W skrócie: w 2012 portal internetowy Gawker udostępnił fragment intymnego nagrania na którym Hulk Hogan i żona jego przyjaciela Todda Clema uprawiają seks (Todd lubił „popatrzeć). Przyjaciel Hogana nagrał to bez jego wiedzy a następnie nagranie dostało się w niepowołane ręce. Po upublicznieniu nagrania Hogan zażądał od Gawkera aby nagranie zostało usunięte z sieci. Portal odmówił, więc Hogan ich pozwał. W międzyczasie portal udostępnił inne fragmenty nagrania na których Hulk wypowiada się rasistowsko i homofobicznie. WWE zwolniło go natychmiast. Hulk Hogan zażądał w pozwie 100 milionów, finansowo wspierał go podczas procesu Peter Thiel ktoremu Gawker również zaszkodził. Hogan wygrał. Sąd zasądził dla niego 140 milionow dolarów, a Gawker zbankrutował. Ok.

No więc co się wydarzyło? Portal plotkarski upublicznił prywatne intymne nagranie i powołał się przy tym na to, że Hulk Hogan jest „osobą publiczną”. Na tym nagraniu Hogan wypowiada jakieś słowa. Nie jest to jednak publiczna tyrada tylko prywatna rozmowa. W wyniku upublicznienia nagrania traci kontrakt z WWE i wpływy z merchandisingu który został usunięty. Został zatem publicznie napiętnowany i poniósł straty finansowe za coś, czego publicznie nie zrobił i czym nikomu nie zaszkodził. Tymczasem w naszych rodzimych mediach Onet i GW pojawia się takie coś: „Hulk Hogan był bardzo mocno finansowany tylko po to by wykończyć redakcję która pisała etycznie, nieetycznie, trochę to nie ma znaczenia”
a GW „Hogan domagał się odszkodowania za naruszenie prywatności i rzekome straty finansowe”.

„Trochę to nie ma znaczenia” i „rzekome straty finansowe”.

Jeszcze ciekawsza jest teoria spiskowa która łączy Muska, Hogana i Trumpa, i według której kto ma pieniądze, ten może zniszczyć medium „które pisze etycznie, nieetycznie, trochę to nie ma znaczenia”. Nagle okazuje się że ci ludzie „nie wiedzą” jak to działa w Stanach, gdzie można wygrać fortunę za zasądzenie tego, że jadłodajnia podaje gorącą kawę którą się można oparzyć. 🙄 Teraz to jest spisek zwolenników Trumpa o którym mówią tak „przypadkowo” przed wyborami w Ameryce.

Zastanawiające jest też to, że doprowadzenie Gawkera do bankructwa uznawane jest za atak na wolność słowa, nawet jeżeli Gawker zachował się zupełnie nieetycznie (po udostępnieniu pierwszego fragmentu nagrania liczba odsłonięć była tak wielka że odmówili Hoganowi sciągnięcia tego). Ale jeżeli ktoś prywatnie, nie publicznie, jak Hogan który nie miał pojęcia że zdarzenie jest nagrywane, wypowie się np. rasistowsko, to wtedy już jego prawo do wolności słowa nie istnieje, i wszyscy wokół mogą go zniszczyć finansowo. W tym jednym materiale Onet pokazał co w tych kręgach uznawane jest za wolność słowa. Moralność Kalego. I tacy ludzie, w swojej publicznej manifestacji hipokryzji, chcą uchodzić za jakieś kompasy etyczne, obrońców wartości?

Autor: Ireneusz Dinter