Rodzice małych dzieci, albo będą kontrolować używanie smartfonów przez ich pociechy i nauczą je, że nie „skrolluje” się przechodząc przez ulicę, albo będą ginęły pod kołami samochodów.
Skrzyżowanie ulicy Warszawskiej z krajową „7” w Kiełpinie, na tzw. Graniczce ma sygnalizację świetlną, ale rozpędzone samochody potrafią przejechać na późnym pomarańczowym, które na środku skrzyżowania zamienia się już na czerwone. Jest więc tylko pozornie bezpieczne bo jadący „stówą” samochód nie ma szans zahamować jeśli pieszy przechodzi już przez pasy.
Wracając dziś do domu rowerem czekałem, aż będę miał zielone. Po przeciwnej stronie dwupasmowej jezdni stał chłopiec z telefonem w rękach. Nie wiedział bożego świata bo oczy miał wlepione w ekran. Sądziłem jednak, że wie co się dzieje. Mijały sekundy oczekiwania na zielone światło. Samochody nadal jechały i kaktus mi na dłoni wyrośnie jeśli z przepisową w tym miejscu prędkością 70 km/godz. Rzadko się zdarza by tak się działo. Prują przed siebie ile mechanicznych koni pod maską.
Podniosłem na chwilę głowę znad kierownicy bo sprawdzałem stan licznika i zobaczyłem, że dzieciak już zszedł z krawężnika i mimo czerwonego światła zamierza przejść na drugą stronę. Oczywiście z buzią w telefonie.
Wrzasnąłem kilka razy – „Uważaj, samochody”.
Bodaj za trzecim razem przystanął i się cofnął zaskoczony całą sytuacją. Poczekałem aż przejdzie na moją stronę i dałem mu reprymendę mówiąc, że przechodząc przez ulicę, nawet na światłach, nie wolno używać smartfona. – „Mogłeś zginąć głuptasie”- dodałem. Popatrzył na mnie lekko przerażony i po chwili poszedł sobie dalej. Miał może z 9 lat na moje oko.
Takie sytuacje obserwuję też często na ulicy Warszawskiej gdzie obwiązuje max. prędkość pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, a wielu kierowców jeździ wolniej bo nigdy nie wiadomo czy jakiś rozbawiony dzieciak nie wpadnie na jezdnię. Przypadki jak opisany powyżej zdarzają się tam bardzo często, zwłaszcza przy szkołach. Po zakończeniu lekcji wiele dzieci przechodzi przez ulicę, z buzią w telefonie i nie zwraca w ogóle uwagi na to co się wokół nich dzieje. Takie małe zombie. Byłoby to może zabawne gdyby nie fakt, że może zakończyć się tragicznie.
Zachodzę w głowę czy ich rodzice czegokolwiek ich uczą w domu. Zwłaszcza tak podstawowych rzeczy jak bezpieczne przechodzenie przez ulicę oraz korzystanie z telefonu komórkowego.
Totalna nieodpowiedzialność połączona z odmóżdżeniem.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz