Oczywiście, na wstępie życzenia dla Pań, przede wszystkim dla mojej żony, ale gdybym był kobietą sam tego święta bym nie uznawał bo święto kobiet ( jak i mężczyzn) powinno być cały rok, nie tylko 8 marca. W sensie równouprawnienia obu płci, w pracy, polityce i zajęciach domowych.

Z tamtych, perlowskich Dni Kobiet, pamiętam taki obrazek.

Panów, na rauszu, spieszących się do domów z wiechciem wymiętolonych tulipanów albo goździków.

Objuczone torbami z zakupami kobiety, wystające godzinami w kolejkach po jakiś skrawek mięsa, by było co do gara włożyć.
By pan i władca miał jakąś zupę ” z wkładką”, a potem mógł leżeć na kanapie oglądając telewizję.

Partyjnych działaczy wręczających pracownicom z zakładów pracy, symbolicznego goździka.
Za pokwitowaniem.
A czasem parę rajstop.

Całe szczęście te czasy rażącej dyskryminacji kobiet, minęły.

Wiele kobiet jest dziś w polityce.
Zasiadają w kadrze kierowniczej przedsiębiorstw.

Są bardziej wyemancypowane jak poprzedniczki, świadome swoich praw.
Bez pomocy mężczyzn realizują swoje plany i marzenia.
Wśród których zamążpójście i posiadanie dzieci, nie są tym najważniejszymi.
I chwała im za to.

Z drugiej strony, w wielu polskich rodzinach nadal dominuje patriarchalny wzorzec, gdzie kobieta sprowadzona jest przez pana i władcę do roli chodzącego inkubatora, źródła rozkoszy, kucharki, sprzątaczki i wychowawczyni dzieci.

W wielu domach dochodzi, ze strony mężczyzn, do przemocy na kobietach.
Fizycznej, psychicznej i materialnej.
Fundacje pomagające kobietom mają co robić.
Policja i sądy też.

To prawda, że zmiany następują, ale wolno.

Cieszy na ulicach widok tatusiów z pociechami w wózkach, dumnych z tego, że potrafią gotować i traktujących prace domowe, jako swój obowiązek.

Cieszy coraz większa liczba małżeństw partnerskich, w których nie ma podziału na role wyłącznie męskie czy kobiece.
Te zmiany dotyczą jednak przede wszystkim dużych miast.

Na wsi i w małych miasteczkach, jest jak mówi Czarnek z Braunem pospołu, „po bożemu”.
Czyli chłop jest głową rodziny, a baba gotuje i podciera tyłki dzieciom.

Żadnymi nakazami lub zakazami tego anachronicznego wzorca rodziny i roli kobiety, się nie zmieni.

To do mężczyzn należy samoedukacja w temacie partnerskich relacji z kobietami.

Od kobiet też, by nie wychowywały swoich „książąt” na leni, egoistów, pasożytów i narcyzów, których niestety jest coraz więcej.