Prezydent Karol Nawrocki postawił mocny, niepodważalny znak sprzeciwu wobec politycznej hucpy Tuska i jego ludzi. Weto wobec odrzucenia sprawozdania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji za 2024 rok, to nie jest zwykła formalność – to cios wymierzony w partyjną samowolę, która próbuje z pogwałceniem prawa i Konstytucji przejąć kolejny obszar państwa.
Sejm i Senat, pod dyktando rządu Tuska, usiłowały ogłosić, że KRRiT „skończyła swoją misję”. A więc co? Kadencja członków Rady ma wygasać nie wtedy, kiedy kończy się konstytucyjnie przewidziany termin, ale wtedy, kiedy tak chce większość parlamentarna? To jest bezprawie w czystej postaci. To jest uzurpacja władzy. To jest wprost deptanie Konstytucji – tej samej, którą Tusk tak lubi cytować, kiedy mu wygodnie.
Prezydent odpowiedział jasno i kategorycznie: to głowa państwa, a nie parlament, ma konstytucyjne prawo do rozstrzygania o losie KRRiT. I to właśnie zrobił – przypomniał politycznym ,,inżynierom” Tuska, że Polska to nie jest ich prywatny folwark, w którym mogą wymieniać instytucje jak meble w gabinecie.
Bo tu nie chodzi tylko o sprawozdanie. Tu chodzi o coś znacznie poważniejszego: o wolność słowa, pluralizm w mediach i granice władzy. Jeśli dziś pozwolimy Tuskowi i jego ludziom bezkarnie wymazać konstytucyjny organ państwa, to jutro mogą zrobić to samo z każdym innym. To jest prosta droga do dyktatury parlamentarnej – władzy absolutnej większości, która nie zna hamulców i nie uznaje żadnych zasad.
Prezydent w swoim wecie postawił mur. Powiedział: „Nie”. I to „nie” nie było politycznym manewrem. To było stanowisko w obronie prawa. W obronie Konstytucji. W obronie tego, by Polska nie została zredukowana do karykatury państwa, gdzie prawo zmienia się w zależności od potrzeb jednej partii.
Obywatele muszą to zobaczyć jasno: Tusk i jego ludzie wchodzą na drogę bezprawia, a każdy taki krok to uderzenie w fundamenty wolnej Polski. Prezydenckie weto to nie jest tylko zatrzymanie jednej ustawy – to sygnał alarmowy. To wezwanie do obrony prawa przed politycznym bezprawiem.
Dziś mówimy głośno: Polska to nie własność Tuska. Polska to państwo prawa, a nie prywatna agenda polityczna. I dopóki są tacy, którzy mają odwagę powiedzieć „weto”, dopóty istnieje nadzieja, że nie stoczymy się w otchłań samowoli i politycznej tyranii.
Zostaw komentarz