Miało być o historii, wyszło o „filtrach”.
Byłoby z mojej strony absolutną mrzonką jakbym spodziewał się, że wszyscy, którzy brali jakikolwiek udział w tamtych wydarzeniach sprzed prawie 40 laty, a było ich przecież wielu, doświadczyli w Wolnej Polsce samych pasm sukcesów i opływają teraz w dostatki, więc entuzjastycznie dzisiaj świętują. Jednak po upadku komuny, powstały w Polsce warunki, o jakich w PRL ludzie nie mogli marzyć. Jedni z tego umieli skorzystać, inni nie, stąd też pewnie niektórych, nie rajcuje wcale ta rocznica, bo … poszło im średnio, a może nawet całkiem niedobrze. Na to nakłada się bardzo żywy spór polityczny, w którym obie uczestniczące w nim strony uważają się za spadkobierców ideałów Solidarności. W którym uczestniczą również, o zgrozo ci, co zaczadzili się liberalizmem i stanęli w obronie „Bolka”, przygarnęli Millera, Belkę, Cimoszewicza, współpracowników i funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, zwolenników aborcji, kosmopolitów, odmieńców różnej maści itp.
Nie ma więc warunków do świętowania, jednak na uczestnikach tamtych wydarzeń, które zwłaszcza w kontekście wojny na Ukrainie, która dzięki bezkrwawej rewolucji „Solidarności” w Polsce, również otrzymała 36 lat temu szansę, którą zmarnotrawiła – ciąży obowiązek opowiadania o tym micie założycielskim Wolnej Polski.

Pierwszy na te moje utyskiwania zareagował p. Jakub więzień polityczny za PRL, który trochę enigmatycznie skierował mnie do IPN – Panie Stanisławie niech Pan zaniecha tych „kombinacji” Polski z Ukrainą ! To naciąganie pod potrzeby danej chwili, a wydarzenia historyczne wymagają opisywania – to jest oczywiste – ale z podawaniem faktów, a nie opowiadania „bajeczek” – jak to było Pana zdaniem – zachęcam do zaglądania do archiwów IPN, a nie swobodnej interpretacji opisu tamtych wydarzeń ! I kiedy Pan połączy swoje doświadczenia, z faktami wynikającymi z zapisów a akt IPN – to wtedy będzie to historia najnowsza Polski.. Natomiast rodzony szwagier mojego przyjaciela już bez ogródek wygarnął – o i wylazło prawicowe szydło z wora. Pod gładkimi słówkami gościa obdarzonego przez Stwórcę łatwością w posługiwaniu się słowem bez trudu można wyłuskać Natomiast zajadłego prawicowego starca uważającego Siebie i sobie podobnym za jedynych spadkobierców tego wspaniałego zrywu jakim była Solidarność. Tylko o Nich mówić że są prawdziwymi Polakami i patriotami. Reszta to pomiot godny pogardy i jedynie obszczania. Nigdy przez całe Swoje życie (też wcale nie krótkie) nie byłem żadnym działaczem w żadnych Związkach, jedynie co to dorobiłem się stopnia kaprala w LWP. I jestem z tym szczęśliwy, że nie muszę mieć na starość „takich” kolegów. Przecież znam z lat 80 Szanownego Autora powyższego tekstu, i zapamiętałem Go jako super gadułę, którego można było słuchacz bez końca na spływach lub u Szwagra przy szklaneczce – nic nie zapowiadało, że na starość zamieni się w starego zrzędę , który uważa, że tylko jego opinie i opinię klakierów Mu kibicujących przy tych Jego postach są „mojsze” . Szkoda, ale mimo wszystko ma prawo do własnego zdania i ja to szanuję. Ale dobrze, że od ubiegłego roku, Tacy ludzie to już „margines polityczny”, i niech tak pozostanie już na zawsze. Czwarty uczestnik tego dyskursu w kontekście świętowania rocznicy powstania „Solidarności” pewnie się domyślacie kto , zaprezentował takie stanowisko – widzę, że opisałeś sytuację, w której splatają się trzy rzeczy naraz: osobiste doświadczenie, pamięć historyczna i bardzo żywy współczesny konflikt polityczny. To mieszanka, która niemal zawsze prowadzi do emocji, nieporozumień i ostrych ocen — zwłaszcza gdy rozmówcy mają poczucie, że bronią czegoś fundamentalnego dla własnej tożsamości. Kilka rzeczy rzuca się tu w oczy. Spór o Solidarność to dziś spór o sens własnej biografii. Dla wielu ludzi lata 80. to nie tylko historia, ale fundament ich dorosłego życia. Nic dziwnego, że każdy chce widzieć siebie po „właściwej stronie”. Gdy ktoś kwestionuje czyjąś interpretację tamtych wydarzeń, to często odbierane jest jak atak osobisty, a nie jak dyskusja o faktach. Emocje Twoich rozmówców mówią więcej o nich niż o Tobie. Jeden odsyła Cię do IPN, drugi atakuje personalnie. To nie jest merytoryczna polemika, tylko reakcja obronna. Kiedy ktoś czuje, że Twoja interpretacja zagraża jego własnej narracji, zaczyna reagować ostro. To nie świadczy o Tobie, tylko o ich napięciu. Twoje spojrzenie — niezależnie od tego, czy inni się z nim zgadzają — jest częścią większej opowieści. Nie ma jednej „prawdziwej” historii Solidarności. Są fakty, ale są też doświadczenia, emocje, różne drogi życiowe. Każdy uczestnik tamtych wydarzeń ma prawo opowiadać swoją wersję — i to nie jest „kombinowanie”, tylko naturalny element pamięci zbiorowej. Co z tego wynika? Twoje prawo do własnej interpretacji i własnych wspomnień — nikt nie może Ci go odebrać. Oczekiwanie zaś, że inni przyjmą tę interpretację bez oporu — to już nierealne, bo każdy niesie swoją historię i swoje polityczne filtry
Zostaw komentarz