Znowu się wszystko pokićkało: operacja, zaplanowana na 22. 06.br., w czwartek – nie odbyła  się. W  srode, gdy się zgłosiłam w szpitalu ewanglickim na przygotowania do niej, zrobiono mi min. badaniie krwi i stwierdzono zawał serca. Nie wypuszczono mnie już do domu, żeby w czwartek (dzień operacji kolana)  włożyć  „kateder” do serca, (po niemiecku „Herzkateder”, nie wiem jak po polsku). Musiałam podpisać,  że się zgadzam (nie miałam innego wyjścia)  na wbudowanie stentów albo baloników, jeśli będzie konieczne. Wsunęli mi ten kateder (przez pachwine) i okazało się, że nie trzeba poszerzac arterii sercowej przy pomocy ani stenów ani baloników, bo jej zwężenie – a więc utrudnienia dopłwu krwi  powoduje u mnie odkładanie się „śmieci” wyprodukowanych przez wysokie ciśnienie (mam od wieków),

Zobacz, ile ta medycyna teraz może! Dostane cały zestaw medikamentów,  które mają „wypłukiwać” te złogi obciążające prace serca – i mam je braż już do końca życia.

 

Kardiolog, ktory sie mna zajmowal, skontaktowal sie tez sam z ortopeda-chirurgiem, zeby mu powiedziec, ze daje zielone swiatlo na operacje kolana, ze serce nie stoi na przeszkodzie. (podobnie bylo , gdy jeszcze na przeszkodzie stal tumor lewej nerki, co tez sie wyjasnilo…)     

Jutro wracam do domu na sobote i niedziele, w poniedzialek rano dostane wiadomosc, kiedy wreszcie bede miec te „upragniona wymiane kolana” !!!!!  Podkreslam, ze to jest juz szoste podejscie,  mam nadzieje ze nie bedzie siodmego,  a jezeli i to sie nie uda – to zrezygnuje calkowicie. 

A z tymi poprzednimi terminami operacji  – to bylo tak:

– z pierwszej – ja zrezygnowalam, bo miala sie odbyc dokkadnie w 1-sza rocznice smierci,( 07.07 2018)   mojego partera – tego nie chcialam,

– druga (2021) – profesor, ktory mial mnie operowac, gdy dowiedzial sie za jestem na dlugotrwalym leczeniu  narosli na arterii w glowie (ateritis temporalis) – przy pomocy silnych dawek prednisolonu (kortison) powiedzial: ” w takim parzypadku nie wolno operowc”, 

– trzeci termin mial byc 28 kwietnia 2022 – szpital ewangelicki (gdzie dalej jestem)  przesunal bez podania powodu, 

– wyznaczono czwarty termin na 15-go maja. Na te „okazje”, przybyl (wynajetym autem. bo sam go nie ma) moj Syn – Jacek. Po dwoch godzinach oczekiwania – pojawil sie chirug, prof. Kordelle, ktory mial mnie zoperowac i oznajmil, ze z powodu „braku personelu na sali intensywnej opieki” operacja, ktora jest skomplikowana (trwa ok. 3 godz,) i wymaga opieki intensywne j – musi byc przelozona na czas pozniejszy.  Wyznaczono termin na 22 czerwca. Proferor przeprosil i podziekowal za cierpliwosc – ale moje i Jacka rozczarowanie nie mialo granic. Jednak – jak to sie czesto w zyciu zdarza choc rzadko sobie czlowiek z tego zdaje sprawe – ta odmowa operacji miala swoje  „blogoslawione” skutki : kto wie, czy professor Kordelle nie uratowal zdrowia a moze nawet i zycia mojemu Synowi. Bo jako, ze ja bylam nie w szpitalu – tylko w domu, zaraz nastepnego dnia zmusilam go do pojscia do mojej lekarki domowej i poprosilam o zbadanie jego krwi, Jacek skarzyl sie od lat na uciazliwe, swedzace wytryski na skorze i na ogromny brak sil. Ale do lekarzy nie chodzil. Badania krwi byly niedobre, alarmujace;  ze skierowaniem, ktore mu przeslala moja lekarka domowa  zglosil sie natychmiast do onkologa w swoim miescie Zittau („na koncu swiata!) , po polsku Zytawa.  Tamtejsza Klinika Onkologiczna bedzie 28 czerwca robic mu tzw,”duzy obraz krwi” – modlcie sie, zeby wyniki byly inne (lepsze)  i zeby diagnoza mojej lekarki domowej – byla bledna !!!! 

W ten sposob dochodzimy do dnia dzisiejszego, 23 czerwca 2023 roku. Ja jestem jeszcze na kardiologii,  ale jutro rano ja opuszczam, jade do domu, gdzie jeszcze spedze piekne godziny z Wlochemi – z moja corka Kasia i wnukiem Nathanem (ma 15 lat, wysoki, szczuply, drugi najlepszy uczen w gimnazjum lotniczym, ma jedynki z matematyki i fizyki, dlatego mowie, ze „nie nalezy do naszej rodziny” ha ha ha) . W poniedzialek mam dostac wiadomosc,kiedy profesor zechce  mnie widziec na stole operacyjnym.  

Tak jak na „czwarty”  termin – przyjechalo do mnie jedno Dziecko – tak na „piaty” – drugie (z podpora).  Dobre mam dzieci, dziekuje za nie Bogu!  Na ten  obecny – szosty termin – nikt nie bedzie przyjezdzal i pewnie dlatego sie obedzie. Dostane nowe  kolano, a wtedy… to dopiero podskocze !

Tak wiec – moje artretyczne kolano rozwinelo temat do nieprawdpodobnych rozmiarow, oplatalo go mnostwem sieci, pogamtwalo linie zdarzen i losow ludzkich, wzbogacilo swiat doznan, jak na papierku lachmuzowym sprawdzilo – i potwierdzilo trwalosc dotychczasowych „cielesnych” przyjazni : Mechthild, Norbert  Olenka, David, Ivonka, Dorotka, Eulnia a takze bardzo wielu virtualnych – nie mowiac juz o Najukochanszych, ktorych urodzilam!

Nastepne moje trzy grosze na ten temat  – napisze, gdy juz bede,  co prawda z kula u nogi – ale juz z nowa endoporoteza, do ktorej zbudowania – wedlug slow mojeggo chirurga – bedzie uzyty mlotek, pila i cement….