W tamtym tygodniu był pogrzeb mojego przyszywanego wujka Janusza Mendiuka, przyjaciela mojego taty ze wspólnego pokoju w akademiku, sieroty wojennej, zresztą mieszkał przez pewien czas w słynnej placówce w Krzeszowicach, jego tata zginął zamordowany przez sowietów w Miednoje, wieloletniego pracownika UP w Krakowie, znakomitego trenera sportowego. Zawsze zapamiętam go jako uśmiechniętego i pogodnego, twardego gościa o ciepłym głosie i sympatycznej osobowości.
Swoją drogą, o ile pamiętam, dzięki niemu jestem na świecie, bo jak mój tata miał w Pomorskiej Powietrzno-Desantowej „kalafiora” w czasie skoku, to wujek Janusz pomagał mu ciąć na minimalnej wysokości spadochron…
To zresztą był ciekawy i wspaniały rocznik WSWF w Krakowie… Dzieciaki poakowskie (jak mój tata), sieroty wojenne, dzieciaki ziemian wygnanych z Kresów, górale i wybitni olimpijczycy (m.in. Funka Biegun), a do tego wykładowcy – byli „cichociemni” zakonspirowani i ci zdekonspiowani, oficerowie AK…
Nic dziwnego, że wielu chłopaków (jak mój tata, który trafił tam po Dęblinie i wydaleniu z Polibudy), trafiło potem do świeżo zorganizowanego desantu… Wujek Janusz był potem nawet w jednostkach rozjemczych ONZ-tu w Syrii…
Poproszę o chwilę modlitwy +++
Zostaw komentarz