kierowanych wobec polszewickich przeciwników zdecydowanie i zasadnie przeciwstawiających się wdrażaniu zdewiantowanej, lewackiej aksjologii – jest po prostu skala TUSSKA!!!

Zaciśnięty otwór gębowy z którego niezwykle wartkim potokiem ustawicznie toczy się nienawistna, jadowita piana, potrząsanie czerepem w chwilach wymownej egzaltacji i emfazy, wytrzeszcz rozbieganych ocząt poszukujących gwałtownie jak u Szczyrby rozumu, podniesiona wymownie koloratura gardłowa, stosowana zdecydowanie nad wyraz często werbalna zwulgaryzowana rodem od lamparciej lesby inwektywność, machinalne, aczkolwiek wielce mówiące odruchy podnóży i rącząt to oczywisty dowód na to, że wg powyższych symptomów konkretnego delikwenta dopadła felietonowa TUSKOLIOZA!!!

Czy leci z nami lekarz?; jeśli tak to niechaj zatem potwierdzi, alboć zaneguje powyższej przedstawione symptomy tejże straszliwej przypadłości.

Nikt jednak doświadczony symptomem tuskoliozy nie powinien upadać na duchu. Bowiem przy daleko idącym samozaparciu, dyscyplinie i sukursywnym zażywaniu właściwych medykamentów w rodzaju jak wyżej wskazano łyskacza, względnie PRIMITIVO, pojawić się musi „światełko w tunelu” zwiastujące, że można zostać nawróconym na dobrą stronę mocy.

Odnieść się jednakże należy i to w sposób dobitny do ukierunkowanych już drzewiej przez Hyrzego Ruja w eter jego symptomatycznego credo: POLSKOŚĆ TO NIENORMALNOŚĆ.

A contrario oznaczać to wyłącznie może: GERMAŃSKOŚC TO JEST… NORMALNOŚĆ!!!

Czy wszyscy z grona polactwa są zdrowi i podzielają konstatację tego bezczelnego hoooja???

Jeśli nie, to prosimy o stosowne komentarze w tymże zakresie

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

17.12 2022