Kolejne weto prezydenta Karola Nawrockiego. Gaz miał płynąć do Niemiec, a rezerwy leżeć pod obcym kluczem, poza terytorium Polski. Tak wyglądała wizja Tuska – Polska jako magazyn cudzych interesów, a nie państwo, które samo decyduje o własnym bezpieczeństwie.Prezydent Karol Nawrocki przerwał ten marsz i zawetował ustawę, która pozwalała przechowywać strategiczne rezerwy gazu i ropy poza granicami Polski. To nie był gest techniczny.

To był moment, w którym jasno powiedziano: Polska nie będzie tylko ogniwem w cudzym planie. Bo bezpieczeństwo energetyczne to nie jest temat do targów z Berlinem ani przedmiot „europejskiej konkurencyjności”. To fundament przetrwania.

Trzeba zrozumieć, że ta droga nie wzięła się znikąd. W tle od dawna unosi się widmo Mitteleuropy – niemieckiego planu podporządkowania Europy Środkowej gospodarce Berlina. Już sto lat temu zapisano, że państwa takie jak Polska mają być rynkiem zbytu, rezerwuarem surowców i taniej siły roboczej.

W czasie wojny Hitler tylko brutalnie dokończył tę koncepcję: Niemcy sterują, reszta dostarcza. Węgiel, ropa, zboże, ludzie – wszystko miało płynąć na potrzeby Rzeszy.

Dziś historia nie wraca w mundurach Wehrmachtu, ale w garniturach eurokratów. Nazywa się to „federalizacją Europy”, „zielonym ładem” czy „wspólną polityką energetyczną”. Mechanizm jest identyczny – Polska traci własną niezależność, a w zamian ma rolę dostawcy i płatnika.

Zamiast planu Hitlera dostajemy plan pod hasłem „europejskiej solidarności”.

Ale efekt? Ten sam. Berlin decyduje, Warszawa wykonuje.

Weto prezydenta zatrzymało jeden krok w tę stronę. Bo jeśli raz oddamy nasze rezerwy, jutro oddamy porty, pojutrze elektrownie, a na końcu całą gospodarkę. Zależność od Niemiec znów stanie się faktem, a Polska wróci do roli, którą zapisano nam w starych niemieckich dokumentach – roli prowincji.

Dlatego trzeba mówić jasno: nie. Nie dla planów, które robią z Polski „land” Mitteleuropy.

Nie dla polityków, którzy gotowi są sprzedać nasze bezpieczeństwo za poklepanie po ramieniu w Brukseli.

Nie dla wizji Tuska, w której Polak ma płacić coraz drożej, żeby Berlin był coraz silniejszy.
Bo Polska nie jest cudzym magazynem. Polska nie jest cudzym rynkiem zbytu. Polska nie jest eksperymentalnym laboratorium unijnych urzędników.

Polska jest naszym domem. Naszym bezpieczeństwem. Naszą ziemią. I nikt – ani w Berlinie, ani w Brukseli – nie ma prawa decydować o tym za nas.