Dlaczego ten „niewyraźny punkt”, ewidentnie zamazany nawet przy moich rzekomo bardzo dobrych okularach. Dlaczego miałby być punktem odniesienia?

Tylko dlatego, że świeci na czerwono? I że miga starając się nie narażać na katastrofę przelatujących obok samolotów? Pytanie co czują pasażerowie takich samolotów dowiadując się, że nie rozbili się o „niewyraźny punkt”.

Chciałoby się jakoś geograficznie ulokować „niewyraźny punkt”, ale się nie da. On się w sposób naturalny wymyka. Wszędzie pędzi. Im bardziej się go szuka, tym szybciej ucieka. Taką ma naturę.

„Niewyraźny punkt” momentami nabiera ostrości i widać wówczas, że ma coś ważnego do zakomunikowania. Ale po jakimś czasie rezygnuje, jakby doświadczony niechęcią do przyjęcia epokowej wiadomości.

On chodzi za mną odkąd w 1999 roku postawiłem swoją stopę na ziemi albańskiej. Już wówczas wiedziałem, że to stąpniecie nie odbędzie się bez konsekwencji. Do wyboru miałem wówczas kałasznikowa lub różaniec. Wybrałem różaniec, ale nie z tchórzostwa, raczej z pragmatyzmu. Matka Boża bowiem lepiej rozwiązuje różne sprawy. Wystarczy Jej się zawierzyć. Ona wszystkim się zajmie. Dobra Matka.

„Niewyraźny punkt” jest w gruncie rzeczy ogniskową spraw najważniejszych. Jeśli ma się umiejętność rozmawiania z czymś, co jest nieoczywiste, płynne, w jakiejś takiej metamorfozie, czymś takim jakby lepkim, bez uzgodnienia ostatecznej konsystencji, to można próbować. Szanse na „dogadanie się” są jednak niewielkie.

Wokół tego punktu narosło sporo legend. W wielkim uproszczeniu, jedni twierdzą, że go nie ma, drudzy, że jest i ma się dobrze. Tego sporu nie da się rozstrzygnąć, bo nikt nie ma w nim racji. Naparzają się bez sensu tracąc czas i energię. Do tego wydaje im się, że są ważni, hehehe…

„Niewyraźny punkt” jest swego rodzaju schronieniem. Jest walką o pozostanie sobą, takim jak się urodziłem i dorosłem. Jest upominaniem się o to, że jako mały żuczek mam prawo do godności i samookreślenia się. I że nikt mi na głowę wchodzić nie będzie. „Niewyraźny punkt” z czasem stanie się bronią nuklearną podłożoną pod faszystowską Komisję Europejską. I wówczas będzie wielkie booooom, i z Bożą pomocą wrócimy do podstaw integracji europejskiej.

p.s. Mam nadzieję, że ludzie służb specjalnych umieją jednak odróżniać fikcję literacką od groźby zastosowania przemocy. Na to liczę.